sobota, 4 grudnia 2010

Szymon Hołownia "Monopol na zbawienie"

Książkę czytałam prawie cztery miesiące, od czasu do czasu, popołudniami niedzielnymi czy w przerwach między innymi lekturami. Głównie dlatego, że nie da się książek Hołowni przeczytać jednym tchem i po łebkach. Lepiej porcjować racjonalnie i wycisnąć z nich jak najwięcej. A da się wycisnąć. Mimo pozornie łatwego i przyjemnego stylu, jego propozycje wymagają ogromnego wysiłku intelektualnego. Podoba mi się układ „Monopolu na zbawienie” – szczególnie najbardziej obszerna część – TEST (każdy rozdział zaczyna się od pytania i trzech odpowiedzi do wyboru) i PATRONI DO WZIĘCIA. W rozdziale TEST pytania są tak zakręcone, że czytając je aż pali ciekawość, jak autor wybrnie z odpowiedzią.
Imponuje mi u Hołowni odwaga z podejmowaniu nawet najbardziej drażliwych tematów związanych z Kościołem. Imponuje ogromna wiedza z historii religii. To wszystko okraszone jest specyficznym humorem i nowoczesnym językiem. Dobrze, że mamy Hołownię!

5 komentarzy:

  1. Ostatnio trzymałam ją w rękach i zastanawiałam się "Kupić?Czy nie kupić?" Wkońcu odłożyłam.
    Ale co się odwlecze to nie uciecze, bo muszę ją przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Elina - kupić, kupić.
    Hołownia, mimo objawów celebrytyzmu to wciąż autor warty czytania. Nikt tak jak on nie pisze o Kościele, religii, sumieniu, moralności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprzednia jego książka bardzo mi się podobała, ta myślę że będzie podobna więc sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo cenię Szymona za jego dystans do tematu kościoła, a tym samym umiejętność podania go w łatwo przyswajalny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  5. No własnie, mnie trochę razi ten celebrytyzm u Hołowni, ale w sumie jakby wziąc całokształt pod uwagę to jest on jedyny w swoim rodzaju. Pozdrawiam wszystkich jego czytelników!

    OdpowiedzUsuń