poniedziałek, 28 marca 2011

Maria Marjańska-Czernik "Wypożyczalnia babć"

Czy  w bibliotece można wypożyczać jedynie książki? Maria Marjańska-Czernik udowadnia, że nie tylko. Główną bohaterką tej króciutkiej historii jest bibliotekarka Jasna. Przychodzą do niej kolejno trzej chłopcy, którzy pragną mieć wymarzoną babcię. Okazuje się, że każda babcia z marzeń jest inna. Bibliotekarka pod wpływem rozmowy z dziećmi postanawia spełnić ich marzenia i dzwoni do dwóch kobiet, oferując im „babciowanie”. Chłopcy są zachwyceni swoimi babciami. Jednego z nich „adoptuje” sama bibliotekarka, okazuje się bowiem, że i ona potrzebuje pomocy chłopca.
Wspaniała, ciepła historia. Pozytywny obraz biblioteki i bibliotekarki – otwartej na potrzeby przychodzących do niej czytelników, tolerancyjnej i pomysłowej. Jak niewiele trzeba! Brawo!

niedziela, 20 marca 2011

Jostein Gaarder "Hej! Czy jest tu kto?"

Siedmioletni Joakim zostaje sam w domu, bo tata jedzie z rodzącą mamą do szpitala. Chłopiec nie może doczekać się urodzin braciszka. Zanim jednak się o nim dowie, z nieba spada do ogrodu mały chłopiec z innej planety – tak zaczyna się historia wymyślona przez Gaardea. Joakim i Mika zaprzyjaźniają się. Mimo wielu różniących ich - także fizycznych cech- znajdują wspólny język i opowiadają sobie wzajemnie o swoich planetach. Rozmowa staje się pretekstem do wykładu o ewolucji człowieka, prehistorii Ziemi i wielu innych fascynujących zagadnień. Ich rozmowa jest jednak przede wszystkim pretekstem do wyrażenia fascynacji światem. Chłopcy poznają też swoje zwyczaje. Jednym ze zwyczajów Miki jest kłanianie się rozmówcy po zadaniu przez niego ciekawego pytania. Tylko Gaarder mógł coś takiego wymyślić! Tylko Gaarder mógł też napisać:
„Podróżując, wyruszamy dalej w świat. Śniąc, wyruszamy w świat głębiej. (…) Nigdy nie przestanie mnie zdumiewać przestrzeń kosmiczna. Nigdy też nie przestanę się dziwić, że mam głowę i umysł, który czyni ze mnie odrębny wszechświat”.
Mika cały czas uważa, że wszystko to mu się śni. Joakim boi się więc, że jego przyjaciel się obudzi. Zastanawia się też czyj to naprawdę sen:
-A zatem któremu z nas się to śni? – zastanawiałem się głośno.
-To nie ma znaczenia – zbył mnie. Najważniejsze, że się spotkaliśmy na szczycie tej wysokiej góry(…)
- Ale jeśli ja śnię się tobie, to znaczy, że nie istniałeś, zanim nie zacząłeś mi się śnić. I znikniesz w chwili, kiedy się obudzę”.
I tak się staje. Kiedy Joakim budzi się, dowiaduje się, że braciszek jest już na świecie.
Nie wyjaśnia się kto śnił się komu, ale autor kończy książeczkę słowami:
„Myślę, że za dnia, kiedy widzimy i przeżywamy tyle różności, w naszych głowach nie ma miejsca na sny. Zapamiętanie snu jest równie trudne jak schwytanie ptaka gołą ręką. Ale czasami się zdarza, że ptak przylatuje sam i siada człowiekowi na ramieniu”.
Poświęcam tyle czasu teorii snów bo fascynuje mnie u Gaardera ten wątek i w ogóle konstrukcja jego światów.
Książeczkę warto podsunąć dziecku, szczególnie dziecku ciekawemu świata. Sam fakt, że w trudne zawiłości ewolucji wykładane są przez kilkuletnie dziecko, może być kartą przetargową tej książki. Drugą są… ilustracje Reidara Kjelsena. Znakomite, prześmiewcze, inne od wszystkich i wspaniale oddające klimat Gaardenowskich światów.

niedziela, 13 marca 2011

Kate DiCamillo "Cudowna podróż Edwada Tulana"

Łamią się serca i tak żyją złamane
Trzeba iść przez ciemność coraz głębszą
I nigdy nie zawracać.
Te poruszające słowa to motto książki DiCamillo i jednocześnie jej najtrafniejsze omówienie.
Tytułowy bohater – Edward Tulan jest pięknym porcelanowym królikiem, zakochanym w samym sobie i mającym za nic kochającą go właścicielkę. Zapatrzony w siebie Edward nie jest jeszcze świadomy tego co go czeka. Niedługo potem podczas podróży statkiem wypada za burtę i idzie na dno oceanu. Wyławia go biedny rybak i pokazuje żonie, która zaczyna kochać porcelanowego królika jak dziecko. Nie trwa to jednak wiecznie, bo jej zazdrosna córka wyrzuca królika na wysypisko śmieci. Od tej pory Edward trafia z rak do rąk, każdy nowy właściciel nazywa go innym imieniem i każdy bardzo go kocha, ale… każdego nowego właściciela Edward traci w przykrych okolicznościach. Pod wpływem tych strat w króliku budzi się serce i zdolność miłości i tęsknoty. Rodzi się też dystans i nieufność. Rodzi się w nim to wszystko co w człowieku pod wpływem życiowych doświadczeń. Książka kończy się jednak optymistycznie. Edward w końcu słyszy swoje prawdziwe imię.
Książka przypomina nieco swoim klimatem „Aksamitnego królika”. I mimo iż autorka sięgnęła po wytarty motyw ożywionych zabawek, nie razi schematyzm historii. Razi co innego. Uwielbiam książki DiCamillo. Każda jest swoistą perełką. Uwielbiam jej wartościowanie, jej pogodę ducha, jej wiarę w człowieka. I takiej książki się spodziewałam sięgając po historię Edwarda. Tym czasem czytałam rozdział po rozdziale o losach tak strasznie smutnych, że aż krajało się serce. Każdy rozdział był coraz smutniejszy i rozdzierający serce. Nieważne, że na końcu Edward znajduje swoje imię i starą właścicielkę  (finał był zresztą bardzo przewidywalny), ważne, że zapamiętałam tę lekturę jako niezwykle smutną. Nie chciałabym jej czytać z dzieckiem. Ot co. Mimo wszystko oczywiście polecam, bo warto, jak w przypadku każdej książki DiCamillo.
I jeszcze kilka uwag co do wydania. Można się doczepić do składu, czcionki itp., ale wszystko rekompensują wspaniałe, klimatyczne ilustracje – i to zarówno te kolorowe we wkładkach jak i dwubarwne pod numerami rozdziałów.  Brawa dla wydawnictwa Philips Wilson za to, że odkryło Kate DiCamillo. Czekam na kolejne tytuły. Bo wszystkie dostępne wyczytałamL
I jeszcze na koniec link do blogu czytanki-przytulanki, na którym wspaniała recenzja książki i jedna z ilustracji:

niedziela, 6 marca 2011

Edgar Allan Poe raz jeszcze

To dopiero puszczenie oczka do czytelnika! Z tą  różnicą, że oczko puszcza  tu nie Edgar Allan Poe a… wydawnictwo Nasza Księgarnia. „Opowieści tajemnicze i szalone” znalazłam w taniej książce i nie mogłam odmówić sobie zakupu. Książka składa się z czterech mocno skróconych i na nowo przetłumaczonych opowiadań: Czarny kot, Maska Czerwonej Śmierci, Żaboskoczek i Upadek domu Usherów. Jest znakomicie zaprojektowana i  przemyślana w każdym szczególe – od czcionki, układu tekstu do znakomitych ilustracji. To właśnie ilustracje, przepełnione gotyckimi motywami w tonacji buffo są największą atrakcją. Nie jestem tylko do końca przekonana, czy próba adaptacji opowiadań Edgara Allana Poe dla dzieci przebiegła pomyślnie. Niby tonacja buffo w znakomitych, choć strasznych i krwawych ilustracjach, niby same opowiadania pozbawione najstraszniejszych elementów, ale i tak odważyłabym się na podsunięcie książki jedynie starszemu dziecku.  Mimo to jest to jedno z najciekawszych wydawnictw w moim księgozbiorze, a lubię takie dziwadła.

Edgar Allan Poe "Opowieści niesamowite"

Czasami robię sobie miłe powroty do lektur polonistycznych. Z tym, że Edgar Alan Poe zupełnie mi na tych studiach umknął. Ale co się odwlecze to nie uciecze i oto teraz zatopiłam się w mroczne, psychodeliczne opowiadania. Mimo szerokiego katalogu okropieństw, które wyczytywałam,  cały czas miałam wrażenie, że Poe puszcza do mnie oczko, zwłaszcza w puentach opowiadań.  Każde z tych opowiadań jest inne w swoim klimacie, poetyce, stylu (także językowym). Najlepiej bawiłam się (tak, bawiłam!) przy lekturze opowiadania „Czarny kot”  (ostatnie zdanie!) oraz podczas opowiadania „Diabeł w wieży” z całym jego urokliwym absurdem. Każdy w opowiadaniach Poe znajdzie coś dla siebie, jest tu i miejsce na strach i obrzydzenie, i śmiech, i na czystą literacką zabawę. Klasyka wiecznie żywa… 

piątek, 4 marca 2011

Eugenio Carmi i Umberto Eco "Trzy opowieści"

Ciekawa publikacja. Ciekawa edytorsko, typograficznie i warstwie ilustracyjnej. Trzy bardzo krótkie, rozpisane w wersy opowiadania Umberto Eco. Proste do bólu w składni, obrazowaniu i przekazie. Niby dla dzieci, ale bardziej dla dorosłych. W bajkach kondycja współczesnego świata i odbicie ludzkiej natury. Wspaniała opowieść „Trzej kosmonauci” – o potrzebie tolerancji i porozumienia.  Opowiadania dopełniają kolażowe, symboliczne, nietypowe ilustracje (nie bez powodu ilustrator wymieniony został na okładce jako pierwszy). Ciekawostka wydawnicza. Szkoda oddawać do bibliotekiL