środa, 18 maja 2011

Ulysses Moore - zeszyty 2 - 4


Zdecydowałam się - naznaczona dedykacją - poszukać dalszych kluczy i pootwierać jeszcze kilkoro drzwi i po skończeniu drugiej części po prostu utonęłam w tej serii. Już dawno nic nie wciągnęło mnie tak bardzo, żeby nie zważając na okoliczności dnia codziennego czytać ciągle i wszędzie. O ile bowiem pierwszy tom jest po prostu rozbudowanym wstępem do przygód głównych bohaterów, zawiązaniem akcji – momentami zresztą troszkę przydługim, o tyle drugi tom zachwyca rozwojem akcji i wciąga po całości. Dużą zaletą serii jest misternie utkana, wartka, wciąż komplikująca się akcja, pełna zwrotów i nieoczekiwanych rozwiązań. No dobra, trochę oczekiwanych i przewidywalnych, ale zdolność przewidywania zależy od czytelniczego wyrobienia a gdy popatrzy się na tę serię oczami dziecka, rozwiązania te nie są z całą pewnością całkowicie oczywiste. Poleciłabym więc tę serię miłośnikom przygód i zagadek. To co zafascynowało mnie w książkach włoskiego pisarza to misternie, znakomicie wykreowany świat tajemniczego miasteczka Kilmore Cove, które zniknęło ze wszystkich map i jego mieszkańców, owszem, trochę schematycznych i gdzieniegdzie za bardzo filmowych, ale kryjących wiele fascynujących tajemnic. Jest tu trochę niedociągnięć, logicznych nieścisłości, ale lektura serii stanowi taką atrakcję, że chyba można to autorowi wybaczyć. Bo też nadrabia tym, że - tak jak pisałam w recenzji pierwszej części – obok motywów dobrze nam znanych z fantastyki, mimo zawiązania fabuły wokół tak wyeksploatowanego motywu podróży w czasie, obok „uniwersaliów” fantastyki, jest tu wiele motywów oryginalnych i niespotykanych. A bogactwo motywów zachwyca, mamy tu i kręte archiwa, i antykwariat ze starymi mapami, i postać demonicznego antykwariusza, i obracający się wokół własnej osi Dom Luster, i Nieistniejącą Komnatę, i zakazane książki, i wiele innych atrakcji. Było już to wszystko prawda? I jeszcze będzie. Ale Ulisses Moore opakował to naprawdę bardzo starannie i atrakcyjnie. Przede wszystkim zachwyca mnie cała teoria wrót czasu, mechanizm ich działania oraz ich tajemnicze dzieje. Podoba mi się filozofia tej książki.
Warto dodać, że seria jest atrakcyjnie wydana. Twarde oprawy w obwolutach, stylizowane na stare księgi i zeszyty (foto powyżej). W środku czytelna czcionka, fikuśne, powiązane z treścią ozdobniki (w każdej części inne!!!) oraz mnóstwo naddanych treści na wyklejce i pod tytułami kolejnych rozdziałów.
Nie wiem co sądzą o tej serii inni, koleżankę z działu dziecięcego irytowały te logiczne nieścisłości. Mnie prawdopodobnie udało się spojrzeć na nią oczami dziecka. Udało mi się uciec w ten świat. Może właśnie to jest mi teraz potrzebne… Bo czymże jest fantastyka jak nie możliwością ucieczki?
 Relacja z dalszych poszukiwań kluczy i tego co spotkało mnie za następnymi drzwiami wkrótce…

4 komentarze:

  1. Zgadzam się z Tobą całkowicie. Świetne książki. Choć ja przeczytałam tylko dwa pierwsze tomy, bo pozostałych nie umiem skompletować (mam kieszonkowe wydania), jestem pod wielkim wrażeniem. Pozycja dla młodzieży obowiązkowa, takie wprowadzenie do poważniejszej fantastyki. A co do wydań - to rzeczywiście piękne i w odpowiednim klimacie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie potwornie wynudził pierwszy tom, więc po drugi nie sięgnęłam. Ale mam go, więc może jeszcze spróbuję, jeśli ten pierwszy był tylko zawiązaniem akcji i reszta rzeczywiście jest lepsza. W pierwszym bardzo mi przeszkadzały papierowe postacie, zwłaszcza trójka dzieciaków na pierwszym planie, jakoś zupełnie nieprawdziwa, oraz schematy - mnóstwo schematów. Mam wrażenie, że lepiej by się ta historia sprawdziła w postaci filmu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja właśnie skończyłem "Alchemika" Scotta i powiem tyle, że mimo iż za stary już ze mnie szpak na niektóre numery, to jednak wydanie - bajka. Stylizacja, ozdobniki, to wszystko o czym mówisz, przyciąga. I tak być powinno :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sardegno! Jeśli spodobał Ci się tom 2 to czytaj dalej!
    Lilebyth, w pewnym procencie zgadzam się z Tobą, ale pozwolisz, że rozwinę tę wypowiedź przy opisie następnych części.
    Bazylu, i stare szpaki potrzebują czasami takich lektur. Wydanie rzeczywiście bajka, choć korektor musiał być BARDZO zmeczony:-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń