środa, 28 października 2009

Markus Zusak "Złodziejka książek"

Nie czytałam żadnej „ledwo ciepłej” recenzji tej książki, wszystkie rozpływały się nad nią w zachwycie… Wzięłam ją jednak do ręki ze względu na tytuł… i obecność w nim magicznego słowa - książki.
Bohaterką opowieści jest dziewczynka Liesel, która w trakcie wojny trafia do zastępczych rodziców. Piękne i wzruszające są jej relacje z przybranymi rodzicami –wulgarną Rosą „dobrą kobietą na złe czasy” i Hansem – akordeonistą i malarzem ściennym, który wybudzając ją z nocnych koszmarów czyta książki i uczy ją pisać i czytać. Wspaniałe portrety tych ludzi. Równie wzruszająca jest historia przyjaźni dziewczynki z Maxem – ukrywającym się w niemieckim domu Żydem. Kurcze… wszystko w tej książce jest poruszające do głębi – i ludzie, i zdarzenia, i książki… Motyw czytania, miłości do słów… to książka o wartości SŁOWA, traktat o słowie. Najbardziej powaliło mnie na kolana wykorzystanie motywu książki Hitlera „Main Kampf”. Najpierw Żyd Max niesie ją w ręku dla niepoznaki przedzierając się przez niemiecką ulicę, potem natomiast zamalowuje jej kartki na biało i rysuje na niej historię „Zbędnego człowieka” – swoją historię. Bardzo wiele motywów (jak ten) a nawet całe sceny odebrałam na poziomie symbolicznym (pochód Żydów do Dachau – dzielenie się z nimi chlebem czy położenie misia obok umierającego lotnika). Trudno pisać o tej książce, żeby niczego nie pominąć, tyle w niej poziomów interpretacji (nie pomijając jej etycznych, moralnych wartości), tyle wspaniałych ludzkich portretów. Ponieważ więc tematu nie wyczerpię, zatrzymam się na warstwie językowej i graficznej.
Narratorem jest śmierć – pomysł oryginalny, ciekawostką jest, że narrator mówi o sobie w rodzaju męskim (przełamanie przez tłumacza kulturowego wyobrażenia?) Odważne jest natomiast pisanie o wojnie w języku poetyckim, np. opis śmierci Żydów w obozach koncentracyjnych (strona 319). W książce ze strony na stronę narasta napięcie i przeczucie niebezpieczeństwa – potęgowane przez liczne inwersje i wybieganie w przyszłość (wiemy na przykład długo przed, że zginie najlepszy kolega Liesel). Czy to potrzebne? Chyba nie zawsze.
Pomysł graficznego wyodrębnienia „komentarzy” też mi się podoba, choć wielokrotnie teksty te są irytujące, wydumane. Trafiały się też dłużyzny w opisach. Wszystko to sprawia, że nie pieję nad tą książką. Nie zmienia to jednak faktu, że nikt (a przynajmniej ja nigdy nie trafiłam na inny podobny tekst) nigdy TAK o wojnie i holokauście nie pisał, dlatego jest to obowiązkowa lektura, chciałoby się też powiedzieć, lektura sumienia...

2 komentarze:

  1. Cóż..piękna recenzja.
    Nie czytałam jeszcze Zusaka ale pewnie kiedyś chwycę. Możliwe, że będzie to prezent dla mojej mamy na święta,która interesuje się tą tematyką.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, że to piękna recenzja. I też książka przecudna. Zaskakująca i wzruszająca.

    OdpowiedzUsuń