wtorek, 20 stycznia 2009


Peter Hepp "Świat w moich dłoniach"


Poruszająca książka o chorym na zespół Uschera, głuchym od urodzenia człowieku, który mimo narastającej ślepoty, nie poddał się przeciwnościom losu i osiągnął postawiony sobie cel życia. Zostaje pierwszym, głuchoniewidomym, niemieckim diakonem, upowszechnia w języku migowym Ewangelię i wspiera innych głuchoniewidomych. Jest to także powieść wielkiej miłości człowieka do człowieka (Hepp zakłada rodzinę z Maitą, słyszącą dziewczyną, którą poznaje w szpitalu zaraz po operacji wszczepienia implantu ślimakowego), człowieka do Boga i Boga do człowieka. Dawno nie czytałam tak poruszającej historii, aż szkoda, że pewnych wątków Hepp nie rozwija a jedynie sygnalizuje.
Warto zwrócić uwagę na, nieliczne co prawda, ale równie poruszające fragmenty dotyczące języka migowego – utraconego, wraz z nadejściem ślepoty, i odzyskanego poprzez metodę dotykowego odbioru.
Obok powalającej na kolana, fenomenalnej autobiografii H. Keller „Historia mojego życia”, zupełnie zapomnianej i nie wznawianej książki O. Skorochodowej „Jak postrzegam świat” (jeśli czytelnik przejdzie przez początkowe peany na cześć towarzysza Stalina i przymknie oko na podobne wybryki w tekście, lektura okazuje się niebanalna), książka Heppa jest trzecią znaną mi pozycją napisaną przez osobę głuchoniewidomą.
Ulubiony cytat: „Czy głuchota i niedosłuch to w ogóle choroby? Czy poprzez takie i jeszcze inne poważniejsze zabiegi [implant ślimakowy] należy za wszelką cenę podejmować próby przywracania słuchu? A może kryje się za tym jakaś iluzja człowieka perfekcyjnego, którego tak długo trzeba naprawiać, aż wszystko będzie funkcjonować jak należy?”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz