piątek, 27 listopada 2009

znalezione w książce

Troszkę się zdziwiłam opracowując ksiązkę "Zarządzanie logistyką" (powyżej skan fragmentu karty tytułowej) ale jestem młodym bibliotekarzem i podobno takie rzeczy się zdarzają. Ja natknęłam się na to pierwszy raz. Jak to się mówi... lepiej wcześniej niż wcale:-)

czwartek, 26 listopada 2009

Bora Ćosić "Deklaracja celna"

Nie mam ostatnio dobrego czasu na czytanie. W nawale innych działań tą najukochańszą rozrywkę spycham do autobusów, czytam zmęczona po nocach, czytam byle jak. Zasypiam nad książką. Lepiej nie czytać w ogóle niż czytać tak jak ja ostatnio. Zmęczenie materiału.
Z „Deklaracją celną” walczyłam w pociągu – i sen i tekst był tak samo kuszący.
Trudna proza. Monolog wewnętrzny serbskiego pisarza, który uciekł ze swojego kraju „na północ” do Niemiec. Monolog długi i toporny, pisany strumieniem świadomości, pełen powtórzeń, nieścisłości, jakby momentami pisany w maglinie, gorączce. Narrator koncentruje się wokół kontroli celnej, którą ma odbyć przewożąc z ojczyzny swoje rzeczy. Realny fakt deklaracji celnej – spisu rzeczy wiezionych na obczyznę, staje się metaforycznym rozliczeniem z całym - materialnym i duchowym życiem. Narrator – jak sam mówi – robi „inwentarz duszy”. Boleśnie rozlicza wszystko to, co składa się na życie. Ciężka ksiażka, momentami trudna do zrozumienia, do tego gorzka i rzucająca nam w twarz prawdę o nas samych.

środa, 25 listopada 2009

J.I.Kraszewski "Chata za wsią"

Dlaczego Kraszewski? Może w zalewie nowych, pachnących jeszcze drukarską farbą książek zatęskniłam to żółtych stronic. A może przesycona „bestsellerami” przypomniałam sobie o „sprawdzonych” a porzuconych lekturach polonistycznych, których obiecałam nie porzucać.
Co by to nie było, powieść Kraszewskiego czytało mi się ciężko ale miło. Mimo kilku logicznych nieścisłości (które u Kraszewskiego bywają) oraz pękniętej fabuły (w pewnym momencie nie do końca już wiemy kto tak naprawdę jest głównym bohaterem) jest w tej bajce, jej języku i sposobie obrazowania świata coś przeuroczego. Czy to postać Tumrego – pół-cygana ukształtowanego na postać romantyczną z całym bogactwem wewnętrznych konfliktów, czy wieśniaczka Motruna, wyklęta przez rodzinę za to, że poślubiła cygana, czy głupi Janek - poczciwy i dobry, czy demoniczna cyganka Aza – wzorowa, choć przegrana femme fatale, czy wyidealizowana i również nieznośnie romantyczna Marysia – córka nieszczęsnego pół-cygańskiego małżeństwa a może tabor wędrujących cyganów, biednych i brudnych ale malowniczych…
Kraszewski stworzył wspaniały portret cyganów, choć zdemonizowany i pełen kulturowych zakłamań (zbudowany na stereotypach raczej). A femme fatale Aza jest niczym polska Carmen z noweli Merimee.
Czytajmy pożółkłe stronice…

sobota, 21 listopada 2009

"Dziennik Ma Yan. Z życia chińskiej uczennicy"


Jak my mało wiemy o świecie…
Na książkę „Dziennik Ma Yan. Z życia chińskiej uczennicy” składają się przede wszystkim zapiski kilkunastoletniej dziewczynki, opisujące trudy codziennego życia w ubogiej wiosce w Chinach. Matka Ma Yan, nie mająca pieniędzy na dalszą edukację córki, dała te zapiski dziennikarzom zwiedzającym wioskę. Tak ujrzały światło dzienne. Dzięki publikacji pamiętników, poruszeni nimi czytelnicy utworzyli stowarzyszenie mające na celu pomoc dziewczynce oraz innym ubogim dzieciom w dalszej edukacji.
Lektura zdumiewająca. Ma Yan opisuje codzienną walkę o przetrwanie, wielogodzinne piesze wędrówki do szkoły, nauczycieli bijących dzieci, przykrości doznawane od rówieśników, nadludzki trud rodziców aby zapewnić miskę ryżu, relacje z matką, którą bardzo kocha, a przede wszystkim ciągły GŁÓD.
Mimo trudów nie znanych współcześnie zachodniemu czytelnikowi (pomimo różnic majątkowych nie musimy głodować by kupić ołówek), zadziwia i zdumiewa wielka radość życia, wola przetrwania i zmiany losu swojego i rodziny. Przede wszystkim takzże OGROMNA, OGROMNA miłość do matki. W każdym zapisku, na każdej stronie dziennika, Ma Yan dziękuje matce za trudy i przysięga sobie ukończenie szkoły aby wybić się i poprawić jej los. Uderza także determinacja samej matki, aby dziecko ukończyło szkołę.
Ta książka to studium wielkiej miłości, może największej. Uwierzcie mi, ta lektura nie pozostawia obojętnym.
Bardzo interesująca jest budowa książki. Każdy zapisek (a są one króciutkie) wydzielony jest na osobnej stornie, co powoduje dużo światła między kolejnymi stronicami. Jednocześnie zapiski te wzbogacone są bardzo szczegółowymi komentarzami i uzupełnieniami dziennikarza opracowującego dziennik – dotyczącymi zjawisk społecznych czy kulturowych, o których pisze dziewczynka a które mogą być dla zachodniego czytelnika niezrozumiałe. Dziennikarz uzupełnia także informacje o losach poszczególnych członków rodziny dziewczynki, dając nam w sumie wyczerpujące informacje na temat życia w najuboższych regionach Chin.

piątek, 13 listopada 2009

Szymon Hołownia "Ludzie na walizkach"

Wypożyczając tą książkę w życiu bym nie pomyślała, że będzie taka zapadająca w pamięć i pozastawiająca w totalnym osłupieniu lektura.
Książka składa się z kilkunastu rozmów, jakie Hołownia przeprowadził z ludźmi ocierającymi się o śmierć, chorobę i cierpienie. Historie pacjentów poprzeplatane są rozmowami z lekarzami co tworzy dwa skrajne punkty widzenia. Nawet nie umiem powiedzieć, która rozmowa zrobiła na mnie największe wrażenie bo od pierwszej strony czytałam ksiązkę z opadniętą szczęką i narastającą wdzięcznością za dar zdrowia.
Podziwiam stoicki spokój i równowagę Hołowni w zadawaniu najtrudniejszych pytań. Brak w tej książce sentymentów, brak żalów… jest racjonalna diagnoza i ocena. Każde zdanie każdego rozmówcy wydaje się wyważone, a każda rozmowa spuentowana.
Rzadko sięgam po podobne książki – nie czytam wywiadów, pod wpływem Waszych wpisów – blogowiczów – zrobiłam wyjątek i bardzo mnie ta lektura wzbogaciła.
Cytaty (z rozmowy z Kazimierzem Sałatą):
-„A kiedy nie wiadomo jak się zachować, trzeba zachować się najprościej, czyli dobrze…”
-„A ludzie w Afryce są wolni od tych oświeceniowych i postośweceniowych schematów. Oni mają kompas, który my zgubiliśmy – naturę. Zamiast zmagać się z pytaniami, czy życie to proces biologiczny czy psychiczny, szukają smaku tego życia. Na drugiej półkuli nadal funkcjonują pojęcia takie jak tajemnica, u nas zamieniona w niewiedzę, powołanie – tu przekształcone w karierę, czy szczęcie – przerobione przez nas na sukces.”
Z rozmowy z Michałem Paradowskim:

-„DOBRE ŻYCIE TO SENSOWNIE WYPEŁNIONA CODZIENOŚĆ”

niedziela, 8 listopada 2009

Pascal Quignard "Taras w Rzymie"

Dziwna książka. Nadal nie wiem czy główny bohater jest postacią historyczną, choć szczegółowość w opisie, nazwy własne, inne historyczne nazwiska podpowiadają, że tak. Ta niewiedza niezmiernie mnie w czasie lektury irytowała.
Tekścik niewielkich rozmiarów, złożony z maleńkich objętościowo rozdziałów (niekiedy nie mających nawet jednej strony, co dodatkowo graficznie potęguje wrażenia „postrzępienia” tej historii) opowiada historię XVII wiecznego artysty – grawera Meaume, który oszpecony przez narzeczonego kochanki tuła się po miastach Europy. Historia dziwna i trochę nie do końca pozwalająca w siebie uwierzyć – tak bardzo wyjęta z… literatury, nie życia.
Nie mniej interesujące jest samo obrazowanie świata. Wszystko jest tu skąpane w kolorach i świetle – malarskie, plastyczne do bólu, mimo iż same prace Meaume są przecież czarno-białe. Jest to oczywiście książka i o miłości i o sztuce, ale książka, która mnie nie porwała i nie zachwyciła ani przez moment. Ot co.


Jerzy Pilch "Narty Ojca Świętego"

Najpierw muszę przyznać się do rażącego zaniedbania czytelniczego. Otóż dramat Pilcha jest pierwszym przeczytanym przeze mnie tekstem tego autora. Wiem, wiem, nic mnie nie usprawiedliwia, zaległości są jednak do nadrobienia a pierwsze podejście do Pilcha uznaję za udane.
Akcja „Nart Ojca Świętego” dzieje się w Granatowych Górach. Mieszkańcy miasteczka – jako że Papież za młodu spędzał tu czas i jeździł na nartach, spodziewają się, że u schyłku życia przybędzie do ich miejscowości i spędzi tu papieską "emeryturę". Żyją tą sugestią od lat, niemalże ją mitologizując. Kolejny „cynk” o przyjeździe staje się pretekstem do rozmów i wymiany poglądów. I jak to zwykle bywa - obnażeniu śmieszności i absurdów. Pilch odważnie podejmuje temat ciężki – bo obwarowany wieloma emocjami. Rozlicza Polaków ze stereotypów myślowych, przedstawicieli kościoła z odwiecznych wad (osoba księdza – wspaniała kreacja, żywcem wzięta ze średniowiecznej i oświeceniowej literatury – ubrana jedynie w znaki współczesnych czasów). Robi to ze swoistym urokiem i lekkością. Dialogi postaci tak zastanawiają jak śmieszą, niepotrzebnie tylko stosuje jakąś nienaturalną stylizację języka.
Kurcze, nie powinnam tego pisać ale ubawiłam się czytając ten tekst (szczególnie dialogi księdza i Komendanta Policji). Swoją drogą jak niewiele się zmienia od „Monachomachii” Krasickiego czy „Wesela” Wyspiańskiego. Może to straszne ale po „polonistycznemu” – czyli sztywno i schematycznie – widzę ten tekst w szeregu tych rozliczeniowych. Niezaprzeczalny humor pomaga jednak spojrzeć mniej boleśnie na to kim jesteśmy.

czwartek, 5 listopada 2009

Sasa Stanišić "Jak żołnierz gramofon reperował"


Trzy lata temu na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie, szukałam w natłoku ludzi i książek spokojnego miejsca na chwilę odpoczynku. Tafiłam zupełnym przypadkiem na odbywające się spotkanie dwóch pisarzy – Jacka Dehnela (naówczas jeszcze nie wiedziałam, że będzie to mój „idol”) i zupełnie nieznanego mi bośniackiego autora (mam nawet jakąś fotkę). Usiadłam za filarem i zupełnie niewidoczna jadłam kanapkę (!) i słuchałam. Byłam tam tylko chwilę, ale ktoś akurat czytał fragment powieści „Jak żołnierz…” – wtedy jeszcze w Polsce nie wydanej bo i nie przetłumaczonej w całości ale jednocześnie będącej głównym przedmiotem zainteresowania i dyskusji na spotkaniu. Świeża, zdrowa proza.
Wysłuchałam, zapamiętałam tytuł i postanowiłam zdobyć. Po trzech latach dotarłam do książki (wydanej zresztą w mojej ulubionej serii „Inna Europa, Inna literatura”) w Wydawnictwie Czarne i skonsumowałam ją w całości.
Nie żałuję, choć nie była to konsumpcja lekkostrawna.
Akcja powieści rozgrywa się w Wyszechradzie i obejmuje wojnę w Jugosławii. W pierwszej części książki poznajemy rodzinę dziecięcego narratora – jest tu kilka naprawdę świeżych i ciekawych portretów – momentami niczym zapożyczonych z Marqueza, fantastycznych w swojej logice.
Oczami dziecka obserwujemy działania wojenne i dzieje cywilów. Sam bohater – Alekandar – ucieka z rodzicami do Niemiec, gdzie wraca po kilku latach. Ostatnia część książki to powrót do rodzinnego miasta i próba odnalezienia korzeni. Siłą rzeczy część odmienna i w narracji (bohater jest starszy) i kreowaniu rzeczywistości. Jednoczcie część najtrudniejsza – teraźniejszość jest tu konfrontowana ze strzępami wspomnień – momentami granica zaciera się i ten cały kołowrotek postaci, wspomnień powoduje, że (przynajmniej dla mnie) naprawdę duże partie książki są po prostu „nieczytelne”.
Lektura ciężka w odbiorze, właśnie przez ciągłe inwersje, zdania o wyszukanej niejednokrotnie konstrukcji graniczącej z normą czy poprawnością. Mimo to warto próbować przedrzeć się przez gorzki świat bohatera, bo temat wojny w Jugosławii zupełnie nam przecież z literatury nieznany a portrety dziadków bezcenne.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Małgorzata Marcjanik "Grzeczność w komunikacji językowej"

Autorka książki omawia zachowania grzecznościowe w najważniejszych sytuacjach komunikacyjnych: komunikacji interpersonalnej (rozmowa telefoniczna, list itp.), publicznej (m.in. prelekcje, wystąpienia, referaty), medialnej, (radio, prasa, nawet książka). To wnikliwe studium nie jest oczywiście podręcznikiem językowego savoir-vivre ale czytelnicy mogą dowiedzieć się co jest normą grzecznościową a co nią nie jest. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo nasza etykieta językowa zanieczyszczana jest obcymi – nie przystającymi do polskiej tradycji wzorcami.
Na szczególną uwagę zasługuje fragment o listach elektronicznych, nawiązujących - w wyniku braku wykształconych wzorców stylistycznych - do dwóch przeciwstawnych wzorców (listu tradycyjnego i rozmowy), nad czym na co dzień się nie zastanawiamy – choć dylematy jak go pisać mamy.
Interesująca jest analiza wypowiedzi polityków oraz rozmów w programach typu talk show – szczególnie analiza językowa programu Kuby Wojewódzkiego.
Jest też akapit o… aktach językowej grzeczności w książkach… czyli dedykacjach i podziękowaniach.