środa, 28 lipca 2010

Charles Kingsley "Wodne dzieci"

Dziwna książka. Zaczyna się zupełnie realnie: mały kominiarczyk Tom jest okrutnie wykorzystywany przez swojego opiekuna. Ucieka od niego w wyniku splotu okoliczności i wyczerpany ucieczką trafia do domu starej nauczycielki, w nocy wychodzi jednak w gorączce i topi się w stawie. Zostaje przemieniony w wodne dziecko i zaczyna się dziwaczna akcja. Chłopiec – maleńki jak rybka i ze skrzelami u szyi przemierza wody i morza, przeżywając najdziwniejsze przygody, spotykając na swojej drodze najdziwniejsze morskie stworzenia i docierają do najdziwniejszych krain.

Książka stanowi hybrydę najróżniejszych powieściowych gatunków. Z jednej strony ma budowę powieści inicjacyjnej – Tom po przejściu wielu prób wyrasta bowiem na mądrego młodzieńca. Jest tu czysta fantastyka: wróżki, stwory morskie, mitologiczne wyjaśnienie wielu zjawisk przyrody. Ale książka jest też satyrą na… no właśnie. Autor napisał ją w połowie XIX wieku, kiedy romantyzm szalał także w literaturze dziecięcej i tutaj mamy tego szaleństwa sztandarowy przykład. Autor rozprawia się okrutnie z oświeceniowymi poglądami, wygłasza programowe treści swojej epoki. („Czucie i wiara silniej mówi do mnie…” – ballada Mickiewicza na pewno przypadłaby do gustu autorowi). Jednocześnie w sposób iście z poprzednich epok portretuje różne typy ludzi: każde z napotkanych zwierząt czy postaci nosi konkretne cechy różnych środowisk. Autor jak z rękawa sypie nazwiskami, aluzjami kulturowymi – w dużej mierze niezrozumiałymi a już na pewno niezrozumiałymi dla dzieci.

Jednocześnie są tu przekomiczne fragmenty (np. groteskowej ucieczki Toma) i zabawy językowe, które niosą czytelnikowi wiele radości.

Książką zainteresowałam się ze względu na tytuł, jako miłośnik wszelkich akwatycznych motywów. Sama „teoria” wodnych dzieci jest interesująca. To dzieci, które zostały skrzywdzone, opuszczone albo – jak kominiarczyk – utopiły się. Świat wodny jest tu odbiciem świata na lądzie, a dzieje wodnych dzieci to odbicie historii ludzkości.

Czy polecam? Nie wiem. Powieść przypomina worek, w który wrzucono najróżniejsze motywy i gatunki i dokładnie wymieszano. Trochę to razi, a trochę warto przeczytać właśnie dlatego.

Cytat:

„… w baśni wszystko jest tylko zabawą, a zatem nie wierzcie ani jednemu słowu, nawet jeśli to prawda.”

czwartek, 15 lipca 2010

przyłapani na czytaniu 11

Na blogu, ku mojej radości już wszystko dobrze i mogę edytować posty! Dziękuję za wszystkie rady. Pozdrawiam wakacyjnie

wtorek, 13 lipca 2010

Zbigniew Kruszyński "Powrót Aleksandra"


Dziękuję za wskazówki dotyczące edycji postów. Niestety nadal mam problemy, dlatego posty wyglądają jak wyglądają, ale mam nadzieję, że jak wszystko wróci - o ile wróci do normy – to je jeszcze „upiększę”.
Zmierzyłam się po raz kolejny z prozą Kruszyńskiego, a uwierzcie, sprawa to wcale nie łatwa.
No i nie jest to urlopowa lektura, choć jeśli ktoś lubi dobrą, wyszukaną i skażoną współczesnością prozę, to polecam właśnie prozę Kruszyńskiego. Nie czyta się jej dla „dziania” – smakuje się za to wyszukane porównania, cięty język, niebanalne skojarzenia, dziwną, balansującą na granicy poprawności budowę zdań. No i tą wszechobecną w każdym zdaniu, w każdym porównaniu, odważną ironię. I tą dokładną rejestrację, niczym w protokołach – rzeczywistości. I samą rzeczywistość, specyficzną, pełną ludzi z półświatka, prostytutek, meneli, ludzi z marginesu. I tą – wcale nie subtelną erotykę, którą kipią jego opowiadania.
A co o samej treści? Opowiadania z „Powrotu Aleksandra” łączy motyw wyobcowania, niemożności odnalezienia w nowej rzeczywistości, próby uporządkowania otaczającego świata. Ważna diagnoza współczesności.

sobota, 10 lipca 2010

czy Wy też macie problemy z edycją postów?

Czy Wy też macie problemy z edycją postów? Bo u mnie nie można wyjść z języka HTML, a dziś nie mogę w żadnej przeglądarce dodatkowo ustalić czcionki, grubości i wielkości tekstu bo mi te opcje po prostu zniknęły. Czy Wy też tak macie?

Roma Ligocka "Tylko ja sama"


Kolejną książkę Romy czytałam dosłownie dzień i noc nie mogąc się od niej oderwać. Taki ten jej świat jest, że chciałoby się w nim być i być. Cała skala uczuć, emocji, przeżyć - wachlarz, od którego aż wiruje w głowie.
Obszerna powieść „Tylko ja sama” to jakby kontynuacja „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku”. Autorka ponownie – ale tym razem przez pryzmat teraźniejszości – próbuje zmierzyć się ze swoją przeszłością – a dokładnie przeszłością swojego ojca. Książka bardzo odważna i osobista. Aż zanadto osobista. Wielka to ze strony autorki odwaga – dzielić się z różnymi przecież czytelnikami swoimi przeżyciami, nie tylko wojennymi ale i najbardziej intymnymi.
Opowieść jest wspaniale skomponowana: główny ich wątek – poszukiwanie prawdy o ojcu, jest wkomponowany w specyficzną ramę romansową. Roma opisuje bowiem swój związek z mężczyzną o podobnych przeżyciach.
„Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” jest tekstem genialnym, ale i w drugiej powieści widać, jak autora wyciska z języka to co najlepsze. Co i rusz pojawiają się tutaj zdania-perełki, nie tylko w opisie wewnętrznych przeżyć, wnętrz, ludzi… Wystarczy przeczytać ostatnie strony, barwny opis Rzymu widziany oczami zakochanej. Wielki talent, wielka kobieta.
Cytat:
„-Gdyby rzeczywiście można było… - mówię, patrząc na rozległe morze.
-Co?
-Żyć jedynie chwilą, nie myśleć o przeszłości i nie martwić się o przyszłość…
-To tylko nasza wyobraźnia robi z każdego Wczoraj i każdego Jutro obecną chwilę…”

czwartek, 8 lipca 2010

Wanda Krzemińska "Ty i książka"

Książeczka cieniutka ale treściwa. Na stu stroniczkach autorka omawia relacje czytelnik-książka w zakresie najszerszym jak to tylko możliwe. Jasnym, prostym żywym językiem, z dużą dawką humoru i przykładów a przede wszystkim z czułym podejściem do omawianego zjawiska – książki, autorka wyjaśnia zjawiska z zakresu teorii literatury, ale też historii książki, czytelnictwa, nawet socjologii. Napisana atrakcyjnie, ozdobiona humorystycznymi rysunkami, aż szkoda, że nie mogę ich Wam pokazać. Właściwie to gdyby nie fakt, że wydana jest w 1968 roku, zawiera więc wiele nieaktualnej albo proradzieckiej treści, można by było ją spokojnie polecać. Ale ja lubię czasem poczytać takie starocie. W wielu podobnych pozycjach – także naukowych z tego okresu, znajduję złowieszcze wróżby o rychłym końcu książki, zastąpionej przez inne środki masowego przekazu. No i jakoś na przestrzeni tych prawie pięćdziesięciu lat książka ma się zupełnie dobrze.

Fajny cytat:

„Tak więc intymność obcowania ze światem stworzonym przez autora, stanowi jedną z najcenniejszych wartości książki. Żadna sztuka nie stwarza tego poczucia wyłączności co literatura, nigdzie nie jesteś tak bardzo sam na sam ze sobą jak podczas czytania”

No i przesympatyczne zdanie kończące:

„Chcieliśmy tylko cię [czytelniku] skłonić do rozważań nad tym jak ważną rolę odgrywa w twym życiu książka. Ocenić zaś w pełni jej funkcję będziesz mógł dopiero wówczas, gdy uświadomisz sobie jak ciekawą i bogatą w możliwości istotą jest człowiek.

Ty sam.”

wtorek, 6 lipca 2010

Władysław Grzelak "Wśród autorów i książek"

Mały blogowy come back, mam nadzieję, że uda się teraz więcej poczytać i nie będzie takich przerw. Samo życie, musi w nim być miejsce nie tylko na czytanie... Wspomnienia Władysława Grzelaka – księgarza zaczynającego swoją przygodę z książką w przedwojennej księgarni i wydawnictwie Jakuba Mortkowicza. Autor opowiada o swojej drodze zawodowej: najpierw księgarza, potem zaś kierownika drukarni Mortkowicza i własnej – Drukarni Krakowskiej. Barwnym, żywym, kwiecistym językiem wspomina zmarłego śmiercią samobójczą Mortkowicza, całe życie literackie i księgarskie przedwojennej Warszawy. Dech w piersiach niemalże zapierają wspomnienia wojennych losów księgarni i drukarni, wzruszające do bólu. Książka (460 stronic!) stanowi cenne uzupełnienie historii księgarstwa ale i w ogóle czytelnictwa przedwojennego. Dla filologa (piękny język!), historyka (daty, miejsca, ludzie, dane), bibliotekarza ale i po prostu miłośnika książek – bo przez miłośnika pisana. Na dokładkę wspaniałe wspomnienie o Marii Dąbrowskiej – której „Noce i Dnie” autor jako pierwszy drukował. Polecam z całego serca, jedne z najlepszych, przeczytanych przeze mnie wspomnień.