wtorek, 27 kwietnia 2010

Roma Ligocka "Wszystko z milości"

Kolejna książka Romy i Bogu dzięki, nie ostatnia tej autorki, zostało jeszcze kilka tytułów do czytania, choć nawet jeśli się wyczerpią, sięgnę z powrotem do tych krótkich, felietonowych form, w których autorka wyciska z życia to co w nim najwspanialsze. Bo to – podobnie jak „Znajoma z lustra”, zbiór krótkich, spuentowanych form. I kolejna dawka niezwykłej wrażliwości, niezwykłego wyczulenia na niuanse życia, na przypadkowo spotkanych na swojej drodze życiowej ludzi i sytuacji. To właśnie portretowanie zwykłych ludzi, zwykłych przedmiotów i sytuacji jest u Ligockiej bezcenne. Z książki na książkę staje się ona moim wielkim autorytetem. Miniaturki prozatorskie Romy, zamieszczone w dwóch wymienionych przeze mnie książkach, niby przeczytane szybko, między jedną a drugą prozaiczną czynnością, w autobusach i na przystankach, w pośpiechu i z głową zajętą innymi myślami – jednak w tej głowie zostają i w dodatku przypominają o sobie w różnych sytuacjach, porażają trafnością i mądrością. Sprawdźcie sami!
Ulubiony cytat:
„Codzienność to nie tylko błahość, przeciętność, nuda. Codzienność to także bezpieczeństwo, urok zwyczajności, znajoma melodia. Odliczone kroki na ścieżce.
„Co słychać” – pytają nas. „Jak zwykle” – odpowiadamy. Nasze życie – znajome, sprawdzone, bezpieczne. Zdajemy się nie zauważać niepowtarzalnego uroku powtarzalności…”

niedziela, 25 kwietnia 2010

Jostein Gaarder "Świat Zofii"

Przyznaję, że co najmniej do połowy książki miałam więcej zwątpienia niż przyjemności z lektury, kilka razy zdarzyło mi się usnąć nad powieścią, raziła mnie też absurdalność fabuły. Jednym słowem zwątpiłam w geniusz norweskiego pisarza, jakbym nie wiedziała, nie doświadczyła przy „Przepowiedni Dżokera”, że jego książki to łamigłówki o skomplikowanej, wielopoziomowej fabule, które rozwiązują się w sposób genialny i atrakcyjny dla czytelnika.
No i tak też się stało w tym przypadku. Po przedarciu się w mękach przez filozofów starożytnych, bliżej czasów nam współczesnych oczy zaczęły otwierać mi się coraz szerzej, a absurdalna fabuła ( denerwujące powtórzenia czy pojawianie się postaci z kultury i literatury jak gdyby nigdy nic) zaczęła się usprawiedliwiać. Wspaniały był pomysł umieszczenia w powieści książki w książce, wspaniały pomysł „ucieczki” głównych bohaterów z fabuły. Chociaż… dużo w Świecie Zofii motywów z innych powieści Gaardera, którego twórczość dopiero zgłębiam ale już zauważam tę regułę. Lustro, książka w książce, motyw dżokera – jak light-motive przewijają się w fabułach Gaardera. Ale to dobrze, czytelnicy mogą przecież tropić te powiązania.
Najbardziej fascynuje jednak to ciągłe nawoływanie Gaardera do zadziwiania światem. Już mi ślinka cieknie na kolejne tytuły.
Madziu! Dziękuję za piękny prezent urodzinowy, którego na początku nie doceniłam. Tak, tak, dostałam swój egzemplarz „Świata Zofii” – nie przypadkowo przecież – na urodziny! Jak bohaterka książki!!!!

środa, 21 kwietnia 2010

Mary Norton "Pożyczalscy idą w świat"

Druga część cyklu o rodzinie „Pożyczalskich” nie zachwyciła mnie już może tak bardzo jak pierwsza, ale przeczytałam ją z taką samą przyjemnością. W drugiej części maleńka rodzinka oswaja ogromny świat przyrody, lokuje się w zniszczonym bucie i adoptuje do swojej egzystencji to co znajduje dookoła zaciągniętego pod korzenie drzewa nowego domku.
Wspaniała powtórka z rozrywki, czyli – jak przy lekturze pierwszej części - zachwyt nad pomysłowością autorki w tworzeniu „pożyczalskiego” świata. Znowu wspaniałe, humorystyczne kreacje maleńkiej rodzinki: egzaltowanego i poważnego Strączka, panikującej i kłótliwej Dominiki i ich córeczki Arietty – dążącej do swobody, pełnej zachwytu i ciekawości świata.
Jednakże druga część pozbawiona jest już tej specyficznej filozofii, tego drugiego dna, to po prostu kontynuacja przygód maleńkich ludzików. Owszem, fabułę ożywia wprowadzenie postaci Spillera – odmieńca i samotnika, postaci troszkę groteskowej i przez to ciekawej. Dobrym pomysłem jest też wprowadzenie postaci Toma Poczciwca, jedynego człowieka, który odkrył pożyczalskich i ich zaakceptował. Generalnie jest to książka o sile rodzinnej miłości i akceptacji. Jaka szkoda, że cykl ten jest ostatnio zupełnie zapomniany. Marzy mi się wznowienie go w jakiejś nowoczesnej szacie graficznej, bo wartościowe i tak ciepłe jak ta książki wznawiać przecież trzeba.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Małgorzata Strękowska-Zaręba "Złodzieje snów"

Bardzo dobry, świeży, wartościowy i przede wszystkim TERAPEUTYCZNY tekst. A ja takie cacka wręcz uwielbiam.
Książeczka porusza problem przemocy w rodzinie i tego jak rozpad rodziny odbija się na dzieciach. Główna bohaterka – kilkuletnia dziewczynka – w wyniku przykrych przeżyć w domu (kłótnie rodziców, wyprowadzka ojca) ma zaburzenia snu. Razem z bratem wysnuwają teorię, że ktoś jej ukradł sny i postanawiają je odnaleźć.
Główna wartość książki tkwi w języku i formie. Przede wszystkim autorka stosuje powtórzenia poszczególnych zdań, tak częste, że nadaje to nie tylko jakiejś refreniczności i rytm temu tekstowi, ale i w ten sposób zbliża do tych pierwotnych gatunków baśniowych czy kołysanki… Poza tym autorka cały czas podkreśla, że "gdyby to była bajka… ale nie jest", jednocześnie jednak ożywiając całą martwą naturę – iście bajkowo – ale i w bardzo oryginalny sposób, bo choć nie ma z nią kontaktu, to jednak jest cała ta martwa natura wyposażona w zdolność odczuwania emocji, empatię. Samo zaś obrazowanie świata składa się bajkowych, starannie dobranych zestawów skojarzeń, co nadaje jakiejś niesamowitej lekkości tej historii. Lekkości formy, przy „ciężkości” treści.
Odnoszę wrażenie, że jest to tekst przede wszystkim dla dorosłych, który nie dzieciom ma coś udowadniać ale dorosłym właśnie. Wspaniały materiał do scenariuszy biblioterapeutycznych.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Roma Ligocka "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku"

Po przeczytaniu „Znajomej z lustra” nie mogłam nie sięgnąć po „Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku”, którą zresztą inni blogowicze serdecznie mi polecali. Finał jest taki, że podwoiła się jeszcze moja fascynacja Ligocką i już nie mogę się doczekać kolejnej lektury. Pokuszę się też o stwierdzenie, że to najbardziej poruszająca książka o Holokauście jaką czytałam. Może dlatego, że pisana jest z perspektywy dziecka? A może dlatego, że obejmuje dalsze losy autorki, a o dalszych losach rodzin Żydowskich – tych które ocalały – mówi się i pisze zdecydowanie mniej. A może dlatego, że Ligocka pokazuje jak wojenna trauma determinuje dalsze życie. Może dlatego, że to losy człowieka szukającego histerycznie swojej tożsamości. A może dlatego, że w getcie i po jego likwidacji w jej życiu był nie tylko strach ale i wielka miłość między członkami rodziny i poświęcenie obcych ludzi. Niezwykle poruszające są też dalsze losy Ligockiej, przede wszystkim gdy idzie do kolejnych szkół. To przykład jednostki na której tak strasznie odbijało się piętno historii i ówczesnych czasów.
Z ciekawością i jak najlepszą powieść, czytałam o narodzinach cyganerii artystycznej w Krakowie, o potrzebie estetyki i piękna w czasach szarych peerelowskich blokowisk. Książka o niezaprzeczalnych walorach dokumentalnych ale i literackich – napisana bardzo poetycko i przede wszystkim szczerze aż do bólu. Momentami aż szokowała mnie ta szczerość autorki i otwartość (np. gdy opisywała zabieg usunięcia ciąży czy kolejne związki uczuciowe).
Czasami po przeczytaniu książki mimo, iż bardzo mi się podobała, nie mam potrzeby sięgania po informacje o samym autorze. W tym przypadku bardzo bym chciała poznać osobiście Autorkę. Może kiedyś się uda.

piątek, 2 kwietnia 2010

Katarzyna Kotowska "Wieża z klocków"


Najpierw przeczytałam „Jeża” – wzruszającą opowiastkę poruszającą problem adopcji, w metaforyczny sposób tłumaczącą małemu czytelnikowi czym ona jest. Teraz trafiłam na „Wieżę z klocków” – wersję „Jeża” niejako „dla dorosłych”, zrealizowaną w formie zapisków prowadzonych przez przybraną matkę. I przeczytałam jednym tchem, z narastającym wzruszeniem. Pomijając już niezaprzeczalne wartości literackie tej relacji, cenne odwołania do Biblii czy „wielogatunkowość” tej książeczki, jest ona zapisem wielkiego poświęcenia i wielkiej miłości. Autorka prowadzi nas przez odwiedzany dom dziecka (wstrząsające relacje), procedurę adopcyjną, naukę trudnej akceptacji i miłości do zabranego stamtąd dziecka. Książeczka niewielkich rozmiarów, ale wielkiej treści.
Ulubiony cytat: „Wiem, że wszystkie modlitwy są wysłuchane. Ale On na niektóre odpowiada NIE”