czwartek, 9 lipca 2009

Andrew Keen "Kult amatora. Jak internet niszczy kulturę"

Ważna książka.
Andrew Keen precyzyjnie i jedynie od czasu do czasu popadając w mentorski ton – analizuje zjawisko Web 2.0 i zagrożenia pojawiające się wraz z nim.
Ciekawostką jest to, że opiera się na przykładach amerykańskich użytkowników Internetu i przypadkach, o których być może jeszcze nie mamy pojęcia.
Nie do końca potrafię zgodzić się ze wszystkimi stwierdzeniami Keena ale też i nie o to w tej publikacji chodzi, żeby wszczynać gorącą polemikę.
Keen ubolewa przede wszystkim nad faktem, że demokratyczne media niszczą potrzebne do tej pory profesje:
„Darmowe treści stworzone przez użytkowników (…) dziesiątkują szeregi naszych kulturowych strażników takich jak procesjonalni krytycy dziennikarze, redaktorzy (...) którzy są zastępowani (…) przez blogerów amatorów”.
Pomijając bolesną krytykę blogów, daje do myślenia rozbudowane twierdzenie, że Internet staje się naszym lustrem:
„zamiast wykorzystywać go do poszukiwania informacji bądź wiedzy o kulturze, używamy go by STAĆ się informacją, wiadomością i kulturą”. Keen pisze m.in. o „konfesyjnej” naturze użytkowników, zjawisku anonimowości nie występującym w tradycyjnych mediach i „cyfrowym narcyzmie”.
Uświadamia, że użytkownicy Internetu tworzą „miliardy spersonalizowanych prawd”, z których każda jest sobie równa. Pisze o rozdanym każdemu po równo prawie do klasyfikowania i definiowania zjawisk (tagowanie).
Szczególna krytyka dotyczy wyszukiwarki Google, która wynajduje nam to, co jest najbardziej popularne a nie najbardziej odpowiadające naszemu zapytaniu. Nazywa wyszukiwarkę odbiciem nas samych. Umieszczamy w niej miliardy pytań a ta traktuje je jako swoją własność, którą może „przechowywać, analizować i czerpać z niej korzyści. Jednak prawo własności do pytań zadawanym wyszukiwarkom pozostaje niejasne.”
Zastanawialiście się kiedyś co dzieje się z naszymi „zgoglowanymi" zapytaniami”? Ja nie, dlatego lektura Keena wiele uświadamia, trochę dołuje i BARDZO niepokoi.
„Web 2.0 to zdemokratyzowana wersja Orwellowskiego koszmaru.” Straszne stwierdzenie. Tym bardziej, że do tej pory byłam zalewana (nawet na studiach) pochwałami dla tego zjawiska. Dlatego przeczytajmy Keena, a potem…. piszmy blogi i żyjmy dalej…:-)

2 komentarze:

  1. Właśnie przeczytałem artykuł w "Niezbędniku inteligenta" (dodatku do 'Polityki'), w którym omówiono m.in. książkę Keena - polecam:
    http://www.polityka.pl/wwwanonimkapital/Lead33,1150,295915,18/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za cenną wskazówkę. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń