niedziela, 19 września 2010

Łukasz Gołębiewski "E ksiazka/book. Szerokopasmowa kultura"

„Świat, o którym piszę, będzie światem bez księgarń i bez drukarni.”

No właśnie. A takiego świata miłośnicy książek raczej nie potrafiliby zaakceptować.

Dlatego lektura książki Gołębiewskiego niepokoi i frustruje. Niepokoi bo jest wielce prawdopodobne, że jego wizja potwierdzi się w jakimś stopniu. Frustruje bo jest jej tak okrutnie pewien. W tym obszernym eseju autor rozprawia nad śmiercią kultury w aspekcie materialnym i o rychłym i całkowitym jej zwirtualizowaniu. Jest pewny, że książka papierowa przestanie mieć rację bytu, a tym samym stracą go bibliotekarze i księgarze. Podaje wiele ku temu argumentów, nie tylko socjologicznych ale ekonomicznych. Podaje też przykłady rozwiązania problemów prawa autorskiego. No właśnie, te mocno okraszone cytatami innych badaczy wpływu nowych technologii na cywilizację i kulturę argumenty są bardzo logiczne. Chociaż… Już od dłuższego czasu ogłasza się śmierć papieru i jakoś ma się on zupełnie dobrze. Książkę czytałam w pociągu, kiedy wysiadłam w Warszawie i wjechałam schodami na górę, najpierw zobaczyłam dużą księgarnie i odetchnęłam z ulgą. Moja biblioteka rozbudowuje się a książki wychodzą z wydawnictw w ilościach tak dużych jak nigdy dotąd. I dlatego, panie Gołębiewski, nie wierzę, że wypuszczenie czytnika e-booków za złotówkę jak telefon komórkowy będzie kresem materialnym kultury. Nie wierzę! Z prostej przyczyny. Papier pozwala na najlepszą percepcję tekstu. I już. Nawet pan, panie Gołębiewski, waha się w pewnym momencie, rozmyślając co będzie z wydawnictwami albumowymi czy książkami dla dzieci. Wymieniając wady szerokopasmowej kultury pisze:

„brak materialnej postaci książki odziera ją z „magii” i takich jej cech estetycznych ( i fizycznych) jak: dobór papieru, oprawy, szycia, klejenia, zapachu, ciężaru”

Nie docenia Pan tej „wady”. Czy zaspokoimy się oglądaniem wirtualnej reprodukcji dzieł światowego malarstwa, choćby nie wiem jak wiernej i atrakcyjnej, jeśli za rogiem mamy Muzeum w Luwrze i możemy je obejrzeć „na żywo”? To samo jest z książką. Nikt dobrowolnie nie zrezygnuje z jej „magii”. Książka sama w sobie jest dziełem sztuki. Swoją drogą dopiero podczas lektury eseju zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem przywiązana do książki jako przedmiotu, nie tylko nośnika informacji. Dopóki będziemy pielęgnować w sobie to przywiązanie, dopóty biblioteki stać będą spokojnie a wizje Gołębiewskiego się nie spełnią.



1 komentarz:

  1. Pan Gołębiewski napisał książkę i zdecydował się wydać ją na papierze, o ironio?
    A wszak wydawnictwa elektroniczne już są :)

    OdpowiedzUsuń