poniedziałek, 3 stycznia 2011

Jacek Dehnel "Balzakiana"

Tych, którzy jeszcze nie wiedzą, na samym początku informuję, że jestem wielką, ortodoksyjną, szaloną fanką prozy Jacka Dehnela i samego Jacka. Dlatego omówienie książki z całą pewnością obiektywne nie będzieJ
Lekturę wydanej, jakby nie patrzeć jakiś czas temu „Balzakiany” odkładałam z miesiąca na miesiąc, czekając na odpowiedni czas, kiedy nikt i nic nie będzie mi przeszkadzał w zatopieniu się w Dehnelowskim świecie. I czas taki nadszedł między świętamiJ
Na początku byłam trochę zawiedziona. Spodziewałam się wyszukanej prozy poetyckiej, tymczasem język tych czterech minipowieści jest przystępny, bez wyszukanych konstrukcji, trochę niedehnelowski, ale… balzakowski też nie… Balzakowskie są konstrukcje postaci: ludzie owładnięci manią pieniądza, przerostem ambicji, ludzie zranieni, wypaczeni. Znakomite konstrukcje (szczególnie Adriana z „Miłości korepetytora”). Ludzie balzakowscy na miarę XXI wieku – jeszcze bardziej żałośni niż ponad sto lat temu. Stąd język… do bólu współczesny, choć bez wulgaryzmów. Za to z mnóstwem odwołań do tego i tych, którzy nas otaczają.  No właśnie… Za kilkadziesiąt lat czytelnicy nie zrozumieją tego „kodu”. Co zostanie? Trochę tego za dużo w „Balzakianie”. Poza tym rozkosz smakowania dobrej, soczystej, świeżej prozy. I smutnej, jak nasze czasy…
 Mam egzemplarz podpisany przez autora:
„Dla M… z nadzieją, że znajdzie w „Balzakianie” coś dla siebie”.
Znalazłam…

3 komentarze:

  1. O! ja również jestem fanką Dehnela! Byłam zauroczona "Lalą". "Balzakiany" jeszcze nie czytałam, ale na 100% chcę przeczytać :-)I zazdroszczę egzemplarza z autografem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej nie ciągnie mnie do tego typu książek , ale recenzja bardzo dobra ;) Czekam na kolejną. Pozdrawiam i zapraszam do mnie .
    http://miedzy-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja byłem przekonany, że tytuł tej książki jest w liczbie mnogiej, analogicznie do Korczakianów... hmmm...

    OdpowiedzUsuń