poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Wawrzyniec Prusky "Jędrne kaktusy"

Nieświadomi niczego plażowicze patrzyli po sobie zdziwieni gdy zza jednego z parawanów co i rusz niezidentyfikowany osobnik wydawał z siebie salwy niepohamowanego śmiechu.
Przyznaję się bez bicia. To był mój parawan… A przyczyną śmiechu pozostawała przez kilka dni lektura książkowej wersji Bloga Roku 2005.
Jeśli kiedykolwiek silniej odczułam rozrywkową funkcję literatury to właśnie przy tej lekturze.
Prusky tworzy zgrabny i przesympatyczny portret swojej familii, opisując codzienne zmagania z tacierzyństwem, z humorem którego śmiało można pozazdrościć i należnym dystansem, również godnym pozazdroszczenia.
Już pomijając walory językowe książki, w wielu momentach jest to naprawdę dobry kawałek literatury… Czyni się nam nowy gatunek literacki… Szkoda, że te wspaniale spuentowane anegdoty nie mają dat. Szkoda tez, ze wydawca nie przedrukował zdjęć.
Czytałam, czytałam i po przeczytaniu mam niezmierną ochotę sięgnąć po część drugą zmagań Wawrzyńca. Wszystkim polecam gorąco.


1 komentarz:

  1. "Jędrne kaktusy" mało komu się nie podobają :)

    OdpowiedzUsuń