piątek, 30 stycznia 2009

Znalazłam w bibliotecznej ksiązce "Auto da fe" Canettiego, o której relacja wkrótce. Cięzko rozpoznać ale to czterolistne koniczynki.

wtorek, 27 stycznia 2009



Marlee Matin "Głucha jesteś?"


Chwilowo mój blog robi się monotematyczy ale jest to tylko zbieg okoliczności. Jeszcze jedna książka poruszająca temat głuchoty. Tym razem „Głucha jesteś?” Marlee Matin – pierwszej głuchej aktorki, która dostała Oskara (za rolę w „Dzieciach gorszego Boga”). Ta powieść dla młodzieży to podobno literacki debiut, nie sądziłąm jednak, że tak bardzo poruszający i udany. Kolejna książka o wielkiej przyjaźni i tolerancji. Do miasta głuchej, dziewięcioletniej Megan sprowadza się Cindy. Mimo utrudnionej komunikacji zaprzyjaźniają się ze sobą a Megan uczy Cindy migowego. Wyjeżdżają razem na obóz, gdzie Megan poznaje głuchą jak ona dziewczynkę i odrzuca słyszącą przyjaciółkę. Ot, zupełnie schematyczna powieść dla dziewcząt, z morałem o prawdziwej przyjaźni…
Jest tu jednak fragment gdy opiekunka obozu prosi dzieci mieszkające w poszczególnych domach o ułożenie piosenki. Megan wraz ze współlokatorkami układają piosenkę, którą potem prezentują przed obozowiczami:
„Po chwili klaskała już cała sala. Nawet opiekunowie przyłączyli się do zabawy. Wtedy dziewczynki rozpoczęły swoją piosenkę. (…) Lecz tym co wywołało największy aplauz publiczności (…) był fakt, że Megan i Lizzie nie tylko śpiewały ale też jednocześnie pokazywały na migi słowa piosenki. Nikt ze zgromadzonych w głównym pawilonie nie widział dotąd takiego pokazu języka migowego. (…) Metan i Lizzie migały i literowały, podczas gdy pozostałe dziewczynki śpiewały.(…) Domek kończył swoją piosenkę, cała sala skakała i wiwatowała.” Oczywiście potem dzieci z obozu koniecznie chciały się nauczyć migowego. Warto przeczytać tą książeczkę dla tej jednej, fenomenalnej sceny.

poniedziałek, 26 stycznia 2009


Agnieszka Górska ”Okrążanie ciszy"

Króciutka powiastka. Bohaterem jest dziesięcioletni chłopiec Kazurek (tak mówi na niego niesłysząca matka, a prawdziwe imię brzmi: Kazik), przerzucany z rodzinnego domu w Krakowie do Kielc, gdzie mieszka słysząca siostra matki. Wychowany między dwoma światami – słyszącym i niesłyszącym, szukający tożsamości w jednym i drugim.
O ile problem osób niesłyszących istnieje w literaturze, o tyle pierwszy raz spotykam motyw CODA – czyli słyszącego dziecka niesłyszących rodziców, studium jego dojrzewania, wewnętrznych rozterek, myśli.
Piękna książka, napisana z jednej strony zupełnie zwyczajnym, przystępnym językiem, a z drugiej pełnym pięknych metafor. Ponieważ bohater kursuje pomiędzy Krakowem i Kielcami, autorka odtwarza w powiastce powojenne realia, a przede wszystkim klimat obu miast. Przede wszystkim zaś próbuje zdefiniować ciszę: ciszę należącą do słyszących i tę niesłyszących. Wspaniała, wzruszająca lektura.
Cytat(nie ulubiony, ale najbardziej wymowny: patrz cytat z książki Heppa): "A tu pada następne pytanie: „Czy twój ojciec też był głuchy? Teraz pojawia się już pokusa, aby do odtworzonego obrazu dorzucić kilka cech doskonałych – np. możliwość słyszenia.”

niedziela, 25 stycznia 2009


Jorge Luis Borges
„Zoologia fantastyczna”

Książka w całości przeczytana w autobusach, na przystankach i w kolejkach.
Bestirarium argentyńskiego pisarza. Mix kultur, wierzeń, literackich urojeń. Ciężko czytać ją linearnie, pokusiłam się jednak o to, mimo sugestii autora a i tak zafundowałam sobie kalejdoskop najdziwaczniejszych, nieistniejących zwierząt i stworów, stworzonych przez ludzką wyobraźnię. To fantastyczne zoo pogrupowane jest alfabetycznie, „słownikowo”.
Podobają mi się wypisy z literatury (prym wiedzie Kafka). Lektura obowiązkowa dla potteromaniaków i potterologów. Zwierzęta, które najbardziej mnie zachwyciły (co nie oznacza, ze chciałbym hodować je w domu):
Amfisbena - wąż o dwóch głowach, jednej w normalnym miejsca a drugiej w ogonie, stąd posiadającym dwa przody.
Goofus Bird – ptak, który „buduje gniazdo dnem do góry, a fruwa do tyłu, bo nie ma dla niego znaczenia, dokąd leci, tylko gdzie był.”
Odradek – Kafkowskie stworzonko, przypominające płaską szpulkę nici w formie gwiazdy. Z jej środka sterczy prostopadły patyczek a z niego wychodzi prostopadle kolejny, „całość robi ważenie bezużytecznej, właściwie jednak nic jej nie brakuje, jest kompletna”.

środa, 21 stycznia 2009


J.Gaarder, K. Hagerup „Magiczna biblioteka Bibbi Bokken”

Kolejna lektura obowiązkowa dla maniaków czytelnictwa.
Zaczynam zadawać sobie pytanie jakim cudem po pięcioletnim kursie historii literatury polskiej i światowej, przeprawie z największymi gigantami słowa, odczuwam potrzebę sięgania po takie właśnie książki. Odpowiedź mogłaby brzmieć: A dlaczego nie? Możliwość swobodnego, nieskrępowanego wybory lektury uświadomiła mi, że biblioteki gromadzą w sobie całe złoża książek, które równie mocno pobudzają do refleksji…
Tajemniczej Bibbi Bokken wypada z torebki list, w którym jest mowa o nie wydanej jeszcze, a już odnalezionej w antykwariacie książce. Dwoje nastolatków wszczyna poszukiwania tajemniczej książki a potem całej biblioteki. Berit zakrada się nawet do domu Bokken, ale mimo tego, iż znosi ona całe paczki literatury, nie odnajduje w nim żadnej książki… Fabuła powieści, splątana i coraz bardziej fantastyczna, oddaje nam zupełnie racjonalne zakończenie. Ani treści ani zakończenia nie będę zdradzać tym, którzy dopiero połkną książkę. A połyka się ją jednym tchem. Zupełnie zapominając, że jest przecież adresowana do młodzieży, stąd nieco schematyzmu, dydaktyzmu, łatwych do przewidzenia rozwiązań.
Interesująca jest narracja: najpierw powieść w listach wymienianych w pamiętniku miedzy zaprzyjaźnionym kuzynostwem, w drugiej zaś części narracja przeplatana relacjami dwóch głównych bohaterów, tak że następuje sympatyczne zetknięcie dwóch punktów oglądu sytuacji. Aż korci aby zdradzić coś niecoś.
No i przede wszystkim ta płynąca z powieści wiara w niezwykłą moc pisanego słowa, w wielką wartość kultury. Książka jest zresztą pięknym dialogiem z literaturą norweską, autorzy wpletli w fabułę fragmenty twórczości norweskich pisarzy.
Ulubiony cytat: „Książka to jakby nie tylko słowa, czy obrazki na papierze, lecz także wszystkie myśli, które rodzą się w mojej głowie w trakcie czytania.”

wtorek, 20 stycznia 2009


Peter Hepp "Świat w moich dłoniach"


Poruszająca książka o chorym na zespół Uschera, głuchym od urodzenia człowieku, który mimo narastającej ślepoty, nie poddał się przeciwnościom losu i osiągnął postawiony sobie cel życia. Zostaje pierwszym, głuchoniewidomym, niemieckim diakonem, upowszechnia w języku migowym Ewangelię i wspiera innych głuchoniewidomych. Jest to także powieść wielkiej miłości człowieka do człowieka (Hepp zakłada rodzinę z Maitą, słyszącą dziewczyną, którą poznaje w szpitalu zaraz po operacji wszczepienia implantu ślimakowego), człowieka do Boga i Boga do człowieka. Dawno nie czytałam tak poruszającej historii, aż szkoda, że pewnych wątków Hepp nie rozwija a jedynie sygnalizuje.
Warto zwrócić uwagę na, nieliczne co prawda, ale równie poruszające fragmenty dotyczące języka migowego – utraconego, wraz z nadejściem ślepoty, i odzyskanego poprzez metodę dotykowego odbioru.
Obok powalającej na kolana, fenomenalnej autobiografii H. Keller „Historia mojego życia”, zupełnie zapomnianej i nie wznawianej książki O. Skorochodowej „Jak postrzegam świat” (jeśli czytelnik przejdzie przez początkowe peany na cześć towarzysza Stalina i przymknie oko na podobne wybryki w tekście, lektura okazuje się niebanalna), książka Heppa jest trzecią znaną mi pozycją napisaną przez osobę głuchoniewidomą.
Ulubiony cytat: „Czy głuchota i niedosłuch to w ogóle choroby? Czy poprzez takie i jeszcze inne poważniejsze zabiegi [implant ślimakowy] należy za wszelką cenę podejmować próby przywracania słuchu? A może kryje się za tym jakaś iluzja człowieka perfekcyjnego, którego tak długo trzeba naprawiać, aż wszystko będzie funkcjonować jak należy?”

środa, 14 stycznia 2009



Jan Tomkowski „Zamieszkać w bibliotece”

Zbiór dobrze „skrojonych” esejów. Autor omawia w nich między innymi stan dzisiejszego czytelnictwa i mechanizmy nim kierujące. Szczególnie interesujące są szkice będące analizą kondycji współczesnego człowieka, który - jak pisze autor – upodabnia się w swych zachowaniach do komputera, zastępując refleksję i medytacje, poszukiwaniem dobrych rozwiązań, szybkością i wydajnością. Autor uświadamia, że to właśnie szybkość jest w dzisiejszym świecie największą wartością, literatura zaś wydaje się coraz bardziej staroświecka. Na korzyści Biblioteki działa jednak fakt, o ile wszechobecną sieć internetową cechuje chaotyczność, żywiołowość i zmienność. Strony pojawiają się i znikają, Biblioteka przypomina o trwałości!
Autor porusza temat nowości wydawniczych, każąc odpowiedzieć sobie na pytanie czy nie czytamy ich przypadkiem po to, żeby nie okazać się wśród znajomych czytelniczymi outsiderami? Aby mieć o czym rozmawiać z innymi, podobnymi do siebie ludźmi? Czy nasza lektura zmierza do budowania wspólnoty czy samotności…
Tomkowski przedstawia także fenomem literatury, pisząc m.in. o jej wpływie na znajomość historii i geografii świata (wszak okresy historyczne i terytoria nie zauważone przez literaturę, zostają niezauważone także przez nas), o nieśmiertelnych bohaterach, którzy stali się „częścią wiedzy o człowieku”: symblozując typy czy relacje międzyludzkie (Faust Don Kichot…), o najsłynniejszych zdaniach i zwrotach które usamodzielniają się i sprawiają, że wyrażając swoje myśli mówimy „cudzym głosem”, powieściach rozsławiających miasta i stymulujących podróże oraz wielu innych socjologiczno-literackich zjawiskach. Na szczególną uwagę zasługuje szkic „Z literaturą w Europie” a w nim rozważania o tym czy i jak literatura poddaje się europejskim standardom i unifikacjom. Lektura przyjemna ale próba odpowiedzi na postawione przez autora pytania trudna i wstydliwa.

poniedziałek, 12 stycznia 2009


Walter Moers "Miasto śniących książek"
Prowadzenie bloga rozpoczynam od lektury obowiązkowej dla maniaków czytelnictwa. Główny bohater powieści Moersa pragnie odnaleźć nieznanego autora genialnego rękopisu (częsty i „chodliwy” motyw w literaturze ostatnich lat). Wyprawia się do Księgogrodu i za sprawą szalonego antykwariusza Szmejka trafia do katakumb miasta – labiryntu, w którym ukryte są złoża literatury.

W powieści fascynuje przede wszystkim motyw wszechobecnej książki. Sam Księgogród to m.in. pięć tysięcy zarejestrowanych antykwariatów, sklepy z zakładkami, półlegalne księgarenki gdzie oferowane są środki wzmagające koncentracje i radość czytania, Jadowita Uliczka krytyków, Cmentarz Zapomnianych Poetów, koncerty literackiej muzyki, cukiernie z ciastkami w kształcie książek. W katakumbach Księgogrodu znajdują się niebezpieczne książki pułapki, Analfabetyczne Książki Terrorystyczne czy „ciężka księga” od kartkowania której można nabawić się zakwasów. Bohater trafia m.in. do Pałacu Cieni – zbudowanego ze skamieniałych książek, „Jeżącej Włos biblioteki” – z książkami grozy, nasączonymi pachnidłami wywołującymi halucynacje, Biblioteki Orma, w której książki posegregowane są według siły z jaką przenikał autorów Orm (coś w rodzaju natchnienia) i od których czytający popada w uzależnienie. Wkruszają mieszkańcy labiryntu, przesympatyczne, jednookie stworki – Buchlingi, uczące się na pamięć utworów wybranego autora i odżywiające się…. czytaniem (czyż to nie marzenie niejednego czytelnika?) Porusza także los poszukiwanego poety, którego bohater odnajduje w labiryncie, a który żyje w nich samotnie, uwięziony i „przerobiony” przez szalonego antykwariusza w… żywą książkę, cały oklejony papierem z ksiąg buchemików. Postać ta przywodzi zresztą na myśl luźne ale mimowolne skojarzenie z obrazem Arcimboldiego „Księgarz”. Jest to także ciekawie wykorzystany motyw homunculusa, a sama scena tworzenia go przypomina scenę w laboratorium Frankensteina. Krol Cieni – Homunkolos ginie zresztą tragicznie, papier,z którego jest stworzony płonie bowiem w zetknięciu ze światłem słonecznym.
Ale nie zdradzam wszystkich tajemnic i bogactwa książkowych motywów tym, którzy dopiero sięgną po tę powieść. Życzę miłej lektury-podróży.