wtorek, 18 stycznia 2011

Jostein Gaarder "Córka dyrektora cyrku"

Nie wiedziałam o czym jest „Córka dyrektora cyrku”, ale wyobrażałam sobie jakąś nierzeczywistą i wydumaną historię w typie „Przepowiedni Dżokera”. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy zaczęłam czytać powieść. Gdy znalazłam kolejnego odmieńca – tym razem jednak literackiego aż do bólu. Odrobina wyjaśnienia. Bohater opowiada swoje losy od najdawniejszego dzieciństwa. Ma nietypowe hobby: „są ludzie, którzy zbierają znaczki albo monety, ja natomiast gromadziłem wytwory własnej fantazji”. Obdarzony niezwykłą i niewiarygodnie bujną wyobraźnią od najmłodszych lat tworzy najróżniejsze historyjki. Zaczyna je zapisywać. Pozostaje jednak na poziomie szkiców, nie chce bowiem zostać pisarzem. Nie ma w nim próżności – tłumaczy. Potrzebuje natomiast pieniędzy i wpada na pomysł aby… sprzedawać pisarzom cierpiącym na brak pomysłów swoje historyjki. Po latach ma niezliczoną ilość klientów, obejmując zasięgiem cały świat:
„Sterowałem wielką maszynerią, aranżowałem największy festiwal literacki wszech czasów, a robiłem to w zupełnej tajemnicy.”
Mimo iż bohater przestrzega, aby żadna historia nigdy nie została sprzedana dwa razy, jedna z jego historii zostaje powielona w powieściach dwóch różnych autorów. Jak kończy się ten wielki handel wyobraźnią? Nietypowo, jak to u Gaardera typoweJ
Fabuła powieści – misternie budowana ze strony na stronę -  pęka przed samym finałem. Autor buduje napięcie, żeby nagle pchnąć ją na nieco inne tory. Powoduje to nieco dezorientacji i może nawet rozczarowania. Ale kto czytał Gaardera nie dziwi się takim obrotem sprawy a wręcz go oczekuje.
Ogromną zaletą powieści jest to, że wplecione są w nią niektóre historyjki „wymyślone” przez bohatera. Ich lektura wymaga sporo wysiłku („wskakuje” się bowiem w zupełnie inną historię i w dodatku przedziera przez fatalną kursywę), ale warto, bo aż się prosi, żeby Gaarder rozwinął je w kolejnych swoich powieściach.
Nie zawiodą się też ci, którzy poszukują typowych Gaarderowsich motywów. Jest tu oczywiście gra w szachy, jest także przenikanie światów (groteskowa postać karła z laseczką - wytwór fantazji bohatera, towarzyszący bohaterowi od dzieciństwa). Brakuje natomiast typowej Gaarderowskiej filozofii, zastępuje ją gorzka refleksja o pisaniu, tworzeniu, i wielkiej, destrukcyjnej potędze wyobraźni.

3 komentarze:

  1. nie słyszałam o takim tytule szczerze mówiąc, nie mniej jednak zapamiętam sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi ciekawie i może kiedyś się skuszę :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakiś czas temu ją wypożyczyłam, ale trafiła do mnie w najgorszym momencie. Jednak jestem pewna, że kiedyś ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń