poniedziałek, 3 sierpnia 2009

znalezione w książce


Nasze książki mówią o nas znacznie więcej niż myślimy.
Przypadek pierwszy:
W antykwariacie w ogromnym pudle z najtańszymi książkami znalazłam kilkanaście książek, które ktoś przyniósł na sprzedaż. Wszystkie oznaczone były dwoma rodzajami pieczątek własnościowych należących do jednego człowieka (zdjęcie powyżej) – nie zostały nawet rozdzielone przez pracownika antykwariatu i rozstawione po półkach tylko położone tak jak ktoś je przyniósł. Posiadanie dwóch pieczątek świadczy najprawdopodobniej o tym, że właściciel przywiązywał do swoich książek dużą wagę, zresztą numerował je (taka prywatna pieczątka z numerem „inwentarza” to dziś rzadkość).Szczególnie ta okrągła jest bardzo ciekawa. Trudno zorientować się ile książek posiadał, być może do antykwariatu trafiły jedynie te z początkowymi numerami.. Na pewno jednak można wypowiedzieć się o „jakości” książek (tytuły bardzo popularnonaukowe oraz literatura ze „średnich półek”). Jedna z porzuconych książek udzieliła jeszcze jednej informacji o właścicielu. Była w niej bowiem pieczątka z… adresem domowym. Pytanie tylko dlaczego ukochany prawdopodobnie księgozbiór trafił do antykwariatu…
Przypadek drugi:
Mężczyzna oddaje do jednostki kultury zalegający mu w domu księgozbiór, nie przeglądając wcześniej pozywanych książek.
Księgozbiór ten (około 100 woluminów) to w przeważającej większości literatura dotycząca wojskowości, historii (popularnonaukowa) oraz lekkie i już dziś zdezaktualizowane powieści.
Pomijając już dużą ilość pieczęci z księgozbiorów bibliotek (to też o czymś świadczy!!!), w jednej z książek znajdziemy datowany wpis:
„….. W dowód pamięci w dwudziestą drugą rocznicę urodzin dla kochanego marynarza, kochająca dziewczyna…” (no proszę mamy nawet datę urodzenia!)
Już wiemy kim był właściciel i wiemy że najprawdopodobniej dziewczyna stała się później małżonką, na co wskazuje miejsce wypisania dedykacji – to samo miasto, w którym właściciel zamieszkał i oddał swoje książki. Kolejna dedykacja została napisana w Gdyni. Największa niespodzianka wypada jednak z „Nieba w płomieniach" Jana Parandowskiego. Tekturka z napisem:
„towarzysz ………………………………. z okazji zakończenia roku szkolenia partyjnego za aktywną działalność w upowszechnianiu ideologii Marksizmu-Leninizmu i polityki Partii wraz z życzeniami powodzenia w pracy i życiu osobistym”
Nie zgadza się jedynie imię szczęśliwego posiadacza owego dyplomu z imieniem marynarza. Ale nie ważne, tropy możnaby mnożyć.
Po prostu, oddając książki nawet nie wiemy jak wiele mówią o właścicielach… Zdradzają nasze dane osobowe, losy i upodobania...
Co wy na to?
P.S. Dziękuję Madzi za wkład w poszukiwania.

5 komentarzy:

  1. Lubię znaleźć w książce ślad jej poprzedniego właściciela lub czytelnika; może to być exlibris, dedykacja, notatka, zapisana kartka lub zakładka, zasuszony kwiat lub liść. Nie wszystkie znaleziska są przyjemne, bo można też natknąć się np. na jakiegoś owada (brr.. może mola książkowego?) Miło jest zastanowić się, kto przedtem ją czytał i co myślał, wyobrazić sobie np. swojego ojca w młodości, gdy z wypiekami na twarzy czytał Kołakowskiego. Najciekawszą taką książką jest u mnie w domu słownik wyrazów obcych, wydanie z 1939 roku, noszący w sobie ślady wielu użytkowników ;-). Lubię też sama zostawiać ślady w swoich książkach i od niedawna mam exlibris, który wygląda jak japońska wycinanka z dwoma misiami panda. Przeglądam czasem swoje książki i też coś znajduję - najczęściej liść lub kwiat, a czasem rysunek (w książkach dla dzieci), który pokazuję swojej siostrzenicy. Takie książki niosą w sobie coś więcej, nie tylko własną treść. Tylko książki pożyczone są dla mnie pod tym względem "święte" i nie śmiem ich traktować tak przedmiotowo. Czasem mam także takie myśli, komu by przekazać swój księgozbiór, żeby nie tylko stał na półkach, ale był czytany, żeby książki dalej żyły...

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie tropienie śladów jest pasjonujące.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie są losy książek... Dobrze, jeśli znajdują nowego właściciela.
    Mnie zdarzyło się kilka razy znaleźć jako zakładkę pocztówki z życzeniami czy pozdrowieniami z dalekich stron.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie poszukiwania, łączenia zdarzeń i osób na podstawie znaków w książkach, to cudowna rzecz.Żal tylko że utraciły swojego przyjaciela, może inni również będą je kochać?

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie książki w antykwariatach to często niechciany spadek - właściciel raczej nie pozbyłby się ukochanych, opieczętowanych książek hurtem, nie dbając nawet o usunięcie podpisów. Natomiast jeśli umiera bez spadkobierców, lub dziedziczą osoby nieprzywiązane do jego książek przez wzgląd na niego (np. dalecy kuzyni) i niezainteresowane lekturą (bo księgozbiór jest przestarzały lub specjalistyczny), to często od ręki są sprzedawane na kilogramy w pobliskim antykwariacie. Budzi to lekki smuteczek, ale koniec końców książki trafiają we właściwe ręce.

    OdpowiedzUsuń