piątek, 22 października 2010

Hanna Kowalewska "Maska Arlekina"

O ile dwie poprzednie książki z serii o Zawrociu przeczytałam jednym tchem i nie chciałam wcale opuszczać tego ponurego świata Matyldy, o tyle przy trzeciej części miałam jakiś straszliwy kryzys i ledwo co dobrnęłam do końca.
W „Masce Arlekina” Matylda próbuje rozwikłać zagadkę zmarłego tragicznie męża. Sytuacja wyjściowa znów jest bardzo nienaturalna ale to nie przeszkadza w odbiorze (po dziesięciu latach zjawia się bowiem przyjaciółka Świra – Olga). Ciężko uwierzyć w prawdopodobieństwo scen rozgrywających się za sprawą Olgi, (np sproszenie do domu Matyldy kilku kochanek Świra – po dziesięciu latach!!!) ale nie zmniejsza to ogromnej sugestywności tych i podobnych fragmentów książki. Sęk w tym, że w drugiej części, kiedy Matylda jedzie z Olgą do Zawrocia, zaczyna nudzić ta powtarzalność zachowania Olgi, picie i trzeźwienie, to gadanie Pytii. Kowalewska robi też coś zupełnie innego niż w poprzednich częściach. Pozbawia czytelników z gotowych rozwiązań, tajemnica Świra nie zostaje do końca rozwiązana. Nadal pozostaje o nim tak wiele wersji wydarzeń, że czytelnik nie umie wybrać właściwej. A może o to autorce chodziło, o udowodnienie, że nie ma jednej obiektywnej prawdy. I nie sposób szukać jej po dziesięciu latach…

Znakomite studium alkoholizmu.

Bardzo smutna definicja książki:
„Ona chciała mieć wszystko czarno na białym, w książce – małej trumience wypełnionej po brzegi truchłem minionych emocji.”

I jeszcze jedno okrutne zdanie:
„Każde małżeństwo to teatr. Faceci grają w nim najczęściej siebie, a baby swój albo cudzy ideał.”

2 komentarze:

  1. Od jakiegoś czasu myślę nad zakupem książek H.Kowalewskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy trzeba kupowac ale przeczytać warto! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń