środa, 1 lipca 2009

Ray Bradbury "451 stopni Fahrenheita"

W świecie Ray’a Brandbury’ego billbordy mają długość dwustu stóp, bo samochody jeżdżą tak szybko, że nikt by ich nie zauważył. Ganki i ogrody są zlikwidowane, bo ludzie przesiadając przed domami zbyt dużo rozmawiali, a rozmowa wywołuje myślenie. Telewizory zajmują cztery ściany pokoju a po niebie latają samoloty z bombami atomowymi… I co najważniejsze: strażacy miast gasić pożary, rozniecają ogień w domach, których domownicy podejrzani są o przechowywanie najbardziej zakazanego towaru – książek.
Historia przedstawiona jest w gruncie rzeczy bardzo schematycznie. Główny bohater - strażak Montag - spotyka dziewczynę wyłamującą się ze schematów narzuconych przez świat, pod jej wpływem doznaje „nawrócenia” , podejmuje samotną walkę z wiatrakami (tu nie do końca przegraną - małe odejście od schematu) i odnajduje ludzi, którzy jak on pozostają poza marginesem życia społecznego (niczym prole z Orwellowskiej rzeczywistości) ale za to stanowią ostatnią, marną i śmiertelną ostoję zwalczanych wartości – ucząc się na pamięć książek - ocalają zakazane treści.:
„Ilu was jest?
Tysiące. Na drogach, wzdłuż opuszczonych torów, włóczędzy na zewnątrz, biblioteki wewnątrz”(…) Jesteśmy tylko obwolutami książek, poza tym nic nie znaczymy.”
Schematyczne ale genialne.
Brandbury stworzył wizję rzeczywistości pochłoniętej przyjemnością i konsumpcjonizmem, w której myślenie wyparte zostało i zapomniane. Strażacy uważają się za wybawców ludzkości, którzy bronią przed „wyświechtanymi filozofiami”. Którzy terroryzują społeczeństwo czyniąc z niego grupę bezwolnie poddających się ogromnym telewizorniom automatów. Szkoda, że wizja autora nie została jeszcze bardziej „pogłębiona”, rozbudowana.
Jest w tej książce coś przerażającego, odnosi się wrażenie, że historia zatacza jedynie przerażające koło: czyż to nie powtórka z rozrywki? Czyż nie palono już na stosie ludzi i książek? A jednocześnie czy koło nie zatacza kręgu do czasów pierwotnych, gdy nieskalany drukiem człowiek uczynił swój umysł nośnikiem wartości?
Autor pięknie pisze o roli książki jako oddanym nośniku myśli ludzkiej co przekłada się w warstwie stylistycznej: sugestywnych porównaniach palonych książek do trzepocących ptaków, motyli.
Polecam wydanie z 2008 roku z Wydawnictwa SOLARIS. Okładka jest może nieszczególnie udana, za to każda kartka została „graficznie” okopcona, jakby wyciągnięto ją z ognia. Nie powiem, robi wrażenie przy czytaniu.
Ulubione cytaty:
„Przyjrzyj się światu. Jest bardziej fantastyczny niż jakikolwiek pomysł zrealizowany w fabryce”

„Książki były tylko jednym z naczyń, w których przechowywaliśmy różne rzeczy bojąc się, że je zapomnimy. Nie mają w sobie nic magicznego. Magia tkwi w tym co mówią, jak zszywają ze sobą skrawki wszechświata w jedno ubranie dla nas”
„Ludzie nie rodzą się wolni i równi, jak głosi konstytucja, ale zostają zrównani”

3 komentarze:

  1. Moje pierwsze spotkanie z "Fahrenheitem" to była wersja filmowa - archaiczna, plastkikowa (lata80-te) i niezwykle wciągająca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię Bradbury'ego - jego książki są znakomite. A ta właśnie omawiana wyżej swego czasu zrobiła na mnie duże wrażenie. Film tylko to wrażenie pogłębił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozwoliłam sobie - nieśmiało - jako początkująca blogowiczka, zaprosić do zabawy:
    http://mcagnes.blogspot.com/2009/07/ancuszek-blogowo-ksiazowy.html

    OdpowiedzUsuń