środa, 6 stycznia 2010

Jon Creanga "Złoty most"

W zasadzie samą książeczkę przeczytałam niejako „przy okazji”. Wygrzebałam ją w antykwariacie i kupiłam (za grosze) dlatego, że zachwyciły mnie ilustracje Julitty Karwowskiej-Wnuczak. Naprawdę jedyne w swoim rodzaju (okładka ich nie odzwierciedla), z rozmachem i kreski i barwy, z jednej strony upraszczające postaci, z drugiej wyróżniając je nienaturalnie wręcz dużymi i pięknymi oczami oraz szczegółem i bogactwem (także w motywy ludowe) stroju. Gdybyście mogli je zobaczyć nie dziwilibyście się, że do samej treści zajrzałam „przy okazji”.
Ani o bajce ani o autorze nic nie wiem (może oprócz tego, że oryginał jest rumuński). Opowiada o staruszkach, którzy z braku dziecka i z samotności zaadoptowali i pokochali jako dziecko… znalezione prosiątko. Prosiątko jak to w bajkach bywa – okazało się zaklętym królewiczem, pojawiła się też królewna, która podstępnie spaliła jego świńską skórę, której pozbywał się na noc i która poszukiwała ukochanego po świecie w żelaznej obręczy nie pozwalającej powić potomka. Jest i trzykrotna próba miłości i Baba Jaga i dobre zakończenie i weselisko, które trwa może do dziś...:-)
Bajka – pełna różnorodnej symboliki – jest wspaniałym materiałem do analizy i filologicznej, i archetypowej i, może przede wszystkim – psychoanalizy.

Czy zdarza Wam się kupić książkę tylko ze względu na jej warstwę graficzną?


2 komentarze:

  1. Nie pamiętam, chyba nie. Ale na pewno doceniałam, jeśli grafika była znakomita.
    A może zdjęcie jakiejś ilustracji z tej książki? Tak intrygująco piszesz, że chciałoby się to zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Agnes!
    Chciałabym podzielić się na blogu ulubionymi ilustracjami, byłoby tego dużo, ale się trochę boję robić takie reprodukcje ze względu na prawa autorskie:-(

    OdpowiedzUsuń