sobota, 30 października 2010

Łukasz Wierzbicki "Dziadek i niedźwiadek"

Zainteresowałam się tą książką po targach książki, na  których była ona nie tylko bardzo ładnie eksponowana ale także po Pałacu Kultury przechadzał się miś Wojtek. Potem przypomniał mi o niej Bazyl ze swoją fantastyczną recenzją, do której adres, gwoli przypomnienia, poniżej:
Za miesiąc w mojej bibliotece będzie spotkanie z autorem a na korytarzu bibliotecznym wisi fantastyczna wystawka o misiach w historii Polski i literatury.
Wierzbicki przypomina dzieciom nieznaną prawie w Polsce historię niedźwiadka Wojtka, który podczas II wojny światowej przemierzył z żołnierzami Armii Andersa szlak bojowy.
Książka przepełniona jest humorem i ciepłem. Pokazuje jak wielka potrafi być przyjaźń między człowiekiem i zwierzęciem (nawet niedźwiedziem!). Czyta się ją jak wspaniałą powieść przygodową i aż trudno uwierzyć, że została ona oparta na faktach. Tak jak zauważa Bazyl – Wierzbicki nie przeraża okrucieństwem wojny, choć jest ona obecna, tyle że w odpowiedniej dla dziecka dawce (np. fragment kończący rozdział o bitwie pod Monte Cassino).  Historia Wojtka może być wstępem do rozmów o naszej historii.
Dodatkowym atutem jest piękne wydanie. Ciepłe, dziecięce ilustracje dopełniają autentyczne zdjęcia, przedstawiające Wojtka i żołnierzy. Koło numeracji zostały zaś umieszczone maleńkie podobizny misia (po jednym na każdej stronie), które przy szybkim kartkowaniu dają złudzenie jakby miś wędrował. Brawa dla wydawcy, brawa dla autora, że wyciągnął i pięknie dla dzieci zaadaptował historię u nas zupełnie nieznaną.

wtorek, 26 października 2010

Elżbieta Jackiewiczowa "Pokolenie Teresy"

Wojenne wspomnienia przepięknie zbeletryzowane. Narratorką jest nauczycielka – matka nastoletniej Teresy. Oczami dorosłej kobiety widzimy świat nastolatków, którym wojna brutalnie odebrała naturalny rozwój. Towarzyszymy im we wspomnieniach nauczycielki od wybuchu wojny, przez budowanie tajnych kompletów, naukę, konspirację aż po wyzwolenie i budowę nowej szkoły. Dopiero podobna lektura wzbudza refleksję, jak wiele odebrano tym młodym ludziom, ale też uświadamia jak heroicznie ludzie walczyli o swoje potrzeby. Wielokrotnie Teresa narzeka na otaczającą ich ciszę. Odpowiedzią na to są potajemne koncerty muzyki Szopena. Z reporterską dokładnością narratorka opisuje naukę w tajnych kompletach i wyjaśnia fenomen poświęcania życia nauczycieli dla umożliwienia nauki młodym ludziom. Nie wszystkim młodym ludziom zresztą udało się dotrwać do matury... Realia Radomia – dokładna topografia miasta, nazwiska prawdziwych nauczycieli, dodają historii jeszcze większej autentyczności. Jest to także powieść inicjacyjna. Matka obserwuje bowiem dojrzewanie swojej córki, nie tylko fizyczne ale przede wszystkim duchowe. Z książki przedziera jakaś niesamowita wiara w człowieka, w przyjaźń, w autentyczne relacje i miłość między matką i córką. Niesamowita wiara!

piątek, 22 października 2010

Hanna Kowalewska "Maska Arlekina"

O ile dwie poprzednie książki z serii o Zawrociu przeczytałam jednym tchem i nie chciałam wcale opuszczać tego ponurego świata Matyldy, o tyle przy trzeciej części miałam jakiś straszliwy kryzys i ledwo co dobrnęłam do końca.
W „Masce Arlekina” Matylda próbuje rozwikłać zagadkę zmarłego tragicznie męża. Sytuacja wyjściowa znów jest bardzo nienaturalna ale to nie przeszkadza w odbiorze (po dziesięciu latach zjawia się bowiem przyjaciółka Świra – Olga). Ciężko uwierzyć w prawdopodobieństwo scen rozgrywających się za sprawą Olgi, (np sproszenie do domu Matyldy kilku kochanek Świra – po dziesięciu latach!!!) ale nie zmniejsza to ogromnej sugestywności tych i podobnych fragmentów książki. Sęk w tym, że w drugiej części, kiedy Matylda jedzie z Olgą do Zawrocia, zaczyna nudzić ta powtarzalność zachowania Olgi, picie i trzeźwienie, to gadanie Pytii. Kowalewska robi też coś zupełnie innego niż w poprzednich częściach. Pozbawia czytelników z gotowych rozwiązań, tajemnica Świra nie zostaje do końca rozwiązana. Nadal pozostaje o nim tak wiele wersji wydarzeń, że czytelnik nie umie wybrać właściwej. A może o to autorce chodziło, o udowodnienie, że nie ma jednej obiektywnej prawdy. I nie sposób szukać jej po dziesięciu latach…

Znakomite studium alkoholizmu.

Bardzo smutna definicja książki:
„Ona chciała mieć wszystko czarno na białym, w książce – małej trumience wypełnionej po brzegi truchłem minionych emocji.”

I jeszcze jedno okrutne zdanie:
„Każde małżeństwo to teatr. Faceci grają w nim najczęściej siebie, a baby swój albo cudzy ideał.”

czwartek, 14 października 2010

znalezione w książce

... a konkretnie w książce Dobraczyńskiego "Przyszedłem rozłączyć..." - powieści o życiu Św. Elżbiety Węgierskiej. I co z tego wynika? Że proboszcz też człowiek i powieści czyta:-) I że był proboszczem Tomaszem, Piotrem albo Tomisławem. I że już pewnie nie żyje, a książka została...
Urzekła mnie prostota tej starej dedykacji.

niedziela, 10 października 2010

Zofia Romanowicz "Baśka i Barbara"

Ciepła, mądra powieść. Główna bohaterka - Polka wychowuje na emigracji kilkuletnią córeczkę Basię. Powieść jest  zapisem dzieciństwa dziewczynki, od jej poczęcia do szóstego roku życia. Poetycki opis porodu, czułe chwile z maleńką córeczką, jej pierwsze próby mowy, oswajanie świata i wreszcie szkoła - a wszystko to w cieniu Paryża, a wszystko z nieustającą tęsknotą za Polską. Kiedy Basia idzie do szkoły – pojawia się ogromny dylemat nad jej narodową tożsamością. Jak wychowywać, po polsku, czy po francusku? W jakim języku pozwalać myśleć?
Powieść pięknie skomponowana. Każdy rozdział jest zamkniętą, spuentowaną całością, bardzo poetycką i refleksyjną. W ogóle język książki pozostaje na granicy powieści poetyckiej, rozważania nad rozwojem dziecka uzupełniają niebanalne i urocze opisy przyrody.
Odczytałam tą powieść jako przede wszystkim jako zapis macierzyństwa – jeden z najpiękniejszych z jakim zetknęłam się w literaturze.
P.S. Nie mogę pokazać okładki książki bo mój egzemplarz biblioteczny jest oprawiony. Nie mniej karta tytułowa jest może w tym przypadku o tyle ciekawsza od samej okładki, że książka ta została wydana we Francji w 1956 roku przez księgarnię Libella – prowadzoną w Paryżu przez małżeństwo Romanowiczów.  To właśnie tą powieścią - debiutem Zofii Romanowiczowej, księgarnia-wydawnictwo zainaugurowała swoją działalność.

czwartek, 7 października 2010

Anna Onichimowska "Dzień czekolady"

Książka Anny Onichimowskiej nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak – może – powinna.
Główny bohater, chłopiec Dawid ma za sobą doświadczenie utraty siostrzyczki, rozpadu rodziny i braku zainteresowania wiecznie zajętego ojca. Zaprzyjaźnia się z dziewczynką Moniką, której sytuacja rodzinna również pozostawia wiele do życzenia. Zaprzyjaźnia się także z bezdomną kotką, wyobraża sobie bowiem, że to jego siostra Zuzia.
Książka jest pełna magii i dość ciekawa w tej właśnie magicznej warstwie – chłopiec wraz z kotką odwiedzają pożeracza poniedziałków, Dawid wyszukuje też w książkach skoczka czasu. Wszystko to po to aby zmienić los dziewczynki. Autorka kończy książkę bardzo odważnie, marzenie Moniki o dorosłości spełnia się. Ostatni dzień – Dzień Czekolady to cukierkowa wizja dorosłych już bohaterów (de facto jako męża i żony) oraz malej, kolejnej siostrzyczki Dawida.
Tak jak pisałam, książka świeża i ciekawa w warstwie magicznej, w realistycznej zaś troszkę nieczytelna. Może tylko dla mnie. Jako tekst terapeutyczny – trudna.
Jakby dla przeciwwagi cieple ilustracje, z lalkowymi postaciami o proporcjach jak z rysunków dzieci. No i udany pomysł z nazwaniem każdego rozdziału „Dniem…” z dopełnieniem charakteryzującego go określenia.
Mimo, że się nie zachwyciłam, sięgnę po inne pozycje autorki