piątek, 6 maja 2011

Ulysses Moore "Wrota czasu" - zeszyt pierwszy

W gruncie rzeczy pierwsza część 12 tomowego cyklu domniemanego Ulyssesa Moora (a tak naprawdę włoskiego pisarza Pierdomenico Baccalario) jest zlepkiem motywów w literaturze już dobrze znanych i wyeksploatowanych, w dodatku włożonych w najczęstszy schemat powieściowy i ze schematycznymi bohaterami. Jest tu i tajemnicza willa na skale nadmorskiej, pełna starych pokoi, i duch tajemniczego, zmarłego właściciela, i drzwi prowadzące do… (tego zdradzać nie będę), i zagadki które rozwiązują bohaterowie (tu wzbudzająca sympatię trójka dzieciaków), i czarny charakter, i mój ulubiony typ bohatera w książkach dziecięcych – dorosły (tu stary ogrodnik Nestor), który jest łącznikiem między realnym a fantastycznym światem i całym sercem kibicuje młodocianym bohaterom w ich działaniach. To wszystko w niezliczonych konfiguracjach już w literaturze dziecięcej było i pewnie jeszcze będzie, ale to nic – bo czytało się to fajnie i szybko. Naprawdę godna polecenia przygodówka z wartką, wciągającą akcją i prawdopodobnie (bo to dopiero pierwsza część) przejrzystym systemem wartości. Jedyną wadą lektury jest to, że pierwsza część jest DOSŁOWNIE pierwszą częścią cyklu, czyli nic nie wyjaśnia a jedynie zawiązuje akcję. Oznacza to, że jeśli zdecydujecie się na lekturę książki, rozsądne będzie skończyć na ostatnim tomie, bo prawdopodobnie dopiero w nim wszystko się wyjaśni. Jednak jeśli lubicie fajną, młodzieżową fantastykę to polecam. Sama miałam małe zawahanie, czy chcę brnąć dalej w ten świat, ale autor napisał mi w książce dwa lata temu na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie, żebym „znalazła wszystkie klucze i otworzyła wszystkie drzwi”. No to chyba wypada:-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz