sobota, 2 stycznia 2010

Maria Szypowska "Szklane tarcze"

O książce dowiedziałam się od Agnes (Dowolnik), za co raz jeszcze serdecznie dziękuję. Nie wiedziałam, że oprócz poszukiwanego przeze mnie motywu fotografii, doświadczę podczas lektury tylu wzruszeń i poruszeń.
Książka rzeczywiście zupełnie zapomniana, a szkoda, bardzo szkoda…
Autorka opisuje życie okupowanej Warszawy. Główny bohater – młody student architektury Stanisław – podejmuje się wykonania niebezpiecznej misji – przedarcia się na zniszczony Zamek Królewski i wykonania tam dokumentacji fotograficznej. Akcja ksiązki obraca się wokół dramatycznych prób umieszczenia szklanych klisz w bezpiecznym miejscu. Powieść trzyma w napięciu do ostatniej stronicy, czyta się ją jak powieść sensacyjną. Z duszą na ramieniu.
Jakby na marginesie akcji, młody czytelnik poznaje okoliczności innych zrywów mających na celu ochronę dóbr kultury. Budowanie ognioodpornego dachu nad Biblioteką Uniwersytecką, wywożenie książek ze skonfiskowanych majątków aresztowanych Polaków, heroiczne postawy bibliotekarzy.

Autorka wyjaśnia w posłowiu na jakiej materii zbudowała fabułę. Akcja fotografowania Zamku rzeczywiście została przeprowadzona w czasie wojny, klisze ocalały, nie wiadomo jednak nic o osobie, która je wykonała, zostało bowiem tylko jej imię i nazwisko (lub pseudonim) na kopercie z kliszami. Cała fabuła jest więc odtworzeniem „hipotezy” ale bardzo przejmującym. Autorka nie oszczędza bohaterów, wprowadzona do akcji cała rodzina u której utknęły klisze, zostaje wywieziona do obozu. Okrutne sceny brutalności Niemców wobec Polaków – choć opisane zgodnie z wymogami obrazowania w literaturze przeznaczonej dla młodego czytelnika – poruszają i chwytają za serce.
A w tym wszystkim jest jeszcze miejsce na piękny, poetycki język. Piękna na swój sposób jest scena, gdy Stanisław idzie w kierunku celujęcego w niego Niemca. Czytelnik widzi przed oczami wszystko jakby w zwolnionym tempie bo i tak opisuje to autorka. Monolog wewnętrzny Stanisława - jego pożegnanie, to jedna z najbardziej poruszjących scen w powieści.


Śmiem twierdzić, że podobnych „warszawskich książek” jest w literaturze więcej. Sama trafiam często w antykwariacie na podobne - zniszczone i opuszczone powieści dla młodzieży, opisujące obronę okupowanej Warszawy, udział dzieci w Powstaniu Warszawskim. Czasami je kupuje, bo jakoś żal je zostawić w zapomnieniu. Zastanawiam się kto jeszcze w dzisiejszych czasach, oprócz histoyków literatury, je czyta? Czy przypadkiem dla współczesnej młodzieży będą w ogóle zrozumiałe czy nie okaże się, że mówią „innym językiem”?. I czy mogą poruszać, skoro w grach komputerowych i filmach młodzi widzą przemoc ciągle a śmierć przestaje być wstrząsem.
Może warto odgrzebać te starocie?

4 komentarze:

  1. Czasami więcej jest radości i pożytku ze szperania w antykwariatach niż w super sklepach oferujących produkty związane z kulturą i rozrywką (bo księgarniami ich nazwać nie można)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że książka Ci się spodobała. Czytałam ją straszliwie dawno, może by tak sobie odkurzyć?...

    OdpowiedzUsuń
  3. jest szansa na wznowienie:), mogę prosić o kontakt marketing@zysk.com.pl

    OdpowiedzUsuń