wtorek, 11 maja 2010

Leon Xiąże Sapieha "Lasy Ituri"

Na początku kilka faktów historycznych, bo przy tej pozycji inaczej być nie może.
Książe Leon Spieha odbył w 1927 roku długą i żmudną podróż do Afryki. Celem jej były… kły słonia, których przywiózł do Polski sztuk 16 – bo na odstrzał ośmiu słoni dostał pozwolenie.
Książka będąca zapisem owej podróży, została wydana w 1929 roku u Gebethnera i Wolffa a wydrukowana w Drukarni Anczyca w Krakowie. Podobno egzemplarze jej są już prawie nieosiągalne. Nieco lepiej ma się sprawa z reprintem wydawnictwa z 2006 roku, wiernie odtwarzającym oryginał a dostępnym w księgarni Zamku w Krasiczynie. Gdy przewodnik oprowadzający wycieczkę wspomniał o książce – zapałałam do niej niezdrową bibliofilską namiętnością a gdy zobaczyłam, że reprint wydany jest w twardej oprawie, w formacie A4, na kredowym papierze z dobrą jakością ponad stu fotografii z podróży, w dodatku cena przedstawia się śmiesznie nisko, bibliofilska namiętność przezwyciężyła. Wtedy jednak sądziłam, że mam przed sobą przede wszystkim ciekawostkę, po lekturze moja radość z zakupu wzrosła podwójnie. Ta przeciekawa relacja z podróży nie pozbawiona jest walorów literackich, stara ortografia i leksyka sprawiają, że czyta się to wspaniale. Sapieha zostawia obraz Afryki której już nie ma – Afryki nie pooranej jeszcze śladami automobili (choć drogi już budowane a samochodów coraz więcej w europejskich koloniach) – cały dobytek i sami podróżni przedzierali się przez Afrykę na ramionach murzynów w karawanie, filmując kinematografem. Przeciekawe są relacje o zwyczajach i naturze afrykańskich ludów – choć nie pogłębione antropologicznie. Murzyni opisywani są przedmiotowo – z typowym eurocentryzmem białego człowieka, ale przy tym barwnie i niejednokrotnie humorystycznie:
„Całą ludność wita nas uprzejmie, a małe murzynki, jak czarne bobki po wsi rozsiane, wykrzykują pozdrowienia i ostro salutują”

Mogę powiedzieć, że przez dwa dni byłam z księciem Sapiehą w Afryce, że przemierzałam w pocie czoła lasy Ituri, że podróż to była fascynująca i wielka szkoda, że musiała skończyć się z ostatnią kartą…


4 komentarze:

  1. Brzmi kusząco, a cena to ok. 70 zł, jakby ktoś pytał (tak znalazłam w necie). :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Zamku w Krasiczynie kupiłam ja za 36 zł.!!!! Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby ktoś był zainteresowany, to mam do sprzedania oryginał z 1928.

    OdpowiedzUsuń