poniedziałek, 14 grudnia 2009

Nowe przygody Mikołajka Tom 2

Mikołajek tradycyjnie towarzyszył mi w pociągu.
I owszem, współtowarzysze podróży byli świadkami tłumionych wybuchów śmiechu ale w nieco mniejszej ilości niż miało to miejsce w przypadku pierwszej części. Ale przecież nie one (wybuchy tłumione lub nie) są celem lektury. Samo zatopienie w dziecięcym świecie Mikołajka, jest już nagrodą.
Jakaś niesłychana magia jest w tekstach, które chociaż wpisane w kilka powtarzających się wciąż schematów i przewidywalne, nie nudzą się…
Chociaż… w tomie drugim skumulowało się w bliskim sąsiedztwie kilka historyjek opartych na schemacie: najwymyślniejsze zabawy udaremnione przez kłótnię i bijatykę małych bohaterów, co nie było najtrafniejszym rozwiązaniem. Rozciągnięte na całe strony rysunki powodowały zaś wrażenie sztucznego zwiększania objętości książki.
Co tam… to i tak nic w porównaniu z ostatnim wydaniem z kolorowymi ilustracjami (jak można było pokolorować Mikołajka! To profanacja, nawet jeśli autorstwa samego autora rysunków)
P.S. Do kina nie pójdę, chcę aby Mikołajek pozostał w mojej wyobraźni jako czarno-biały, rysunkowy chłopiec. Poza tym wszyscy się chyba ze mną zgodzicie, że magia tej książki tkwi przede wszystkim w jej warstwie językowej i cudnie oddanej mowie zależnej. A jak wiemy film z warstwą słowną zwykle wierutnie przegrywa…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz