sobota, 26 grudnia 2009

Szymon Hołownia "Tabletki z krzyżykiem"

Męczyłam, męczyłam, odkładałam, przekładałam, wracałam, i przeczytałam. A cały proceder z lekturą Hołowni trwał prawie miesiąc.
Nie mogę powiedzieć, tabletki warte połknięcia, choć momentami stające w gardle.
Trudna lektura, myślałam, że książka będzie łatwa i przyjemna, a tu wielkie zdziwienie.
Generalnie odniosłam wrażenie, że „tabletki” – czyli poszczególne rozdziały (trzeba przyznać, pomysł budowy książki niebanalny) są przede wszystkim kompilacją literatury teologicznej, sam Hołownia ułożył je w zgrabną całość i okrasił żywym, dowcipnym, w wielu momentach kolokwialnym ale współczesnym – a przez to zrozumiałym językiem.
Pisać o Bogu w języku współczesnym to wielkie ryzyko ale i wielka odwaga. Widać to najlepiej w śmiałych, prowokacyjnych podtytułach rozdziałów.
Poraża ogrom wiary autora, podziw wzbudza wiedza teologiczna ale irytuje „monopol na zbawienie” który autor podkreśla na każdym kroku.
Ciekawe cytaty:
„Grzech zawsze jest jak wietnamska podróbka, która w rezultacie kosztuje trzy razy więcej, niż przewidywano i do niczego się później nie przyda”
„Zbyt konsekwentne zamienianie wiary w wiedzę prowadzić może co najwyżej do śmieszności”
„Bo żyjemy w świecie, w którym zamiast być, koniecznie chce się coś robić”

3 komentarze:

  1. Przykro mi... nie lubię Hołowni, jego pseudo-zabawnych tekstów i tym bardziej nie sięgnę po książkę. Zresztą...sama napisałaś,że męczyłaś a to mówi samo za siebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wciąż mam ją w swoich czytelniczych planach i jestem jej bardzo ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudna lektura?
    Jak dla mnie Hołownia to symbol lekkiego pisania! Ale, wiadomo- rzecz gustu

    OdpowiedzUsuń