środa, 21 kwietnia 2010

Mary Norton "Pożyczalscy idą w świat"

Druga część cyklu o rodzinie „Pożyczalskich” nie zachwyciła mnie już może tak bardzo jak pierwsza, ale przeczytałam ją z taką samą przyjemnością. W drugiej części maleńka rodzinka oswaja ogromny świat przyrody, lokuje się w zniszczonym bucie i adoptuje do swojej egzystencji to co znajduje dookoła zaciągniętego pod korzenie drzewa nowego domku.
Wspaniała powtórka z rozrywki, czyli – jak przy lekturze pierwszej części - zachwyt nad pomysłowością autorki w tworzeniu „pożyczalskiego” świata. Znowu wspaniałe, humorystyczne kreacje maleńkiej rodzinki: egzaltowanego i poważnego Strączka, panikującej i kłótliwej Dominiki i ich córeczki Arietty – dążącej do swobody, pełnej zachwytu i ciekawości świata.
Jednakże druga część pozbawiona jest już tej specyficznej filozofii, tego drugiego dna, to po prostu kontynuacja przygód maleńkich ludzików. Owszem, fabułę ożywia wprowadzenie postaci Spillera – odmieńca i samotnika, postaci troszkę groteskowej i przez to ciekawej. Dobrym pomysłem jest też wprowadzenie postaci Toma Poczciwca, jedynego człowieka, który odkrył pożyczalskich i ich zaakceptował. Generalnie jest to książka o sile rodzinnej miłości i akceptacji. Jaka szkoda, że cykl ten jest ostatnio zupełnie zapomniany. Marzy mi się wznowienie go w jakiejś nowoczesnej szacie graficznej, bo wartościowe i tak ciepłe jak ta książki wznawiać przecież trzeba.

1 komentarz:

  1. Aaa, jak ja dawno czytałam tę książkę! Byłam zachwycona... Z chęcią bym do niej teraz powróciła! A co! :)

    OdpowiedzUsuń