środa, 25 listopada 2009

J.I.Kraszewski "Chata za wsią"

Dlaczego Kraszewski? Może w zalewie nowych, pachnących jeszcze drukarską farbą książek zatęskniłam to żółtych stronic. A może przesycona „bestsellerami” przypomniałam sobie o „sprawdzonych” a porzuconych lekturach polonistycznych, których obiecałam nie porzucać.
Co by to nie było, powieść Kraszewskiego czytało mi się ciężko ale miło. Mimo kilku logicznych nieścisłości (które u Kraszewskiego bywają) oraz pękniętej fabuły (w pewnym momencie nie do końca już wiemy kto tak naprawdę jest głównym bohaterem) jest w tej bajce, jej języku i sposobie obrazowania świata coś przeuroczego. Czy to postać Tumrego – pół-cygana ukształtowanego na postać romantyczną z całym bogactwem wewnętrznych konfliktów, czy wieśniaczka Motruna, wyklęta przez rodzinę za to, że poślubiła cygana, czy głupi Janek - poczciwy i dobry, czy demoniczna cyganka Aza – wzorowa, choć przegrana femme fatale, czy wyidealizowana i również nieznośnie romantyczna Marysia – córka nieszczęsnego pół-cygańskiego małżeństwa a może tabor wędrujących cyganów, biednych i brudnych ale malowniczych…
Kraszewski stworzył wspaniały portret cyganów, choć zdemonizowany i pełen kulturowych zakłamań (zbudowany na stereotypach raczej). A femme fatale Aza jest niczym polska Carmen z noweli Merimee.
Czytajmy pożółkłe stronice…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz