sobota, 27 marca 2010

Piotr Paziński "Pensjonat"

Rzeczywiście udany debiut. Kolejna dobra, zdrowa, świeża proza (bardzo podoba mi się określenie świeża proza, zasłyszane na jakimś spotkaniu autorskim a dobrze oddająca te typy prozy garściami czerpiące z najlepszych wzorców). Widać tu inspirację Schulzem, echa Stryjkowskiego, jakąś refleksyjność Myśliwskiego ale czerpać z nich i czerpać z takim skutkiem to przecież wielka sztuka.
Bohater historii po wraca „po latach” – choć jako młody jeszcze człowiek, do żydowskiego pensjonatu, gdzie przyjeżdżał z babcią będąc jeszcze dzieckiem i zostawiając tam najlepsze wspomnienie dzieciństwa. Próbuje rozpoznać stare kąty, próbuje przywołać starych ludzi. Pomagają mu w tym ci, którzy jeszcze żyją i przyjeżdżają do domu wypoczynkowego – teraz upadłego i prawie zapomnianego. Zaczyna się wielkie rozliczenie z pamięcią, historią. Żydzi, którzy ocaleli z pogromu wojny i nie pomarli przez te lata, toczą odwieczne spory, którym przysłuchuje się bohater (wspaniała stylizacja językowa), pani Tecia otwiera pudełko z fotografiami (krótki traktacik o istocie fotografii) itp…
Książka Pazińskiego to powiastka o przemijaniu i o pamięci. A przy tym dobra proza poetycka. Warto.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz