poniedziałek, 9 maja 2011

Anna Onichimowska "Dziesięć stron świata"

„Dziesięć stron świata” to dziesięć dobrze skrojonych konstrukcyjnie, kilkunastostronicowych opowiadań. Każde z nich dzieje się w innym zakątku świata, każde ilustruje inną kulturę, obyczaje i mentalność oraz warunki ekonomiczne i społeczne, ale w każdym opowiadaniu bohaterowie mają po piętnaście lat. I tak poznajemy nastoletnią prostytutkę z Kolumbii, Pakistańczyka, który ma wykonać zamach terrorystyczny, chorego na bulimię chłopca bogatych zachodnich rodziców, wybitnie zdolną z matematyki murzynkę szykowaną do ślubu z nieznanym sobie prawie mężczyzną, Piotrka z Warszawy, który w poszukiwaniu pieniędzy potrzebnych mu dla zaimponowania dziewczynie zgadza się na pozowanie do dziecięcej pornografii, czy też Emmę, której matka bierze ślub z wieloletnią przyjaciółką… Mocne prawda? Autorce – jak sądzę – chodziło o zilustrowanie i uświadomienie piętnastolatkom, czyli rówieśnikom głównych bohaterów  jak bardzo ich losy zdeterminowane są nie tylko warunkami bytowymi, ale przede wszystkim kulturą i częścią świata, w której żyją. Część problemów jest wspólna, część zaś wynika właśnie z „czasu i miejsca”. Mądra książka. Mądra dla nastolatka, ucząca tolerancji dla innych, otwierająca oczy, szokująca. Bardzo inicjacyjna. Dla dorosłego zaś… dla mnie (bo nie chcę generalizować)… irytująca w pewnych naiwnych, łatwych rozwiązaniach. Bo i większość tych opowiadań kończy się dobrze. W książce. W życiu na pewno tak się nie kończy…
Coś nie mogę strawić książek Onichimowskiej. To już druga jej książka, która pozostawia we mnie jakiś niesmak. To drugie spotkanie z autorką  i chyba ostatnie. Tak bywa.

1 komentarz:

  1. Dla dzieci pisze dobrze - czytałam w ramach biblioterapii. Dla trochę starszych, jak piszesz, różnie. Tak czasem bywa. Raczej nie sięgnę.:)

    OdpowiedzUsuń