piątek, 5 czerwca 2009

Roland Topor "Made in Taiwan. Copyright in Mexico"

Najpierw fragment ze wstępu:
„Granica między życiem a śmiercią nie jest wcale tak wyraźna jak sądzimy. Wielu żywych dźwiga już w sobie własną trumnę, żyjąc tylko z nawyku, świeży trup zaś daje schronienie żywym komórkom, uwijającym się, jakby nigdy nic.”
oraz:
"Jak więc tu wierzyć, ze nudziarz przestanie nudzić tylko z powodu zejścia? Snob odrzuci snobizm, gdy kości zostały rzucone?(…) Nic to nie zmieni! Idę o zakład, że na cmentarzu, jak wszędzie, skąpiec z trudem zdobędzie się na hojność, a tchórz na odwagę.”
W zasadzie cała ta dziwaczna książeczka jest rozwinięciem powyższych, trumiennych „refleksji”. Każda z nienumerowanych stron przynosi krótszy bądź dłuższy tekst w formie swoistej anegdoty, która powstaje przez absurdalne zetknięcie żywych ludzi z ludźmi umarłymi, którzy de facto, oprócz tego, że nie żyją, nadal mają się całkiem dobrze.
Oto przykład, zdecydowanie najmniej „zombiasty”, bo w książce roi się od kościotrupów, czaszek, i innych „domen” osób nieżyjących:

„Pewien człowiek wybiera się nazajutrz rano na pogrzeb starego przyjaciela. Spędza okropną noc, budzą go koszmary, zapala lampkę przy łóżku (…), wreszcie o świcie zasypia. Nie słyszy budzika i przegapia spektakularną randkę.
-Jak mogłem spać mimo piekielnego dzwonienia? – zastanawia się ogłupiały
- Bo kilka minut wcześniej umarłeś-wyjaśnia zmarły przyjaciel.
-Przynajmniej ty nie wystawiłeś mnie do wiatru”

Autor tworzy sytuacje na granicy najwyższego absurdu. Oprócz budowania przezabawnych „sytuacyjnych” anegdot (bardzo nie pasuje mi to słowo ale innego nie znalazłam) autor bawi się też konwencją językową, wplatając lub nawet czyniąc z frazeologizmów związanych ze zmarłymi puentę tekstu (np. opisuje walkę umarłych o granicę dwóch cmentarzy podsumowując: „…możemy się pocieszać, że wojna nie przyniosła żadnego żywego”).
Zastanawiacie się po co to wszystko? Ksiązka uświadamia absurdalność śmierci, wychodzi jej naprzeciw z dystansem i humorem. Opowiastki te można czytać dla swoistej rozrywki jak dowcipy, można dopatrywać się głębszych refleksji. Do wyboru do koloru.
Autor jest francuskim poetą i rysownikiem, „klasykiem czarnego humoru, kontynuatorem tradycji surrealizmu” - jak informuje okładka. Podobno też teksty te nawiązują do tajwańskich dowcipów cmentarnych i meksykańskiej fascynacji życiem po śmierci (również przeczytane na okładce) - o tym ostatnim nic powiedzieć nie mogę bo nie mam bladego pojęcia o tych zjawiskach ale o przeczytanej książce owszem… Jeśli ktoś miłuje w literaturze dobry absurd i ma dystans do naszego „nędznego padołu”, to polecam gorąco tą „trumienną lekturę”.
Już we wstępie czytamy pocieszenie:
"Łatwiej wyemigrować do krainy zmrałych niż z niej wrócić. Na pewno to ląd przyjazny, bardziej tolerancyjny od naszego. A koszta podróży, zawsze w jedną stronę, są na każdą kieszeń." :-)

2 komentarze:

  1. Topor ma niesamowity humor:) polecam inne jego książki:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, ze gdy wygrzebałam tą książkę z koszyka w supermarkecie i kupiłam za grosze, nie wiedzialam z czym to się je i kim jest autor.Ale po lekturze już zrobiłam pierwsze namiary czy w najbliższych bibliotekach są jego powieści bo coś mi się wydaję, że mi się spodobają.
    Pozdrawiam ksiązkowo i czerwcowo:-)

    OdpowiedzUsuń