piątek, 15 stycznia 2010

Koszmarny Kaolek i cuchnąca bomba

Jezu… on naprawdę jest koszmarny!!! Przeczytałam jedną z części cyklu, nie ma bowiem dnia, żeby jakiś malec nie wypożyczył Karolka z biblioteki. Chciałam więc wiedzieć, co wypożyczam małym czytelnikom.
Owszem, uśmiałam się, może nawet w wolnej chwili dla czystej rozrywki poczytam dalsze części. Sytuacje szkolne są tu tak typowe, że aż przypominam sobie swoją szkołę. Podobnie jak przy lekturze Mikołajka. Także język historyjek o Karolku jest dowcipny a same opowiadania napisane sprawnie i atrakcyjnie. Co więc różni te książki. Dlaczego nie mam żadnych niepokojów, gdy wypożyczam Mikołajka a przy Karolku odwrotnie?
W przygodach Mikołajka jest nie tylko jakaś urocza subtelność – także w słownej warstwie. Jednak przede wszystkim nie zatracają się tu podstawowe wartości. Odwrotnie w Karolku - tu nawet niewidzialne przyzwolenie na działania chłopca ( bezradność rodziców!!!).
Jednak mimo to Karolek jest często drogą do dalszych lektur, kiedy mali czytelnicy wyczytają już wszystko często sięgają po inne książki. Dlatego wypożyczam…

1 komentarz:

  1. A później rodzice zachodzą w głowę, skad te dzieci to wymyśliły. Nawet nie podejrzewają, gdzie leży źródło problemów :-)
    "Mikołajka..." nie pobije nic, nigdy. Będę to w przyszłosci dzieciom, wnukom i prawnukom - jeśli dożyję - czytać.

    OdpowiedzUsuń