niedziela, 25 kwietnia 2010

Jostein Gaarder "Świat Zofii"

Przyznaję, że co najmniej do połowy książki miałam więcej zwątpienia niż przyjemności z lektury, kilka razy zdarzyło mi się usnąć nad powieścią, raziła mnie też absurdalność fabuły. Jednym słowem zwątpiłam w geniusz norweskiego pisarza, jakbym nie wiedziała, nie doświadczyła przy „Przepowiedni Dżokera”, że jego książki to łamigłówki o skomplikowanej, wielopoziomowej fabule, które rozwiązują się w sposób genialny i atrakcyjny dla czytelnika.
No i tak też się stało w tym przypadku. Po przedarciu się w mękach przez filozofów starożytnych, bliżej czasów nam współczesnych oczy zaczęły otwierać mi się coraz szerzej, a absurdalna fabuła ( denerwujące powtórzenia czy pojawianie się postaci z kultury i literatury jak gdyby nigdy nic) zaczęła się usprawiedliwiać. Wspaniały był pomysł umieszczenia w powieści książki w książce, wspaniały pomysł „ucieczki” głównych bohaterów z fabuły. Chociaż… dużo w Świecie Zofii motywów z innych powieści Gaardera, którego twórczość dopiero zgłębiam ale już zauważam tę regułę. Lustro, książka w książce, motyw dżokera – jak light-motive przewijają się w fabułach Gaardera. Ale to dobrze, czytelnicy mogą przecież tropić te powiązania.
Najbardziej fascynuje jednak to ciągłe nawoływanie Gaardera do zadziwiania światem. Już mi ślinka cieknie na kolejne tytuły.
Madziu! Dziękuję za piękny prezent urodzinowy, którego na początku nie doceniłam. Tak, tak, dostałam swój egzemplarz „Świata Zofii” – nie przypadkowo przecież – na urodziny! Jak bohaterka książki!!!!

4 komentarze:

  1. Pamiętam, że dobre parę lat temu, podczas pobytu na obozie zimowym, moja bliska koleżanka, z którą jeździłam na ferie rok w rok, miała ze sobą tę książkę. Pożyczyła mi nawet po przeczytaniu, ale przeglądnęłam raptem kilka stron - nie wciągnęła mnie, obóz się skończył i trzeba było zwrócić.

    Jednak koleżanka ta uważała, że to lektura niezwykła. Musiałam jej wierzyć na słowo, gdyż mnie nie dane było "wgryźć się" w nią dostatecznie.

    I tak teraz po latach, zastanawiam się czy nie wrócić do tej lektury. Chyba za Twoim przykładem - nadrobię ją :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o książce wiele, głównie same superlatywy, podobnie jak Claudette miałam okazję przeczytać raptem parę stron, ale nie zachwyciły mnie w ogóle, mam tę książkę na liście, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę pochłonęłam (bo czytaniem tego nie nazwę) w wieku lat 14 i byłam zachwycona. Paradoksalnie, jej fabuła nie była dla mnie absurdalna, bierze się to jednak z tego, iż sama, nawiązując do książki i zdziwienia światem, siedzę sobie spokojnie z otwartymi szeroko oczkami na samym koniuszku króliczego futra, obserwując poczynania Wielkiego Czarodzieja, który wyjął królika ze swego cylindra;) I niech inni ludzie moszczą się wygodnie w głębi króliczego futra, i niech patrzą na mnie, jak na wariatkę - nie wiedzą, jak wiele tracą.

    Mówiąc normalniej, książka zachwyca mnie do dziś, mimo upływu tych nastu lat;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę w gimnazjum i pamiętam, że strasznie nużyły mnie fragmenty o filozofach. Jednak kiedy się przez nie przebrnie wyłania się kawał wciągającej literatury :). Z całą pewnością nie żałuję, że czytałam, ale chyba już do niej nie wrócę, aż tak mnie nie porwała ;).
    Pozdrawiam :)

    PS. Dodaję Twój blog u siebie do linków ;).

    OdpowiedzUsuń