niedziela, 22 lutego 2009

Edward Kozieł "Wspomnienia wędrownego kramarza"


Edward Kozieł
„Wspomnienia wędrownego kramarza”

Książka wyciągnięta z tych „do rozdania” po zakończonym skontrum w bibliotece. Naprawdę nie chcę się zachowywać jak Kien z „Auto da fe”, który próbuje ocalić nikomu nie potrzebne książki ale czasem samo się tak zdarza, że znoszę do domu te które, według mojej może mylnej oceny - uległyby niechybnej zagładzie. Tą zainteresowałam się m.in. dlatego, że lubię czytać książki o różnych grupach środowiskowych i zawodowych. Takich, które swoją działalnością wytwarzają język, kulturę czy nawet literaturę.
Pamiętnik kramarza (obejmujące, co najważniejsze, także lata przedwojenne) to wspomnienia człowieka, który całe życie był w drodze, dla którego stragan z dewocjonaliami, brukowymi drukami, koszykami wiklinowymi był nie tylko zarobkiem ale i pasją, sposobem i filozofią życia. Aż szkoda, że te relacje, a także sylwetki utrwalonych w pamiętniku innych kramarzy, nie zostały zbeletryzowane. Co prawda jest tu kilka „soczystych”, prawie wyjętych z powieści nurtu wiejskiego portretów (np. kobiety, która chciała dopuścić się nierządu w zamian za dewocjonalia i ukradła krzyż aby modlić się przed nim w domu a została przez autora porównana do Magdaleny XX wieku czy chłopca grającego na skrzypcach przed wojną w radomskim parku niczym Sienkiewiczowski Janko Muzykant) ale sądzę, że wiele podjętych tu wątków mogłoby posłużyć do wspaniałych fabuł i postaci.
Urzeka język pamiętnika: taki aż niemodnie „po prostu”, archaiczny, ciepły, pełen szacunku dla polszczyzny. W ogóle dużo w samym autorze wielkiego szacunku do każdego napotkanego na swojej drodze człowieka, do Polskiej Ziemi, wsi. Czasami warto odświeżyć takie stare hasła…
Na uwagę zasługuje rozdział „Dziady…” – rewelacyjny szkic o dziadach proszalnych, niczym żywcem wyjętych z prozy Dygasińskiego, a zaczynający się od słów: „Dzisiejsze dziady zeszły na dziady…”. Wspomnienia kończą się natomiast wzmianką o roli kramarzy w kolportażu literatury brukowej a tym samym… upowszechniania czytelnictwa oraz zamkniętą w kilku akapitach ciepłą wzmianką o Januszu Duninie, nieżyjącym już kustoszu Biblioteki Uniwersyteckiej w Łodzi, bibliofilu i zbieraczu literatury odpustowej. Zaintrygowanych tematem odsyłam do wspaniałego opracowania Dunina pt :”Papierowy bandyta. Książka kramarska i brukowa w Polsce”, o dziwo odkupionego od innej biblioteki „po skontrum” i wchłoniętego przeze mnie jak najlepszą powieść…

2 komentarze:

  1. Fantastyczna pozycja - ja też czasem ratuję takie dziwne książki nie wiadomo skąd i nie wiadomo o czym. Bo tak.

    Zbudujemy kiedyś Cmentarzysko Zaginionych Książek, jak u Zafona.

    BTW, dodałem Cię do linkowni u nas - my czytacze musimy się trzymać razem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za miły wpis, co do pomysłu Cmentarzyska Zapomnianych Książek to jestem jak najbardziej za. Co do trzymania się razem czytaczy też. I kto tu mówił o "samotności w sieci":-)Również dodaję do polecanych i cieszę się, że ujawnia się nas coraz więcej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń