czwartek, 26 maja 2011

Jerzy Wlazło "Kot syjonu"

Zacznijmy od tego, że nie znam się na kryminałach, bo ich nie czytam. Poza małą przygodą z Conan Doylem w zamierzchłej przeszłości (po której bałam się iść w nocy do łazienki), nawet nie mam do czego porównać mojej ostatniej lektury. A może to i dobrze…
Dlaczego więc sięgnęłam po książkę tego gatunku? Bo byłam na spotkaniu z autorem. Jego pierwszym z prawdziwego zdarzenia spotkaniu z czytelnikami. I zobaczyłam niemłodego już człowieka, któremu spełniło się marzenie. Został pisarzem. Aż miło było go słuchać i patrzeć na jego radość. Oczywiście udało mu się zainteresować książką, zwłaszcza zdaniem, że to kryminał bez trupa. Tak naprawdę to jeden trup jest, ale z zamierzchłej przeszłości, a jego ostatnie chwile nie do końca zostają wyjaśnione. Jest też cała galeria oryginalnych i dobrze skrojonych postaci, z głównym bohaterem – skończonym zawodowo i wiecznie pijanym detektywem Bialasem na czele.
Akcja zawiązuje się, gdy zostaje on wezwany do ekscentrycznej  i tajemniczej hrabiny, która prosi go o to aby znalazł dla niej… kota. I tu czytelnik zastanawia się, czy dotknął go jakiś żart  autora, czy literacki kicz, czy czort wie co. Potem jednak akcja przybiera na sile. Detektywa spotykają kolejne dziwne zdarzenia i sprawy, które - jak się potem okaże - splotą się pięknie w jedną całość. Zakończenie zaś zaskoczy i na pewno usatysfakcjonuje nawet najbardziej wybrednego czytelnika. Zakończenie bowiem jest przewrotne i może nie do końca jednoznaczne, ale optymistyczne, jak nie w tym gatunku. Jeśli jednak myślicie, że to łatwa lektura dla rozrywki to tak nie jest. Książka nie ma ani łatwej konstrukcji (często akcja urywa się nagle aby potem niespodziewanie powrócić w retrospekcji na swoje miejsce), ani prostych, schematycznych bohaterów. Wymaga skupienia i uwagi. Ale warto, także dla języka. Dużo tu językowych rodzynek, sposób postrzegania świata przez zapitego detektywa jest bowiem nader specyficzny i w tym języku się świetnie odbija. Swoją drogą jeszcze nie spotkałam tak pijącego bohatera. Alkohol wydaje się jednym z bohaterów książki.
Jeśli autor ma jeszcze coś w zanadrzu (a na spotkaniu mówił, że ma) i jeśli nadal utrzyma taki poziom to życzę mu pewnego miejsca w literaturze. Na pewno sięgnę po następną książkę.

2 komentarze:

  1. Ja również nie zaliczam się do fanów kryminałów, co tu dużo mówić, nie mam na ich temat przychylnego zdania. Dla mnie to, niestety, samo czytanie dla czytania, bo ani nie wynosimy z takiej lektury dogłębnych przemyśleń, ani też nie poznajemy nowych faktów, opowieści, które skłoniły by nas do poszukiwań. A takiego czytania dla czytania wolę unikać, choć czasami, trzeba przyznać, odpoczynek z książką w ręku jest nieoceniony i... sama już nie wiem co myśleć. Chyba jednak zaprzeczam samej sobie, więc cóż, chyba najlepiej będzie jeśli sama po nią sięgnę i będę mogła postawić jakieś konstruktywne argumenty?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi również się podobało, co także zawarłam w recenzji. Autor ma naprawdę fajny styl i poczucie humoru, a jeśli szykuje coś kolejnego - bardzo się cieszę :)

    OdpowiedzUsuń