środa, 4 lutego 2009

Elias Canetti "Auto da fe"

Elias Canetti "Auto da fe"
Książkę wymęczyłam, kilka razy odkładałam mając wrażenie, że nie dam rady przeczytać już żadnego zdania więcej, parę razy prawie nad nią usnęłam ale jednak przez cały ten czas zwątpień byłam pewna, że mam przed sobą jedną z najlepszych pozycji w literaturze światowej. Skąd pewność? Główny bohater Kien, słynny uczony sinolog swoje cztery pokoje mieszkania całkowicie zajął półkami z książkami. Zamurował oka aby uzyskać na książki jeszcze jedną ścianę w każdym pokoju a okna umieścił w suficie, aby każdą książkę równomiernie oświetlało światło. Rozmawiał z książkami i traktował je jak żywe istoty (co oddaje nawet frazeologia: „dotychczas nie spadła wam ani jedna litera z głowy”). Ponadto posiadał fenomenalną pamięci, całą bibliotekę miał jednocześnie w głowie, cytował książki z pamięci. Kiedy po wyrzuceniu go z domu przez żonę, wypełniał w hotelu kartę meldunkową, jako zawód podawał: właściciel biblioteki. Nie kontaktował się z „życiem zewnętrznym”, odizolował od wszystkich, nawet najdrobniejszych jego przejawów. Kiedy jego żona umeblowała mieszkanie, Kien nie mogąc zaakceptować mebli (!!) zamykał oczy i opanował do perfekcji poruszanie się po domu po omacku tak by ich nie oglądać. Nie mógł jednak pojąć jak niewidomi mogą nie odebrać sobie życia będąc odciętymi od czytania.
Marzył o zamkniętej ze wszystkich czterech stron bibliotece a ożenił się ze swoją gospodynią, bo ta czytała jego książkę w białych rękawiczkach, uznał więc że będzie najlepiej opiekować się jego biblioteką. I tu się przeliczył…
Teresa - charakteryzowana poprzez niebieską, nakrochmaloną spódnicę, którą zawsze nosiła, chce od niego jedynie pieniędzy, ogranicza mu wolność poruszania w domu, bije a w końcu wygania. Kien podczas swej tułaczki spotyka jeszcze jedną postać, dla której warto pomęczyć się nad tą książką. Fischerle – karzeł i garbus, alfons własnej żony, oszust i złodziej.Marzy, by być mistrzem świata w grze w szachy. Kiedy zostaje „sługą” Kiena i idzie z nim do skupu książek, wpiera mu, że jeden z pracowników jest taki gruby bo połyka książki. A nawet więcej… szuka wydawcy swojej książki z przepisami kulinarnymi z…książek. Kien postanawia ratować przynoszone książki. Wystaje całymi godzinami przed wejściem i daje pieniądze ludziom, by nie oddawali swych książek na skup. Nie wie, że karzeł (czy ktoś spotkał kiedyś w literaturze obraz dobrego i pozytywnego karła?) wynajmuje ludzi ze swojej speluny i ci z tą samą paczką książek wyłudzają od Kiena pieniądze. Sytuacja się jednak komplikuje gdy Kien widzi w wejściu swoją żonę z dozorcą… idących spieniężyć jego księgozbiór.
Nie będę streszczać tej fenomenalnej książki bo i nie na tym to polega. Wszyscy bohaterowie tej historii kończą przecież tak, jak można się spodziewać, groteskowo i przez to zupełnie przewidywalnie. Ich świat jest światem, który pozwala w siebie wierzyć jedynie na pierwszych stronicach. Potem bowiem robi się z niego jakaś Kafkowsko-Gombrowiczowska maglina. Genialna w swej fantastycznej logice. Same konstrukcje postaci są tak makabreskowo - groteskowe, że warto ponieść trud przedzierania się przez zawiłe monologi. Ja osobiście uwielbiam takie właśnie konstrukcje bohaterów (np. Oskar Grassa, główny bohater Pachnidła i wielu podobnych, zupełnie nielogicznych konstrukcji, odmieńców).
Jednocześnie książka jest wielkim traktatem antyfeministycznym. Na uwagę zasługuje monolog o niszczycielskiej roli kobiet od zarania dziejów. Jest tu zresztą wiele genialnych monologów.
Mimo to ciężko mi jest ot tak, beztrosko polecić tą powieść. Zostawiam do przemyślenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz