czwartek, 26 lutego 2009

Alicja Baluch "Książka jest światem"


Alicja Baluch
„Książka jest światem.
O literaturze dla dzieci małych oraz dla dzieci starszych i nastolatków”

Niewielki objętościowo ale za to niezmiernie treściwy przewodnik po literaturze dla dzieci i młodzieży. Można z niego dowiedzieć się, że pierwszym dziecka zetknięciem z literaturą jest śpiewana przez rodziców kołysanka, że „dziecięce gaworzenie odpowiada budowie regularnego wiersza np. symetryczne słowo ma-ma jest prawzorem rymu”, że motywem sięgania przez dzieci po literaturę są doznania uczuciowe, najczęściej te zakazane (strach, gniew…), że jeśli dzieci wychowane są na baśniach magicznych, będą wiedziały, że „Harry Porter” to zabawa na niby i budząca niepokój rodziców magia w nim zawarta im nie zaszkodzi. I wiele wiele innych pożytecznych wiadomości. Opracowanie to przyda się w zasadzie każdemu: rodzicom (bo napisane prostym przystępnym językiem, z graficznym wyróżnieniem najważniejszych treści i wypisami najważniejszych lektur), bibliotekarzom (powtórka z metodyki pracy z czytelnikiem), polonistom (powtórka – zaznaczam – miła powtórka z teorii i historii literatury). Po lekturze pozostała mi długa lista wypisanych z niej tytułów do przeczytania. Gorąco polecam!

niedziela, 22 lutego 2009

Edward Kozieł "Wspomnienia wędrownego kramarza"


Edward Kozieł
„Wspomnienia wędrownego kramarza”

Książka wyciągnięta z tych „do rozdania” po zakończonym skontrum w bibliotece. Naprawdę nie chcę się zachowywać jak Kien z „Auto da fe”, który próbuje ocalić nikomu nie potrzebne książki ale czasem samo się tak zdarza, że znoszę do domu te które, według mojej może mylnej oceny - uległyby niechybnej zagładzie. Tą zainteresowałam się m.in. dlatego, że lubię czytać książki o różnych grupach środowiskowych i zawodowych. Takich, które swoją działalnością wytwarzają język, kulturę czy nawet literaturę.
Pamiętnik kramarza (obejmujące, co najważniejsze, także lata przedwojenne) to wspomnienia człowieka, który całe życie był w drodze, dla którego stragan z dewocjonaliami, brukowymi drukami, koszykami wiklinowymi był nie tylko zarobkiem ale i pasją, sposobem i filozofią życia. Aż szkoda, że te relacje, a także sylwetki utrwalonych w pamiętniku innych kramarzy, nie zostały zbeletryzowane. Co prawda jest tu kilka „soczystych”, prawie wyjętych z powieści nurtu wiejskiego portretów (np. kobiety, która chciała dopuścić się nierządu w zamian za dewocjonalia i ukradła krzyż aby modlić się przed nim w domu a została przez autora porównana do Magdaleny XX wieku czy chłopca grającego na skrzypcach przed wojną w radomskim parku niczym Sienkiewiczowski Janko Muzykant) ale sądzę, że wiele podjętych tu wątków mogłoby posłużyć do wspaniałych fabuł i postaci.
Urzeka język pamiętnika: taki aż niemodnie „po prostu”, archaiczny, ciepły, pełen szacunku dla polszczyzny. W ogóle dużo w samym autorze wielkiego szacunku do każdego napotkanego na swojej drodze człowieka, do Polskiej Ziemi, wsi. Czasami warto odświeżyć takie stare hasła…
Na uwagę zasługuje rozdział „Dziady…” – rewelacyjny szkic o dziadach proszalnych, niczym żywcem wyjętych z prozy Dygasińskiego, a zaczynający się od słów: „Dzisiejsze dziady zeszły na dziady…”. Wspomnienia kończą się natomiast wzmianką o roli kramarzy w kolportażu literatury brukowej a tym samym… upowszechniania czytelnictwa oraz zamkniętą w kilku akapitach ciepłą wzmianką o Januszu Duninie, nieżyjącym już kustoszu Biblioteki Uniwersyteckiej w Łodzi, bibliofilu i zbieraczu literatury odpustowej. Zaintrygowanych tematem odsyłam do wspaniałego opracowania Dunina pt :”Papierowy bandyta. Książka kramarska i brukowa w Polsce”, o dziwo odkupionego od innej biblioteki „po skontrum” i wchłoniętego przeze mnie jak najlepszą powieść…

wtorek, 17 lutego 2009

"Harry Potter i Książe Półkrwii"

No cóż, nie będę tym razem oryginalna i nie popiszę się wymyślną lekturą. Ale od początku, nie obejdzie się niestety bez kilku autobiograficznych faktów. Kiedy świat popadł na potteromanię, ja całkowicie pochłonięta byłam inną literaturą. Ominęła mnie dyskusja i sąd nad książką, ominęło wyczekiwanie na kolejne tomy. Ale teraz przyszedł czas na beztroską, niczym nie skrępowaną lekturę. I Harrego. I muszę przyznać, że mimo wszystkich słusznych czy mocno przesadzonych zarzutów, ja widzę w tej historii przemyślany, konsekwentny i nigdy nie zachwiany system wartości, niekoniecznie przez dzieci uświadomiony, ale na pewno wchłonięty razem z lekturą. ZAWSZE największą i najpewniejszą ostoją okazuje się tu przecież przyjaźń i szacunek. I przedzierająca przez książkę wiara w człowieka. Mam wręcz wrażenie, ze tą inicjacyjną powieścią autorka uczy młodego czytelnika czym jest przyjaźń, oddanie, zaufanie, szacunek dla odmienności. Uczy też czym jest rozstanie, śmierć, żal i bezsilność wobec tego, co się przytrafia... Za to jestem w stanie wybaczyć autorce kilka dramatycznych i totalnie nie przystosowanych dla młodego czytelnika motywów (pająki z drugiej części, odrodzenie Voldemorta w czwartej - obcinanie ręki, fuj, czy w szóstej – jezioro z umarłymi ciałami).
Jednocześnie zachwycam się warstwą językową książki i przede wszystkim tą uroczą mieszanką motywów z mitologii i kultur (szczególnie na poziomie flory i fauny.) Jak na razie na kolana rzuciła mnie część V (Harry Porter i Zakon Feniksa), na każdej stronie autorka serwowała nam tak niespodziewane zwroty akcji, że nie mogłam oderwać się od powieści. Do części szóstej wdarł się już jakiś schematyzm i – najbardziej zagrażająca książce – przewidywalność. Ale co tam, to jedna z książek, przy której człowiek zapomina ile ma lat. Przypomina sobie dopiero, gdy trzeba wstać rano do pracy, a zasnęło się dwie godziny wcześniej, z lekturą w ręku...

niedziela, 15 lutego 2009


Dostałam od Montgomerry wyróżnienie Kreativ Blogger, za które bardzo dziękuję, zwłaszcza, że jestem w blogosferze zaledwie od początku roku. Cieszy mnie takie ciepłe przyjęcie i to, że mogę podzielić się z innymi swoją radością z czytania i wspierać się wzajemnie w swoich pasjach. Ciężko natomiast wyróżnić inne blogi, bo jestem jeszcze trochę za krótko z Wami, chciałabym wyróżnić zresztą wszystkie blogi książkowe, bo ich właściciele udowadniają, że czytanie też może być „trendy” i że nie jesteśmy wcale archeologicznymi wykopaliskami w czasach innych, pozornie atrakcyjniejszych i ciekawszych rozrywek.

piątek, 13 lutego 2009

Marek Dziewiecki "Jak wygrać życie? Instrukcja obsługi"


Marek Dziewiecki „Jak wygrać życie? Instrukcja obsługi”

Książka wygrzebana w antykwariacie za złotówkę (!). Odważny tytuł. W środku ładne zdjęcia (edytorsko trochę przesadzona) i trzydzieści maleńkich, jednostronicowych „instrukcji”. Fajna, półgodzinna lekturka, dająca dużo do przemyślenia, stąd już w trakcie czytania wielokrotnie odkładana ,aby oddać się, wcale nie beztrosko, trudnym pytaniom i stwierdzeniom. Najlepiej będzie jeśli wypiszę fragmenty, które najbardziej mi się spodobały:
„Przyjaciel to ktoś, kto potrafi mnie pokochać niezależnie od tego, czego się o mnie dowie”
„Im gorzej „gramy” w życie, tym bardziej manipulujemy własnym myleniem, aby „zapomnieć” o porażce"
„Człowiek, który wierzy, że sam odróżni dobro od zła i że sam poradzi sobie z własnym życiem, powtarza dramat grzechu pierworodnego”
„Prawdziwa ekologia zaczyna się od ochrony człowieka”
„Zwycięzca to ktoś, kto ma rację w życiu i postępowaniu, a nie tylko w myśleniu”

poniedziałek, 9 lutego 2009

Franz Kafka "List do ojca"


Franz Kafka "List do ojca"
Podobno niektórzy dopatrują się w tych kilkudziesięciu stronicach oskarżeń i żalów monologu skierowanego do Ojca Niebieskiego. Mimo kilku fragmentów, w których adresat listu rzeczywiście urasta do rangi mitycznego ojca, ja jednak nie dopatrzyłam się w nim niczego takiego. List jest bardzo mocno osadzony w realiach życia codziennego i rozjaśnia pewne fakty z życia Kafki. Poza tym cóż, kolejny literacki obraz toksycznego rodzica. Ot co.

sobota, 7 lutego 2009


Zakładka znaleziona w bibliotecznej ksiązce:-)

środa, 4 lutego 2009

Elias Canetti "Auto da fe"

Elias Canetti "Auto da fe"
Książkę wymęczyłam, kilka razy odkładałam mając wrażenie, że nie dam rady przeczytać już żadnego zdania więcej, parę razy prawie nad nią usnęłam ale jednak przez cały ten czas zwątpień byłam pewna, że mam przed sobą jedną z najlepszych pozycji w literaturze światowej. Skąd pewność? Główny bohater Kien, słynny uczony sinolog swoje cztery pokoje mieszkania całkowicie zajął półkami z książkami. Zamurował oka aby uzyskać na książki jeszcze jedną ścianę w każdym pokoju a okna umieścił w suficie, aby każdą książkę równomiernie oświetlało światło. Rozmawiał z książkami i traktował je jak żywe istoty (co oddaje nawet frazeologia: „dotychczas nie spadła wam ani jedna litera z głowy”). Ponadto posiadał fenomenalną pamięci, całą bibliotekę miał jednocześnie w głowie, cytował książki z pamięci. Kiedy po wyrzuceniu go z domu przez żonę, wypełniał w hotelu kartę meldunkową, jako zawód podawał: właściciel biblioteki. Nie kontaktował się z „życiem zewnętrznym”, odizolował od wszystkich, nawet najdrobniejszych jego przejawów. Kiedy jego żona umeblowała mieszkanie, Kien nie mogąc zaakceptować mebli (!!) zamykał oczy i opanował do perfekcji poruszanie się po domu po omacku tak by ich nie oglądać. Nie mógł jednak pojąć jak niewidomi mogą nie odebrać sobie życia będąc odciętymi od czytania.
Marzył o zamkniętej ze wszystkich czterech stron bibliotece a ożenił się ze swoją gospodynią, bo ta czytała jego książkę w białych rękawiczkach, uznał więc że będzie najlepiej opiekować się jego biblioteką. I tu się przeliczył…
Teresa - charakteryzowana poprzez niebieską, nakrochmaloną spódnicę, którą zawsze nosiła, chce od niego jedynie pieniędzy, ogranicza mu wolność poruszania w domu, bije a w końcu wygania. Kien podczas swej tułaczki spotyka jeszcze jedną postać, dla której warto pomęczyć się nad tą książką. Fischerle – karzeł i garbus, alfons własnej żony, oszust i złodziej.Marzy, by być mistrzem świata w grze w szachy. Kiedy zostaje „sługą” Kiena i idzie z nim do skupu książek, wpiera mu, że jeden z pracowników jest taki gruby bo połyka książki. A nawet więcej… szuka wydawcy swojej książki z przepisami kulinarnymi z…książek. Kien postanawia ratować przynoszone książki. Wystaje całymi godzinami przed wejściem i daje pieniądze ludziom, by nie oddawali swych książek na skup. Nie wie, że karzeł (czy ktoś spotkał kiedyś w literaturze obraz dobrego i pozytywnego karła?) wynajmuje ludzi ze swojej speluny i ci z tą samą paczką książek wyłudzają od Kiena pieniądze. Sytuacja się jednak komplikuje gdy Kien widzi w wejściu swoją żonę z dozorcą… idących spieniężyć jego księgozbiór.
Nie będę streszczać tej fenomenalnej książki bo i nie na tym to polega. Wszyscy bohaterowie tej historii kończą przecież tak, jak można się spodziewać, groteskowo i przez to zupełnie przewidywalnie. Ich świat jest światem, który pozwala w siebie wierzyć jedynie na pierwszych stronicach. Potem bowiem robi się z niego jakaś Kafkowsko-Gombrowiczowska maglina. Genialna w swej fantastycznej logice. Same konstrukcje postaci są tak makabreskowo - groteskowe, że warto ponieść trud przedzierania się przez zawiłe monologi. Ja osobiście uwielbiam takie właśnie konstrukcje bohaterów (np. Oskar Grassa, główny bohater Pachnidła i wielu podobnych, zupełnie nielogicznych konstrukcji, odmieńców).
Jednocześnie książka jest wielkim traktatem antyfeministycznym. Na uwagę zasługuje monolog o niszczycielskiej roli kobiet od zarania dziejów. Jest tu zresztą wiele genialnych monologów.
Mimo to ciężko mi jest ot tak, beztrosko polecić tą powieść. Zostawiam do przemyślenia.

poniedziałek, 2 lutego 2009


Michek Piquemal „Bajki filozoficzne”

Kolejna książka przeczytana „pomiędzy”-
w autobusach i innych dziwnych miejscach.
Seria książek „Cała Polska czyta dzieciom” to był wspaniały pomysł. Ślicznie zaprojektowane okładki, lekkie książki z dużą czcionką i przede wszystkim ciekawe tytuły!
Bajki filozoficzne to zbór bardzo krótkich, jednostronicowych tekstów zaczerpniętych z mniej lub bardziej znanych filozofii, religii i kultur. Każda opatrzona jest umieszczonymi pod tytułem „slowami kluczowymi” bajki, zebranymi dodatkowo w formie indeksu. Każda bajka zaopatrzona jest także w komentarz „w pracowni filozofa”. „Filozof” analizuje tu w kilku słowach problematykę i każe nam odpowiedzieć na trudne i często „niewygodne” pytania.
Wspaniała, poruszająca lektura dla osób w każdym wieku. Myślę, że każda z bajek (wraz z komentarzem) może być wykorzystana w scenariuszach lekcji (nie tylko polskiego) na każdym poziomie szkolnictwa ale też na zajęciach terapeutycznych i wielu innych. Naprawdę polecam!
Ulubiona bajka(takze ze względu na budowę, uwielbiam symetrię w tekstach literackich!):
"Żył kiedyś człowiek bardzo bogaty. Żył kiedyś człowiek bardzo biedny. Każdy z nich miał syna, a żyli po przeciwnej stronie wielkiego wzgórza.
Pewnego dnia bogacz wyprowadził swego syna na szczyt wzgórza i ogarniając krajobraz obszernym ruchem ręki, tak do niego powiedział:
-Popatrz, wszystko to wkrótce będzie towje!
W tej samej chwili biedak wyprowadził swego syna na szczyt wzgórza po przeciwnej stronie i w blasku wschodzącego słońca oświetlającego równinę, powiedział do niego z prostotą:
-Popatrz!"