poniedziałek, 21 września 2009

Mary Morton "Kłopoty rodu Pożyczalskich"

Nie mogę powiedzieć, że dawno nie czytałam tak wzruszającej książki dla dzieci i młodzieży, bo dobieram lektury tak, że z założenia mają w sobie ten pierwiastek. Nie skłamię jednak pisząc, że nie pamiętam smutniejszej książki!
Pomysł wspaniały. Któż nie marzył w dzieciństwie o podobnych towarzyszach zabaw – małych ludzikach, do których pasuje rozmiarami domek dla lalek. Sama meblowałam przecież pudełko od zapałek, żeby umieszczać w nim maleńkie figurki, choć Pożyczalskich – czytanych czy też słuchanych – ze swojego dzieciństwa nie pamiętam.
W każdym z nas jest od dzieciństwa marzenie podobnego spotkania, które spełnia się bezimiennemu Chłopcu – „ludzkiemu” bohaterowi książki. W każdym, nie tylko dziecku, tkwi słabość do „maleńkości” – Pożyczalscy są uosobieniem tej słabości.
A jednak nie czytałam dawno tak smutnej książki. Niby wszystko wspaniałe – czytelnik rozkoszuje się tymi wszystkimi maleńkimi przedmiocikami, mebelkami z domku dla lalek, tym wspaniałym przystosowaniem fragmentów naszej rzeczywistości do świata maleńkich skrzatów. Urzeka humor książki (np. w nazewnictwie poszczególnych rodzin czy rozmów pijanej ciotki ze Strączkiem), przyciąga klimat starego, prawie już wyludnionego – na wskroś literackiego domu. Dorosłego fascynuje „drugie dno książki” – postać Arietty – samotnej i rwącej do wolności Pożyczalskiej, która z powodzeniem stanąć może w jednym rzędzie z innymi odmieńcami z literatury dziecięcej.
A jednak ten ciągły strach Pożyczalskich przed „byciem widzianym”, życie w ciągłym zagrożeniu (również metafora?) to sytuacja w literaturze dla najmłodszych – musicie przyznać – rzadka. Tu nawet próba przyjaźni z Człowiekiem – kończy się dla obu stron tragicznie. Próby „wybicia” Pożyczalskich przez szczurołapa: całkowite zniszczenie ich domu, cementowanie dziur, próba zaduszenia ogniem… a wreszcie niepewność czy ocaleli… czy to nie zbyt duża próba dla małego czytelnika? Co o tym sądzicie?
Z całą pewnością wyczytam kolejne tomy Pożyczalskich, bo to seria jedyna w swoim rodzaju. Warto nawet dla specyficznego smutku, nie spotkanego przez mnie w żadnej innej historii!!!!

1 komentarz:

  1. Przypomniałaś mi "Pożyczalskich"... Zachowałam o nich takie samo wspomnienie. Stoją na półce ulubionych książek z dzieciństwa dorosłej juz córki - a ja do nich wrócę!

    OdpowiedzUsuń