wtorek, 19 stycznia 2010

Annie Solomon "Fotograf śmierci"

Raczej po tego typu literaturę nie sięgam a i gatunek tzw. thrillera romantycznego jest daleki od moich preferencji lekturowych i zupełnie mi nieznany. Jednak w tym przypadku zrobiłam wyjątek ze względu na fotografa w tytule, fakt - śmierci - jak na thriller prawdziwy przystało.
Nie mogę powiedzieć, że był to czas stracony (wszak każda przeczytana książka, to jakaś nieprzeczytana), owszem czytało się to tak trochę, jakby śledziło standardowy odcinek kryminalnego serialu. Także warstwa słowna zdradzała „poziom średni” – a szczególnie było to odczuwalne w prymitywnych nieco i schematycznych opisach zbliżeń miłosnych i w ogóle w budowaniu erotycznego napięcia.
Jednakże znalazłam tu kilka całkiem poprawnie zbudowanych postaci, ale przede wszystkim poszukiwany motyw fotografii, w dodatku dość oryginalnie poprowadzony.
Główna bohaterka w wieku ośmiu lat znalazła zwłoki swojej matki zabitej przez nigdy nieodnalezionego sprawcę. Po latach została znanym i kontrowersyjnym fotografem. Na jej pracach przewijał się motyw wyinscenizowanej śmierci jakby na nowo wciąż tworzyła śmierć matki. Fotografia śmierci stała się jakąś swoistą terapią ale też przynętą na mordercę, z którym pragnęła stanąć oko w oko.
Dalej nie będę streszczać, bo nikt nie lubi zdradzanych tajemnic. Ta wyjaśniła się nawet całkiem oryginalnie, nieschematycznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz