niedziela, 29 maja 2011

Annika Idstrom "Listy do Trynidadu"

Książkę dostałam bezpłatnie na ostatnich targach książki jako egzemplarz promocyjny na stoisku wydawnictwa Kojro, specjalizującego się w literaturze krajów skandynawskich http://www.kojro.pl/ Nieszczególnie udana okładka, papier i kompletnie nieznane nazwisko spowodowały, że najpierw chciałam książkę rezrefleksyjnie oddać do gromadzenia. Jednak przeczytałam wyczerpująca recenzję na blogu:
i zdecydowałam się na lekturę. I dobrze. Bo – nie wiem dlaczego – lubię książki o mrocznej stronie natury człowieka, ksiązki gorzkie i odpychające, śmiejące się naturze człowieka prosto w twarz. Bo przecież gdzie jak nie w literaturze i z jej pomocą powinniśmy się mierzyć z naszą naturą… Gdzie lepiej zostaną nazwane rzeczy po imieniu? A to jest właśnie jedna z tego typu lektur.
Zawiązanie akcji jest zupełnie przyziemne. Fiński urzędnik Seppo jedzie z rodziną na wycieczkę do Ziemi Świętej. Z rodziną, czyli piękną żoną i czternastoletnią, upośledzoną córką. W miarę rozwoju wydarzeń dowiadujemy się wstrząsających rzeczy na temat funkcjonowania tej rodziny. Nadopiekuńcza matka okazuje się toksyczna i okropna dla swojego dziecka, mężczyzna zaś brzydzi się córki i wstydzi a żonę dawno już odrzucił i zastąpił przelotnymi kochankami. Podczas odpoczynku lody jednak pękają i kobieta nie wytrzymuje tej sytuacji. Okazuje się zresztą, że również ma kochanka i nawet sprowadza go do pokoju hotelowego. W kilku recenzjach książki przeczytałam, że scena ta wydała się czytelnikom nieprawdopodobna i trochę absurdalna. Ja tego tak nie odebrałam. Do sceny tej mistrzowsko wprowadzają zresztą dialogi małżeństwa i napięcie między nimi (także erotyczne – pokazane niemalże tak po mistrzowsku jak u Kundery). Książka jest szokującym stadium toksycznego małżeństwa i rodzicielstwa. Kończy się tragedią. Nie będę pisała jaką, żeby nie odebrać siły rażenia tej sceny następnym czytelnikom, powiem tylko, że w moim odczuciu od pewnego momentu główną bohaterką książki staje się Ursula – upośledzona dziewczynka. Listy od niej, odkryte po powrocie z wypoczynku pokazują jak bardzo - jako jedyna - była świadoma tego co się działo w jej rodzinie. Jako jedyna – swoim upośledzonym umysłem  (choć w pewnym momencie już nie wiadomo czy na pewno upośledzonym czy po prostu wykształconym w skutek traumy, odrzucenia i zamknięcia w swoim świecie) zdiagnozowała rzeczywistość. Podane przez autorkę ciągiem jeden po drugim listy są chyba mocniejszą puentą książki, niż finałowa tragedia.
Bardzo podobała mi się konstrukcja powieści. Początkowo zupełnie realna, potem nabierająca coraz więcej cech onirycznych, w pewnym momencie już nie wiemy, czy to wszystko dzieje się naprawdę czy jest gorączkową maligną Seppo. Wiele tych onirycznych scen zaczyna nabierać symbolicznego wyrazu. Szczególnie ewoluuje w nich postać Urszuli – początkowo bezradnej i upośledzonej, potem demonicznej i strasznej, potem zaś prawie świętej…
Główny bohater pisze też od czasu do czasu listy do różnych osób, w których opisuje otaczającą go rzeczywistość. W listach tych (co konstrukcyjnie podkreślają liczne powtórzenia) wychodzi całe zakłamanie i podwójna moralność dobrze ułożonego, zadowolonego z życia urzędnika. Warto dodać, że wszystko to dzieje się w scenerii upalnej Ziemi Świętej – nieprzypadkowo, jakby dla kontrastu. Oj można by jeszcze pisać o tej książce i pisać. Z całą pewnością jest to tekst, który pozostaje w czytelniku i długo jeszcze - przygotujcie się na to - niepokoi…

3 komentarze:

  1. Z Twojej recenzji wnioskować mogę, że jest to książka wyjątkowa, z której aż kipią emocje. A takie właśnie przejmujące lektury niesamowicie na nas wpływają i zmuszają do przemyśleń. Zastanawiam się jednak, czy opisałabyś ją jako po prostu książkę obyczajową? Niestety takie, nie często u mnie goszczą. Niemniej jednak chętnie po nią sięgnę, gdy nadarzy się taka okazja.

    Poza tym, dziękuję za komentarz u mnie. Postać Nefertiti, jak i Echnatona, jest niezwykle interesująca a ilość publikacji i opinii na jej temat niezliczona. I z każdą kolejną pozycją poświęconą tej niezwykłej władczyni pokazuje mi inne spojrzenie i podaje inne argumenty. Dlatego też z wielką chęcią sięgnę po wspomnianą przez Ciebie książkę i sama przekonam się co sądzić o poglądach pana Vandenberga.
    A tak na marginesie, już zaglądam w Twoje archiwa i zaczytuję się recenzjami, które niezwykle przyjemnie mi się czyta. Dlatego też z wielką chęcią zostaną Twoją regularną czytelniczką,
    pozdrawiam ciepło
    Ala

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci zaintrygowałaś mnie, choć recenzjom z blogu krytycznym okiem nie ufam:-)
    mimo wszystko boję się trochę szablonów w tej książce i schematycznych zachowań ... ale przejrzę na pewno

    OdpowiedzUsuń
  3. Dea! Szablonów w Listach brak!
    Alu! Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń