niedziela, 23 maja 2010

Stephenie Meyer "Zmierzch"

W bibliotece nie ma dnia, żeby ktoś nie zapytał o ten tytuł, a czytelnicy zgłaszają niedowierzanie, gdy informuję ich, że nie czytałam. No więc przeczytałam, choć ze strony na stronę rosła moja rozpacz. Jest tyle wspaniałych, zapierających dech powieści a czytelnicy – od najmłodszych do starszych - zaczytują się w tej nędznej powieścinie! Nędznej i niebezpiecznej. Książka zawiera w sobie ukryty program – starannie i konsekwentnie burzy system wartości. Bella – zwykła nastolatka, w dodatku w sytuacji zagubienia (nowa szkoła, rozwód rodziców) nagle poznaje najpiękniejszego chłopaka w szkole. Sytuacja wzorcowa dla nastolatek, których masa utożsami się z bohaterką. Chłopak okazuje się wampirem ale przecież to nic, bo Bella jest zakochana, to najważniejsze. Może ranić ojca, balansować na granicy życia a wreszcie złożyć deklaracje, że chce porzucić to życie bo jest zakochana! Stan zakochania usprawiedliwia w tej powieści wszystko. Jakże łatwo i niebezpiecznie przerzucić tą sytuację na rzeczywiste życie młodej nastolatki… Totalne odwrócenie wartości, ludzie są źli, nędzni i brzydcy, wampiry piękne i dobre! No i najważniejszy – kult piękna i młodości – konsekwentnie wykładany na każdej stronie a stronic tych nie malo!
Autorka książki bazuje na naszych ukrytych tęsknotach i marzeniach (bo i któż nie marzy o takim Edwardzie-supermenie, która z nas ni chciałaby takiej szalonej miłości) a to z jej strony bardzo nieładnie.
Poza tym taka nędzna fabuła – jak z taniego horroru. Momentami nielogiczna, do bólu przewidywalna. Absurdalne dialogi, uboga leksyka (w opisach Edwarda – boskiej urody wilkołaka - tak naprawdę ciągle przeplatają się te same określenia i całe frazy, autorka przekładu zdecydowanie nadużywa też słowa „prycha” – nie denerwowało Was to?)
Nie no, to straszne czym karmią się dzisiejsze nastolatki. Brak słów. Gdyby nie minimalne „egzystencjalne” pogłębienie tej całej absurdalnej historii (jedna z ostatnich rozmów głównych bohaterów gdy Edward pyta Bellę czy naprawdę chce zostać potworem i nie doświadczyć dorosłości i uświadamia jej, że sam jest niewolnikiem swojego stanu) popadłabym w czarną czytelniczą rozpacz.

5 komentarzy:

  1. Ja nie czytałam i nie chcę czytać. A ponieważ podobnie zarzekałam się, co do Harry'ego Pottera, a potem "połknęłam" całą serię to dodam: przynajmniej na razie.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja pochłonęłam całą Sagę i z czystym sercem mogę polecić, bowiem jest to doskonała pozycja na coś lekkiego do przeczytania po ciężkim tygodniu. Wciąga niemiłosiernie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obejrzałam film i wydał mi się niezbyt mądry co prawda, ale w sumie nie gorszy od innych filmów dla nastolatków. Potem z ciekawości zaczęłam czytać drugą część sagi - "Przed świtem" i złapałam się za głowę! Takiego badziewia dawno na oczy nie widziałam. Denerwowało mnie nie tylko "prychanie" i wszędobylskie chichotanie, ale również nadużywanie zaimków osobowych. Ktoś to źle przetłumaczył z angielskiego i dochodziło do zdań potworków typu: moje ciało drgnęło kiedy on podniósł swoją rękę do mojego czoła. Tragedia. Styl był nie do ścierpnięcia, a fabuła tak naiwna, że przeczytałam 1/4 i rzuciłam w cholerę.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się tam podobało, chociaż mam 23 lata, miła rozrywka po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym co piszesz jest mnóstwo prawdy - ja sama nie zastanawiałam się nad tym, że "Zmierzch" może być niebezpieczny w swoim przekazie, jednakże istotnie - sam strach Belli przed starzeniem się, kiedy dziewczyna ma raptem 18 lat, jest żałosny. Nie byłabym jednak aż tak bezwzględna w swojej ocenie: to, że Meyer bazuje na naszych tęsknotach i marzeniach nie powinno być zarzutem.
    "Zmierzch" to bajka dla większych dziewczynek, jeśli opieranie się na marzeniach jest złe, to dziecięca baśń o zwyczajnym szarym Kopciuszku, który zdobywa serce pięknego księcia też jest zła?

    Generalnie, tak jak Tucha - czytanie "Zmierzchu" było czystą rozrywką, której nie żałuję, pomimo marności tego ... dzieła.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń