poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Jean-Dominique Bauby "Skafander i motyl"

Jean-Dominique Bauby „Skafander i motyl”

Kilka słów wyjaśnienia dla tych, którzy nie słyszeli o autorze książki. Bauby był redaktorem francuskiego „Elle”. W wyniku wylewu krwi do mózgu został całkowicie sparaliżowany: mógł jedynie trochę poruszać głową i mrugać jednym okiem. Leżał przykuty do łóżka,nie mówił, nie jadł, nie oddychał samodzielnie, miał zaburzenia słyszenia a jedyne oko (drugie zostało zaszyte) stanowiło kontakt ze światem. Otofonistka opracowała z nim specjalny sposób komunikacji. Pokazywała mu specjalnie ułożone litery alfabetu i czekała na mrugnięcie okiem - oznakę wyboru litery. I tym sposobem wymrugał on książkę, którą przed chwilą przeczytałam.
Myślałam, że będzie zupełnie inna, że będzie to coś w stylu klasycznych wspomnień, autobiografii: urodziłem się itd…., zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę kondycję autora. Tymczasem jest to książka o nieprzypadkowej ale dobrze przemyślanej budowie, którą wyznacza nie chronologia zdarzeń, ale konkretne, „nazwane po imieniu” niemalże aspekty kalectwa. Książka jest wycyzelowana do ostatniego słowa, momentami graniczy z prozą poetycką. Autor odnosi się do swojego położenia na przemian z gorzkim humorem, autoironią. Niesamowita historia, nietypowo przedstawiona.
Poza tym nie ukrywam fascynacji tym ewenementem – wymrugana książka! Człowiek to takie wspaniałe stworzenie, że w najtrudniejszej sytuacji jest w stanie przekroczyć swoją kondycję, żeby odnaleźć sposób komunikacji z drugim człowiekiem.

2 komentarze:

  1. Nienienie i jeszcze raz nie, powiedziała czarownica.

    Sama idea bycia w takim stanie przeraża mnie tak, że nie odważę się nawet przeczytać. Filmu też nie oglądałem. Dłonie mi się pocą, na myśl że mogłoby mnie lub kogoś z moich bliskich spotkać coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Barts,
    ja nie pochodze do tego pod takim kątem bo mam do czynienia z niepełnosprawnymi ludźmi i wiem, że oni swoją odmienność potrafią "przekuć" w wieką wartość. Książka Baubego to nie jest stadium umierania, raczej życia... Pozdawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń