środa, 6 maja 2009

Dagmar Lhotova „Wakacje dopiero się zaczynają”

Dagmar Lhotova „Wakacje dopiero się zaczynają”

Książeczka dla dzieci autorstwa bliżej mi nieznanej czeskiej pisarki, znaleziona na półce z porzuconymi książkami w bibliotece i zabrana do domu ze względu na ilustracje wykonane ciekawą techniką, choć dla dzieci nieszczególnie chyba atrakcyjne.
Historia trochę zwariowanej ciotki Dominiki, która zaprasza na wakacje do swojego domku siedmioro chłopców z Domu Dziecka. Jeden z chłopców odkrywa magiczne właściwości starej, przeznaczonej do sprzedania szafy – za pomocą wyjmowanego sęka – szafa unosi się do góry i lata w najlepsze. Chłopcy przeżywają w związku z powyższym kilka przygód, wszystko kończy się oczywiście szczęśliwie i sielankowo.
W książce, oprócz kolejnego wykorzystania w literaturze motywu czarodziejskiej szafy, ciekawy jest opis otoczenia domku cioki Dominiki –jej oswajanie najbliższej rzeczywistości. Urocze jest też to, że zagubieni i zakompleksieni chłopcy z domu dziecka, znajdują w tym domu bezwarunkową akceptację od samego początku. Ale poza tym przygody chłopców opisane są trochę „topornie”, dużo tu dłużyzn i nudy – a w 88 stronicowej książeczce to chyba nie dobrze… Średnia książka, bywają lepsze.


4 komentarze:

  1. Pozwolę sobie na dygresję i powiem, że od dziecka chciałam pracować w bibliotece - wydawało mi się, że to nie tyle praca, co czysta przyjemność :)

    Wiem, że takie oficjalne daty są trochę sztuczne, ale co tam ;) Życzę zadowolenia z pracy, niesłabnącej pasji i wielu literackich olśnień!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem co powiedzieć, ten wpis to najsympatyczniejszy akcent tego bibliotekarskiego dnia! Bardzo bardzo dziękuję!

    Praca w bibliotece to pasja i ciągła świadomość, że cały świat leży (w zasadzie stoi na półkach) na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko otworzyć odpowiednią książkę (o ile jest na to czas, zwykle nie ma:-)
    Raz jeszcze bardzo dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi miło :) Dla mnie biblioteki to miejsce wyjątkowe, szczególne - kontakt z prawdziwą książką, ze słowem a nie z marketingowymi strategiami i błyszczącymi nowością 'produkcjami'. W tej powszechnej dziś manii kupowania, posiadania na własność, potwierdzania zakupami (także książkowymi) sensu życia - biblioteki są dla mnie terytorium normalności. Oczywiście kupuję też książki - najczęściej w antykwariacie, ale naprawdę wybrane, szczególnie ważne dla mnie pozycje.

    Życzę jak najwięcej czasu na czytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio biblioteki są instytucjami szczególnie podatnymi na "marketingowe strategie" ale to i z korzyścią dla książnic. Co do zaś "terytorium normalności" to bym polemizowała. Poziom normalności zależy od pomyłsów czytelników:-) Ale tak zupełnie poważnie to wiem o co chodzi w tej normalności. To to o czym pisał Tomkowski w książce "Zamieszkać w bibliotece", że w stosunku do niestałego i dynamicznego świata sieci, internetu i w ogole-możnaby dodać współczesnego świata - to ostoje stabilizacji i trwałości. Dlatego cieszę się, że pracuję i żyję "w służbie książki"

    OdpowiedzUsuń