wtorek, 25 stycznia 2011

Polly Horvath "Wyspa"

Podeszłam do książki dosyć nieufnie, a kiedy zaczęłam czytać, pomyślałam – Boże, znowu filmowa, nierealna historia. W miarę czytania jednak zaczynałam rozumieć…
Po tragicznej śmierci rodziców dwie kuzynki przenoszą się do ogromnego domu swojego bogatego stryja. Dom usytuowany jest na wyspie i jedynym łącznikiem ze światem są zrzucane z helikoptera paczki. Stryj – człowiek całkowicie pogrążony w naukowych badaniach, nie potrafi nawiązać kontaktu z nowymi lokatorkami, zatrudnia więc dla nich gosposię. Potem dochodzi jeszcze lokaj, kot i pies. A potem okazuje się, że w tym domu- więzieniu każdy, nie tylko dziewczynki, skrywa jakąś życiową tragedię. Puentą historii staje się wyjaśnienie tajemnicy wyspy. Przed laty zdarzyła się tutaj bowiem największa tragedia.
Rozdziały książki odpowiadają kolejnym relacjom mieszkańcom, dzięki temu – skutecznemu choć wytartemu chwytowi, czytelnik zapoznaje się z wydarzeniami na wyspie z kilku różnych perspektyw.  Im dłużej zresztą czytałam tę powieść, tym bardziej metaforycznie ją odczytywałam. Bo jest to historia przede wszystkim o budowaniu więzi międzyludzkich i o tym co się dzieje gdy boimy się je budować. To historia ucieczki przed bolesną przeszłością. Ale to też historia o uzależnieniu. Oczywiście lekiem okazuje się drugi człowiek, choć nie łatwym lekiem…
Jest coś przeraźliwie smutnego w tej historii, ale jednocześnie autorka przemyca sporą dawkę humoru, lokując ją w postaciach stryja i gosposi.
Historia niebywale refleksyjna, z niepowtarzalnym klimatem, symboliczna. Polecam

2 komentarze:

  1. Kupiłam tę książkę, ot tak z rozpędu...dlatego z ciekawością przeczytałam twoją recenzję. Cieszę się ,że masz takie odczucia, niedługo chyba po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. To brzmi jak coś, co bardzo bym chciała przeczytać. Tajemnice z przeszłości i dom odcięty od świata. No, to mi się znowu lista powiększyła... :) Ale ta okładka to mi się wyjątkowo nie podoba, pewnie bym nie zwróciła na nią uwagi w sklepie.

    OdpowiedzUsuń