niedziela, 23 sierpnia 2009

Felicitas Hoppe "Pigafetta"

Już po urlopie (miałam nadzieję, że będzie to także przerwa od czytania ale stało się dokładnie odwrotnie, i dobrze !!).
Plażowałam m.in. z książką „Pigafetta” – szczególną relacją z morskiej podróży dookoła świata. (Wybór nie był przypadkowy, nad morzem czytam bowiem zawsze morskie książki. W tamtym romu były to genialne "Przygody Sindbada Żeglarza" w następnym zapewne " 20 000 mil podwodnej żeglugi").
Dziwna książka, owszem, Hoppe kreśli kilka naprawdę udanych portretów współtowarzyszy podróży, jest tu wiele morskich motywów opisanych świeżo i na nowo, wspaniałym pomysłem było zabranie na statek ducha Pigafetty – autora dziennika i towarzysza Magellana, który niemalże fizycznie towarzyszy autorce w podróży i pisaniu relacji. Ciekawa jest budowa książki, wspomnienia autorki przeplatane są wspomnieniami Pigafetty, fragmentarycznymi urywkami z początków jego wyprawy. Pojawia się tu wątek miłości jego siostry do Admirała oraz zmitologizowana postać Magellana. Wszystko to jednak pozostaje w jakiejś poetyckiej maglinie. Chaotyczne, fragmentaryczne, poplątane. Trochę snu, trochę surrealizmu, trochę realizmu magicznego wrzucone do jednego worka i puszczone na wodę. Ta mieszanka, nie odmawiając jej oczywiście dużych walorów literackich, nie przypadła mi do gustu. Nie pomogło jej nawet czytanie na plaży, wspomagane krzykiem mew i innymi morskimi odgłosami.
Chylę natomiast czoła przed Wydawnictwem „Czarne”, które wydało „Pigafettę” i które w serii „Inna Europa Inna Literatura” wypuszcza książki zupełnie nieznanych nam pisarzy z państw, których literatura jest u nas zupełnie nieznana, których reprezentantów nie ma w lekturach polonistycznych i wśród czytelniczych powszechników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz