środa, 17 lutego 2010

Kazimiera Iłłakowiczówna "Bajeczna opowieść o królewiczu La-fi-Czaniu, o żołnierzu Soju i dziewczynce Kio"

Czasami wracam do niedoczytanych podczas studiów lektur polonistycznych. Baśń Iłłakowiczównej omawialiśmy na wspaniałych zajęciach z literatury dla dzieci i młodzieży ale sięgnęłam do niej dopiero teraz.
Ta literacka baśń, bądź co bądź obszernych rozmiarów (ponad sto stron) to historia tytułowego królewicza, który rodzi się bez umiejętności uśmiechu, a to nie pozwala mu objąć rządów w rodzinnym kraju Bombonii. Wyrusza więc w podróż, która jednocześnie – mimo prób i trudów, staje się dla bohatera specyficzną katharsis.
Baśń owszem piękna, inspirowana kulturą japońską. Ale jednocześnie KOMPLETNIE – w moim przekonaniu, niezrozumiała dla małego czytelnika, przesycona niezrozumiałą symboliką, wydumanymi nazwami, zbyt rozwlekła i poważna (nie zmienia tego faktu nawet humorystyczne wprowadzenie samozwańczego króla Kucharza i kwestię kulinariów uczynienie najważniejszą w państwie wartością). Owszem, jest to opowieść o poszukiwaniu samego siebie, o wewnętrznej przemianie, jest to historia bardzo dobrze ilustrująca mechanizm mitologizacji świata i umitycznania bohaterów narodowych. Iłłakowiczówna napisała ją w 1917 roku, są tu więc – jak interpretują mądrzy ludzie – echa rewolucji i wojny. Czym ta baśń mogłaby być jednak dla dziecka – nie wiem.


3 komentarze:

  1. Moim zdaniem bajka przepiękna i niesamowita. Bardzo w moim stylu. Czytałam ją jako dziecko i kochałam. Ogółem kocham poważne rzeczy, więc z powyższym się ani trochę nie zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dostałam tą książkę jak miałam ok. 7 lat. Dwa razy zaczynałam ją czytać, ale po kilku rozdziałach nużyła mnie i po obejrzeniu wszystkich pięknych ilustracji odkładałam ją na półkę. Dopiero za trzecim razem, gdy miałam już 9 lat, przemogłam się i przeczytałam ją w całości. Ponura i długa historia, która momentami wzbudzała we mnie lęk (okrutna niesprawiedliwość wymieszana z surowością praw). Prawie nic z lektury tej książki nie wyciągnęłam, cieszyłam się że w ogóle przez nią przebrnęłam. Świat przedstawiony jest na pewno ciekawy i piękny, ale w końcu nie wiadomo, dla kogo ta baśń jest przeznaczona.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja ukochana książka z dzieciństwa, wzruszała mnie do łez.

    OdpowiedzUsuń