piątek, 29 maja 2009

Wyrazy dźwiękonaśladowcze w ekspresji i komunikacji językowej dzieci w wieku przedszkolnym


Wanda Łata "Wyrazy dźwiękonaśladowcze w ekspresji i komunikacji językowej dzieci w wieku przedszkolnym"
Króciutkie opracowanie, w pierwszej części będące zestawieniem stanu badań nad językiem dziecka przedszkolnego, bardzo zresztą ciekawym i pokazującym różne punkty widzenia, zmieniajce się na przestrzeni dziejów, w drugiej zaś opisem badań własnych autorki nad kompetencją przedszkolaka w rozumieniu i "produkcji" wyrażeń onomatopeicznych. Ciekawa metodlogia. Lubię opracowania rejestrujące stan języka, tu dość specyficzny jego "wycinek".

środa, 27 maja 2009

A.Świderkówka, M. Nowicka "Książka się rozwija"

Książka, której pierwsze wydanie odnajdziemy w fenomenalnej serii „Książka o książce”. Teraz wznowiona w serii „Arche” ( również wydawnictwo Ossolineum) i dobrze, że wznowiona, bo to wspaniała podróż do początków książki. Czytałam ją momentami jak powieść przygodową. Szczególnie rozdział „Nowożytne przygody starożytnej książki” – czyli o wykopaliskach archeologicznych i rozwoju papirologii. Wspaniały jest także rozdział o czytelnictwie w starożytności, uświadamia wiele procesów, które mają swoje konsekwencje także dzisiaj. Książka napisana jest przystępnym językiem, popularnonaukowa ale jednocześnie rzetelna i wyczerpująca. Gwarantuję, że podróż śladami pierwszej książki będzie pasjonująca!

poniedziałek, 25 maja 2009

54 Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie


I ja też byłam na tej książkowej uczcie!
Targi Książki rok w rok przeczą zasadzie, że Polacy nie czytają. Ja zawsze bardzo dobrze się czuję w tym mrowiu ludzi – a każdy z ukochaną książką, czekający na ukochanego pisarza. I tym razem, w godzinnej kolejce do Marka Edelmana – odbyłam szereg wspaniałych rozmów z innymi czytelnikami.
Książki podpisał mi także Antoni Libera i Ulysses Moore. Mam zresztą wrażenie, że na Targach zaciera się ta przepaść między autorem a czytelnikiem. Stają się oni raczej partnerami po obu stronach książki. Nigdy nie zapomnę serdecznej i długiej rozmowy z Edwardem Redlińskim na targach dwa lata temu.
Jednocześnie Targi są okazją do obserwacji jak zmienia się i uatrakcyjnia promocja książki. W tym roku mocno podciągnęłam moją kolekcję zakładek i kupiłam m.in. Antologię Współczesnej Poezji Słowackiej „Bóg dał mi słowo”. Najbardziej wzruszyło mnie jednak właśnie spotkanie z Edelmanem, który drżącą ręką napisał mi moje imię w książce.

P.S. Drugie zdjęcie od góry przedstawia tegoroczne nagrody Dongi - wyeksponowane na stoisku i cieszące oko.

poniedziałek, 18 maja 2009

znalezione w książce

W historycznej książce Jana Ciałowicza „Od Kościuszki do Sikorskiego” wydanej w 1971 roku a znalezionej na odwiedzanej przeze mnie i wspominanej coraz częściej półce bibliotecznej z książkami do zabrania odnalazłam dwie dedykacje:
Januszowi „Jankowi”
Jędrzejkiewicz (?) Robert – (nieczyt.)
ppor – dowódca (?) plutonu dywizji
Miasta Kielce z lat
1942-1944

oraz:
Drogiemu Januszowi
w dniu miłego spotkania
w Kielcach
Czesław Figura

obie z datą 26.IV.1972

na wewnętrznej części okładki natomiast wpis:

Kochanemu Przyjacielowi –
Władysławowi (nieczytelne) Janusz
z datą 27.06.1972


Nie wiem jaką drogę przeszła ta książka, nie wiem też na ile dedykacje mają związek z jej autorem i czy w ogóle jakiś mają, ale odręczne wpisy są prawdopodobnie pamiątką spotkania po latach byłych żołnierzy, choć oczywiście mogę się mylić. Albo nie, i uwielbiam takie znaleziska, choć najczęściej mówią o tym, że właściciel nie żyje. Bo takie pamiątki wyrywa od nas śmierć albo jakieś straszne zawieruchy życiowe.

P.S. Tego dnia znalazłam także w antykwariacie książkę z dedykacją Jerzego Putramenta i kupiłam za złotówkę. Kto przebije moje znaleziska? Rzucam rękawicę, pozdrawiając innych spacerowiczów po cmentarzach zapomnianych książek.


Magdalena Jankowska "Już"

Magdalena Jankowska „Już”

Książka znaleziona na półce Bookcrossingu ale takiego „dzikiego” – bez nalepki i numeru. Porzucona raczej.
Kim jest autorka – nie wiem. Nota o autorze czy wstęp to raczej część obligatoryjna w tomach poetyckich – tu próżno ich szukać. Tylko poezja. Ale za to jaka!
Czytałam dużo różnej poezji, uwielbiam krótkie formy, haiku jest dla mnie formą doskonałą, ale czegoś takiego jak tu jeszcze nie. Słowa odarte do minimum i jeszcze bardziej. Na przykład:

„NASZE STRONY”

góry doliny
www


czy jeszcze krócej:

„NIEBO NA ZIEMI”

dzięki kałuży


Niebanalne, pomysłowe, skondensowane do bólu, rejestrujące stan i kondycję współczesnego języka.

Są oczywiście i dłuższe formy. Równie udane, nowatorskie. Autorka bawi się językiem, formą graficzną, przerzutniami. A mówili, że w poezji już nic nowego się nie stworzy, a tu proszę. Porzucony tomik sam wpada w ręce i w zalewie „identyczności” zadziwia.
P.S. Kim jest Magdalena Jankowska, ktokolwiek wie? Tomik został wydany w Lublinie w 2002 roku.



niedziela, 10 maja 2009

Oskar Wilde "Szczęśliwy książe i inne opowiadania"


Baśnie Wilde’a towarzyszyły mi ostatnio przed snem jak najpiękniejsza kołysanka. Wspaniałe, mądre teksty.
Oczywiście jak na bajki przystał, dużo w nich takiego sztampowego, typowego obrazowania: np. w opisach postaci: syrenka „Ciało miała jak biała kość słoniowa, a ogon ze srebra i pereł.(…) jak muszle były jej uszka, a usteczka jak korale”, typowych bajkowych postaci (np. słowik, młynarz, karzełek) oraz typowa dla bajek powtarzalność sekwencji zbliżająca je to tworów ludowych. Ale czy to źle? Czy nie tego właśnie oczekujemy od baśni i czy nie do tego nas przyzwyczaiły?
Z wyjątkiem kilku dłużyzn (np. zbyt szczegółowy opis popisów na arenie podczas urodzin infantki czy opis podróży duszy rybaka – zupełnie nic nie wnoszące, no może setki niezrozumiałych dziś już nazw ozdób, kamieni i innych ale to Wilde’owi wybaczamy bo był dandysem rozmiłowanym w takich błyskotkach) to naprawdę pięknie spuentowane opowiadania. Nie będę przytaczać treści wszystkich, pozbawię bowiem innych przyjemności z tej wieczornej kołysanki - wspomnę tylko o baśni, która najbardziej mnie zaskoczyła. „Rybak i jego dusza” – historia miłości rybaka do złapanej w sieć syreny. Wydawać by się mogło – kolejna poromantyczna wersja historii. Ale tu trochę odwrócenie stereotypu. Rybak wyrzeka się duszy dla syreny i jest z nią szczęśliwy. Ani mądrość, ani bogactwo ani brak duszy nie są w stanie ich rozłączyć. Ta bajka to z pewnością bardzo głęboko osadzona w filozofii dyskusja o wartościach, ale też o antynomii pogaństwo-chrześcijaństwo, światach realnych i światach bajkowych, światach ludzkich i pozaludzkich. Zakończenie zmusza do refleksji. Przeczytajcie sami.

Ulubiony cytat
„Światem jest to miejsce, które się pokochało” – czyż to nie jest tak, że światem swoim czynimy oswojoną przez nas rzeczywistość domu, ulicy, miasta? Fajne słowa.

środa, 6 maja 2009

Dagmar Lhotova „Wakacje dopiero się zaczynają”

Dagmar Lhotova „Wakacje dopiero się zaczynają”

Książeczka dla dzieci autorstwa bliżej mi nieznanej czeskiej pisarki, znaleziona na półce z porzuconymi książkami w bibliotece i zabrana do domu ze względu na ilustracje wykonane ciekawą techniką, choć dla dzieci nieszczególnie chyba atrakcyjne.
Historia trochę zwariowanej ciotki Dominiki, która zaprasza na wakacje do swojego domku siedmioro chłopców z Domu Dziecka. Jeden z chłopców odkrywa magiczne właściwości starej, przeznaczonej do sprzedania szafy – za pomocą wyjmowanego sęka – szafa unosi się do góry i lata w najlepsze. Chłopcy przeżywają w związku z powyższym kilka przygód, wszystko kończy się oczywiście szczęśliwie i sielankowo.
W książce, oprócz kolejnego wykorzystania w literaturze motywu czarodziejskiej szafy, ciekawy jest opis otoczenia domku cioki Dominiki –jej oswajanie najbliższej rzeczywistości. Urocze jest też to, że zagubieni i zakompleksieni chłopcy z domu dziecka, znajdują w tym domu bezwarunkową akceptację od samego początku. Ale poza tym przygody chłopców opisane są trochę „topornie”, dużo tu dłużyzn i nudy – a w 88 stronicowej książeczce to chyba nie dobrze… Średnia książka, bywają lepsze.


sobota, 2 maja 2009

"Pozostawałem w kręgu książki"


Jacek Ladorucki, "Pozostawałem w kręgu książki... Rozmowy w profesorem Januszem Duninem"
To jedna z książek przeczytana w całości w największej bibliotece – czyli w porannych autobusach do pracy…
Zainteresowałam się tą książką, bo chciałam „posłuchać” wspomnień człowieka, zakładając, że ktoś, kto popełnił tak wspaniałą pracę jak „Papierowy bandyta. Książka kramarska i brukowa w Polsce”, musiał być bardzo ciekawym i niebanalnym człowiekiem i naukowcem. Dopiero potem dowiedziałam się, że prof. Dunin był organizatorem łódzkiej książnicy i bibliofilem. I w tej właśnie cieniutkiej książeczce najbardziej pochłonęły mnie właśnie jego bibliofilskie wspomnienia.
Aż zazdrościłam czytając:
„W pierwszym okresie mojej pracy w lokalach bibliotecznych leżała jeszcze masa nie posegregowanych tomów, które wojna pozbawiła właścicieli, a często i sensu. Jako pracownik działu gromadzenia (…) wędrowałem po magazynach dubletów wielkich bibliotek Krakowa, Warszawy, a nawet zagranicznych, odwiedzałem księgarnie i antykwariaty, uczestniczyłem w aukcjach, oglądałem pozbawione właścicieli księgozbiory…”
W książce dużo miejsca zajmują sprawy polityczne, zupełnie niepotrzebnie. Mając szansę na rozmowę z takim człowiekiem, wiedząc, że to jedna z ostatnich rozmów, „naciągałabym” go na bibliofilskie zwierzenia. A tak, szkoda, zostaje niedosyt.