niedziela, 20 marca 2011

Jostein Gaarder "Hej! Czy jest tu kto?"

Siedmioletni Joakim zostaje sam w domu, bo tata jedzie z rodzącą mamą do szpitala. Chłopiec nie może doczekać się urodzin braciszka. Zanim jednak się o nim dowie, z nieba spada do ogrodu mały chłopiec z innej planety – tak zaczyna się historia wymyślona przez Gaardea. Joakim i Mika zaprzyjaźniają się. Mimo wielu różniących ich - także fizycznych cech- znajdują wspólny język i opowiadają sobie wzajemnie o swoich planetach. Rozmowa staje się pretekstem do wykładu o ewolucji człowieka, prehistorii Ziemi i wielu innych fascynujących zagadnień. Ich rozmowa jest jednak przede wszystkim pretekstem do wyrażenia fascynacji światem. Chłopcy poznają też swoje zwyczaje. Jednym ze zwyczajów Miki jest kłanianie się rozmówcy po zadaniu przez niego ciekawego pytania. Tylko Gaarder mógł coś takiego wymyślić! Tylko Gaarder mógł też napisać:
„Podróżując, wyruszamy dalej w świat. Śniąc, wyruszamy w świat głębiej. (…) Nigdy nie przestanie mnie zdumiewać przestrzeń kosmiczna. Nigdy też nie przestanę się dziwić, że mam głowę i umysł, który czyni ze mnie odrębny wszechświat”.
Mika cały czas uważa, że wszystko to mu się śni. Joakim boi się więc, że jego przyjaciel się obudzi. Zastanawia się też czyj to naprawdę sen:
-A zatem któremu z nas się to śni? – zastanawiałem się głośno.
-To nie ma znaczenia – zbył mnie. Najważniejsze, że się spotkaliśmy na szczycie tej wysokiej góry(…)
- Ale jeśli ja śnię się tobie, to znaczy, że nie istniałeś, zanim nie zacząłeś mi się śnić. I znikniesz w chwili, kiedy się obudzę”.
I tak się staje. Kiedy Joakim budzi się, dowiaduje się, że braciszek jest już na świecie.
Nie wyjaśnia się kto śnił się komu, ale autor kończy książeczkę słowami:
„Myślę, że za dnia, kiedy widzimy i przeżywamy tyle różności, w naszych głowach nie ma miejsca na sny. Zapamiętanie snu jest równie trudne jak schwytanie ptaka gołą ręką. Ale czasami się zdarza, że ptak przylatuje sam i siada człowiekowi na ramieniu”.
Poświęcam tyle czasu teorii snów bo fascynuje mnie u Gaardera ten wątek i w ogóle konstrukcja jego światów.
Książeczkę warto podsunąć dziecku, szczególnie dziecku ciekawemu świata. Sam fakt, że w trudne zawiłości ewolucji wykładane są przez kilkuletnie dziecko, może być kartą przetargową tej książki. Drugą są… ilustracje Reidara Kjelsena. Znakomite, prześmiewcze, inne od wszystkich i wspaniale oddające klimat Gaardenowskich światów.

3 komentarze:

  1. po przeczytaniu Twojej recenzji mam wrażenie, że ta książeczka nie musi być koniecznie dedykowana dla dzieci. Sama chętnie bym po nią sięgnęła, tym bardziej, że nie spotkałam się jeszcze z twórczością Pana Gaarder'a. Pozdrawiam ciepło i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się być bardzo w stylu Gaarder'a :) Świat Zofii umiłowałam, zatem jest to lektura obowiązkowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Alu, warto zacząć przygodę z Gaarderem. Dobrym początkiem może być lektura "Dziewczyny z pomarańczami". Kasiu, moim zdaniem "Przepowiednia Dżokera" bije na głowę "Świat Zofii". Zachęcam i pozdrawiam wiosennie.

    OdpowiedzUsuń