piątek, 12 marca 2010

Janusz Świtaj "12 oddechów na minutę"

Bardzo poruszająca lektura i bardzo ważny dokument. Spowiedź z życia napisana przez sparaliżowanego, przykutego do łóżka młodego mężczyznę, o którym zapewne słyszeliście.
Nasuwa się mimowolne porównanie z ksiązką „Skafander i motyl” – ale w praktyce są one drastycznie różne. „Skafander…” to oprócz niesamowitej historii także naprawdę dobry kawałek prozy, prozy bardzo poetyckiej. Książka Świtaja to przede wszystkim świadectwo, dokument. Bardzo przemyślany, dobrze rozplanowany, pozostawiający ogromne wrażenie. Z jednej strony podczas lektury dziękowałam Bogu, że mam sprawne ręce i nogi, że mogę chodzić itd…, jest to więc książka niejako „ku przestrodze”, ale z drugiej wyłania się z niej portret po prostu strasznie fajnego chłopaka, który udźwignął tak ogromny bagaż. Aż chciałoby się po poznać i porozmawiać.
Książka napisana jest fajnym, trafiającym do każdego czytelnika językiem, z poczuciem humoru (tak!) i dystansem tam gdzie to wskazane. To musi być naprawdę fajny facet!!!!
No i portret rodziców, świadectwo największego heroizmu i największej miłości.

3 komentarze:

  1. Pocieszający jest fakt, że w końcu "odzyskał życie" - wyszedł do ludzi, do świata, napisał - jak twierdzisz - świetną książkę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam w ogóle o tej książce. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że powinnam żałować. :) Lubię książki, które opowiadają o zmaganiu się z własnymi ograniczeniami i o zwycięstwie nad nimi (albo próbie zwycięstwa nad poczuciem niezgody na te ograniczenia), które motywują, dodają skrzydeł. Wzruszają. A coś mi się wydaje, że to taka książka.
    Dziękuję za zlinkowanie naszego bloga i wizytę na naszej stronie. :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam kilka reportaży...Ukłon w stronę Rodziców. Ile to człowiek potrafi znieść...
    Po książkę z chęcią sięgnę. Mam słabość do tych pisanych przez samo życie.

    OdpowiedzUsuń