niedziela, 2 maja 2010

Katarzyna Ryrych "Siedem sowich piór"


Kolejny bardzo dobry terapeutyczny tekst. Coraz więcej na rynku wydawniczym takich odważnych propozycji. Można powiedzieć, że to polski odpowiednik „Oskara i Pani Róży” choć utwory te łączy jedynie tematyka – odważne stadium choroby dziecka, i narrator – dziecko przebywające na oddziale Trudnych Przypadków. Chłopczyk Wojtek pisze zresztą na początku, że wśród jego szpitalnych lektur była książka o Oskarze:
„Ta o Oskarze chyba najbardziej mi się podobała, bo miejscami była śmieszna i często myślałem sobie, że byłoby fajnie, gdyby na nasz oddział przyszła Pani Róża… Na sali jest nas czworo, a tym trojgu Pani Róża przydałaby się na pewno. Bo ja – mam Dziadka.”
I to w zasadzie wyczerpuje podobieństwa obu tekstów, różni je zaś przede wszystkim forma (tam listy – tu forma pamiętnika) i finał (tam śmierć, tu życie, choć dziecięcej śmierci i w „Siedmiu sowich piórach” nie brakuje), no i przede wszystkim pierwiastek magiczny, który „napędza” fabułę. Wojtek oswaja dziecięcą wyobraźnią szpitalną rzeczywistość. Wyobraża sobie zmarłego Dziadka w postaci sowy, która przylatuje do niego i z którą podróżuje nocami nad miastem, spełniając dobre uczynki i „porządkując” rzeczywistość. Najciekawsze jest to, że choć wszystkie to podróże powstają w wyobraźni chłopca, to jednak każda z nich ma jakieś racjonalne wytłumaczenie. Jak to się dzieje, przeczytajcie sami. Bo warto. Choć to temat trudny, bo choroba i śmierć dziecka, bo oddziały dziecięce chorych na raka - to tematy bolesne i tematy tabu, z którymi jednak musimy sobie poradzić i książka Katarzyny Ryrych bardzo w tym pomaga. Mówi o śmierci dziecka z zadziwiającą odwagą, dużo w niej mądrej i przemyślanej symboliki, dużo zachwytu nad światem.
W formie edytorskiej jest to również bardzo ciekawe wydawnictwo. Po otworzeniu widzimy jakby wklejony w okładkę bloczek stron przewiązanych dwoma gumkami – jak prawdziwy pamiętnik. Także warstwa ilustracyjna jest interesująca, utrzymane w zieleni, stylowe, geometryczne ilustracje.

2 komentarze:

  1. Lubię książki, których oglądanie i obecność sprawia mi przyjemność. Dlatego też mam na półce zupełnie nieprzydatne wydawnictwo o golfie w języku angielskim. Po prostu ładnie wygląda :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. :-)
    Ja kupiłam kiedyś książkę z wieszami dla dzieci w języku ukraińskim tylko dlatego że była pięknie wydana. Widocznie mole ksiązkowe tak mają. I dobrze! Bo przecież książka to też przedmiot. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń