niedziela, 13 marca 2011

Kate DiCamillo "Cudowna podróż Edwada Tulana"

Łamią się serca i tak żyją złamane
Trzeba iść przez ciemność coraz głębszą
I nigdy nie zawracać.
Te poruszające słowa to motto książki DiCamillo i jednocześnie jej najtrafniejsze omówienie.
Tytułowy bohater – Edward Tulan jest pięknym porcelanowym królikiem, zakochanym w samym sobie i mającym za nic kochającą go właścicielkę. Zapatrzony w siebie Edward nie jest jeszcze świadomy tego co go czeka. Niedługo potem podczas podróży statkiem wypada za burtę i idzie na dno oceanu. Wyławia go biedny rybak i pokazuje żonie, która zaczyna kochać porcelanowego królika jak dziecko. Nie trwa to jednak wiecznie, bo jej zazdrosna córka wyrzuca królika na wysypisko śmieci. Od tej pory Edward trafia z rak do rąk, każdy nowy właściciel nazywa go innym imieniem i każdy bardzo go kocha, ale… każdego nowego właściciela Edward traci w przykrych okolicznościach. Pod wpływem tych strat w króliku budzi się serce i zdolność miłości i tęsknoty. Rodzi się też dystans i nieufność. Rodzi się w nim to wszystko co w człowieku pod wpływem życiowych doświadczeń. Książka kończy się jednak optymistycznie. Edward w końcu słyszy swoje prawdziwe imię.
Książka przypomina nieco swoim klimatem „Aksamitnego królika”. I mimo iż autorka sięgnęła po wytarty motyw ożywionych zabawek, nie razi schematyzm historii. Razi co innego. Uwielbiam książki DiCamillo. Każda jest swoistą perełką. Uwielbiam jej wartościowanie, jej pogodę ducha, jej wiarę w człowieka. I takiej książki się spodziewałam sięgając po historię Edwarda. Tym czasem czytałam rozdział po rozdziale o losach tak strasznie smutnych, że aż krajało się serce. Każdy rozdział był coraz smutniejszy i rozdzierający serce. Nieważne, że na końcu Edward znajduje swoje imię i starą właścicielkę  (finał był zresztą bardzo przewidywalny), ważne, że zapamiętałam tę lekturę jako niezwykle smutną. Nie chciałabym jej czytać z dzieckiem. Ot co. Mimo wszystko oczywiście polecam, bo warto, jak w przypadku każdej książki DiCamillo.
I jeszcze kilka uwag co do wydania. Można się doczepić do składu, czcionki itp., ale wszystko rekompensują wspaniałe, klimatyczne ilustracje – i to zarówno te kolorowe we wkładkach jak i dwubarwne pod numerami rozdziałów.  Brawa dla wydawnictwa Philips Wilson za to, że odkryło Kate DiCamillo. Czekam na kolejne tytuły. Bo wszystkie dostępne wyczytałamL
I jeszcze na koniec link do blogu czytanki-przytulanki, na którym wspaniała recenzja książki i jedna z ilustracji:

2 komentarze:

  1. kolejna książka, po którą muszę sięgnąć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tej autorki tylko "Dzielnego Despero" i bardzo mi się spodobał. Może na tą też się skuszę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń