sobota, 5 lutego 2011

Jostein Gaarder "Dziewczyna z pomarańczami"

Kolejna znakomita, niebanalna, wymykająca się szablonom (no, może z wyjątkiem tych należących do samego autora) historia. Budowa powieści jest bardzo Gaardenowska. Piętnastoletni Georg dostaje od dziadków odnaleziony przypadkiem list od umierającego ojca. Chłopiec nie pamięta swojego ojca, bo miał cztery lata gdy ten zmarł. Treść listu przeplata się w książce z dopiskami i komentarzami chłopca, który w ten sposób „pisze” książkę razem ze zmarłym rodzicem.
Ojciec bohatera opowiada synowi historię swojej miłości. Otóż jako student zakochał się w nieznanej mu dziewczynie, którą zobaczył w autobusie i która wiozła torbę pomarańczy. Owoc ten jest w historii swoistym wspaniałym lejtmotywem, a scena w autobusie jedną najsoczystszych (także dosłownie) jakie czytałam. Początek pomarańczowej miłości to także wielki hołd dla wyobraźni, bowiem nie wiedząc nic o tajemniczej dziewczynie, bohater daje się ponieść wyobrażeniom na jej temat i tworzy niezliczoną ilość wariantów kim mogłaby być. Szybko jednak w tej historii miłość zaczyna przeplatać się ze śmiercią. Ojciec bohatera pisze bowiem swoją historię w obliczu choroby, wiedząc, że lada moment opuści ten świat. Jest to zresztą dla autora punkt wyjścia do typowych, powiedziałabym „programowych” u Gaardera rozważań o cudzie świata i życia. Głosem swojego umierającego bohatera autor już nie nawołuje nawet, a wręcz żąda od czytelnika refleksji nad wspaniałością świata. Co najważniejsze, porównuje tu świat do baśni, w której nie wszystkie reguły gry są nam znane, ale to jest właśnie najbardziej „baśniowe”. Jednocześnie każe czytelnikom rozważyć następującą kwestię; czy wiedząc, że znajdą się w tej cudownej baśni tylko na chwilę, bo nieodłączną częścią życia jest śmierć, chcieliby do tej baśni w ogóle zaglądać? Zgadzając się na życie, akceptujemy także śmierć - woła autor. Na szczęście sam bohater odpowiada pozytywnie na ten cud życia i książka kończy się następująco:
„Życie to gigantyczna loteria, w której widoczne są tylko wygrane losy”. Ty, który czytasz tę książkę, jesteś takim właśnie wygranym losem. Lucky you!”

Znakomita historia, w której miłość i pragnienie życia przeplatają się ze smutkiem, bo musimy je opuścić, czasami – jak ojciec bohatera – za wcześnie. Wspaniała filozofia życia (choć bez Boga!) i Gaardenowskie rozwiązania, które się nie nudzą i na które czekam przy każdej lekturze jego powieści.

2 komentarze:

  1. Czytałam "Dziewczynę z pomarańczami" już dawno dawno temu, kiedy fascynował mnie Gaarder i jego niebanalna, mądra i refleksyjna narracja ;) Wspaniała książka, chyba czas ją sobie odświeżyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wrzucam do schowka, zachęciłaś.

    OdpowiedzUsuń